-Za kogo on się uważa. Myśli, że może mi rozkazywać. Tak to
się nie skończy, o nie!- zaczęłam gadać do siebie.
-Jeszcze zobaczymy-gwałtownie się odwróciłam, widząc chłopaka opartego o drzwi.
-Masz jakiś problem?-warknęłam przez zęby, wkładając ręce do kieszeni.
-Raczej nie.-odparł obojętnie.
-To po co za mną wyszedłeś?-nie dawałam za wygraną.
-Kto powiedział, że wyszedłem za tobą.-zakpił.
Momentalnie zrobiłam się czerwona.
- Wyszedłem zapalić.-powiedział, po czym wyciągnął paczę papierosów, wyciągnął jednego, zapalił go, po czym się zaciągnął.
-Palisz?-zapytał.
-Ta.-odparłam z obojętnością.
-Chcesz?-dodał wyciągając paczkę fajek w moim kierunku.
-Dzięki-powiedziałam, biorąc jednego papierosa i podpalając go.
-Buntowniczka-zaśmiał się chłopak.
-Zamknij się-syknęłam.
-Wulgarna-dodał z łobuzerskim uśmiechem.
-Możesz przestać mnie oceniać?- powiedziałam, zaciągając się.
-Mogę robić co mi się podoba, słonko-dodał zadziornie.
Nic już nie powiedziałam, miałam go gdzieś. Po chwili zaczęłam się mu przyglądać. Chłopak był dosyć wysoki, i dobrze zbudowany. Miał piękne oczy koloru karmelowego. Wyglądał bardzo seksownie.
-Coś nie tak?
-Hm?-wyrwał mnie z transu, o ile można to tak nazwać.
-Zapytałem, czy coś nie tak?-dodał kończąc papierosa.
-Dlaczego?-zdziwiłam się.
-Przyglądasz mi się.-powiedział z obojętnością.
-Tak jakoś.-dodałam speszona.
-Podobam Ci się.- uśmiechnął się łobuzersko.
-Słucham?-parsknęłam śmiechem.
-Nie udawaj, przecież widzę-podszedł bliżej.
-Chyba sobie kpisz. Nie znam Cię-powiedziałam robiąc krok w tył.
-To jest problemem?-ruszył zabawnie brwiami.
-Pochlebiasz sobie-odparłam obojętnie.
-Czasem trzeba, beauty.- podszedł bliżej.
-Odejdź!-warknęłam, robiąc kolejny krok w tył.
-Spokojnie, nic Ci nie zrobię.-powiedział szeptem.
Spojrzałam na zegarek. 16:30
-Ojej, chciałabym tu z tobą jeszcze pobyć, ale zaraz mam trening.- powiedziałam wyrzucając końcówkę papierosa, szczęśliwa, że miałam dobrą wymówkę.
-Co trenujesz?-ciągnął dalej.
-Odpuścisz?-powiedziałam wkurzona.
-Raczej nie.-odparł, znowu opierając się o ścianę.
-Nie mam czasu się z tobą bawić- przy słowie bawić pokazałam znak cudzy słowa.
-Chyba nie wiesz, co to znaczy się bawić, beauty.-powiedział zakładając okulary.
-Nie mam czasu, cześć.-dodałam, ruszając w kierunku głównej drogi.
-Nie odpowiedziałaś na moje pytanie.-powiedział tak głośno, żebym usłyszała.
-Jakie?-chciałam już go spławić, ale ciągnął to dalej.
-Co trenujesz, słońce?-uśmiechnął się łobuzersko.
-Boks.-dodałam obojętnie.
-Słodko.-zaśmiał się.
-Coś jeszcze?-zapytałam.
Chłopak nie odpowiedział, tylko podszedł do mnie.
-Podwiozę Cię.-uśmiechnął się pokazując swoje białe zęby.
-Nie dzięki.-odparłam znudzona całą tą rozmową.
-Nie daj się prosić-objął mnie w talii.
-Nie dotykaj mnie, czaisz!-odepchnęłam go.
-To jak będzie?-ciągnął.
-Niech Ci będzie-odpowiedziałam na wydechu.
-Wiedziałem, że się zgodzisz-powiedział, kierując się w stronę samochodu.
-Ale żeby było jasne! Odwozisz mnie i tyle! Nie chcę Cię już później widzieć-powiedziała wsiadając do samochodu od strony pasażera.
-Za dużo mówisz, beauty -dodał z uśmiechem.
- Na York Road – powiedziałam. Chłopak tylko się zaśmiał.
Kiedy tylko ruszył, zaczęłam żałować, że wsiadłam do samochodu z gościem, którego praktycznie nie znałam. Owinęłam ręce wokół brzucha i starałam się nie patrzeć na drogę. Chłopak jechał naprawdę szybko. Gdybym spojrzała na licznik, czy jak to się zwie, dostałabym zawału, serio!
-Denerwujesz się?-zaśmiał się chłopak, nie spuszczając oka z drogi.
Nie odpowiedziałam, tylko wlepiłam wzrok w buty.
-Zadałem pytanie-powiedział ostrzejszym tonem, co sprawiło, że automatycznie odpowiedziałam.
-Tak!
-Niby dlaczego?-znów się zaśmiał. Był irytujący!
-Nie jestem przyzwyczajona do szybkiej jazdy, ok?-wypowiedziałam te słowa tak szybko, że sama co ledwo zrozumiałam.
-Spokojnie beauty-dotknął ręką moje kolano- dojedziesz cała.
-Nie dotykaj mnie-wzięłam jego rękę z mojej nogi.
-Jeszcze będziesz o to błagać słońce-spojrzał na mnie z łobuzerskim uśmieszkiem.
-Chciałbyś-rzuciłam krótko.
Resztę podróży przemilczałam. Gdy dojechaliśmy pod studio, w którym trenuję, chłopak spojrzał się na mnie.
-Więc, to tu trenujesz słońce?-uniósł brwi.
-Tak.- rzuciłam oschle. – Dzięki, że mnie podwiozłeś.. to cześć-chciałam wyjść, ale chłopak pociągnął mnie za nadgarstek.
-Spokojnie beauty.- uśmiechnął się
-Co jeszcze?-wywróciłam oczami.
-Nie wiem, jak masz na imię-patrzał mi w oczy.
-Czy to ważne? Małe prawdopodobieństwo, że się jeszcze spotkamy.-dodałam
-Możliwe, ale chcę wiedzieć-ciągnął.
-No okej. Jestem Cher.-odpuściłam.
-Cheeeeer-przeciągnął.
-Cher mówią do mnie znajomi, ale pełne imię to Charlotte, którego wręcz nienawidzę!-odpowiedziałam zła.
-Rozumiem. Ja jestem Justin, ale wszyscy mówią mi Just. –uśmiechnął się.
-Więc Just, muszę już iść, jestem spóźniona. Dzięki za podwózkę. Cześć-mówiąc to wyszłam z samochodu i udałam się do studia.
-Jeszcze zobaczymy-gwałtownie się odwróciłam, widząc chłopaka opartego o drzwi.
-Masz jakiś problem?-warknęłam przez zęby, wkładając ręce do kieszeni.
-Raczej nie.-odparł obojętnie.
-To po co za mną wyszedłeś?-nie dawałam za wygraną.
-Kto powiedział, że wyszedłem za tobą.-zakpił.
Momentalnie zrobiłam się czerwona.
- Wyszedłem zapalić.-powiedział, po czym wyciągnął paczę papierosów, wyciągnął jednego, zapalił go, po czym się zaciągnął.
-Palisz?-zapytał.
-Ta.-odparłam z obojętnością.
-Chcesz?-dodał wyciągając paczkę fajek w moim kierunku.
-Dzięki-powiedziałam, biorąc jednego papierosa i podpalając go.
-Buntowniczka-zaśmiał się chłopak.
-Zamknij się-syknęłam.
-Wulgarna-dodał z łobuzerskim uśmiechem.
-Możesz przestać mnie oceniać?- powiedziałam, zaciągając się.
-Mogę robić co mi się podoba, słonko-dodał zadziornie.
Nic już nie powiedziałam, miałam go gdzieś. Po chwili zaczęłam się mu przyglądać. Chłopak był dosyć wysoki, i dobrze zbudowany. Miał piękne oczy koloru karmelowego. Wyglądał bardzo seksownie.
-Coś nie tak?
-Hm?-wyrwał mnie z transu, o ile można to tak nazwać.
-Zapytałem, czy coś nie tak?-dodał kończąc papierosa.
-Dlaczego?-zdziwiłam się.
-Przyglądasz mi się.-powiedział z obojętnością.
-Tak jakoś.-dodałam speszona.
-Podobam Ci się.- uśmiechnął się łobuzersko.
-Słucham?-parsknęłam śmiechem.
-Nie udawaj, przecież widzę-podszedł bliżej.
-Chyba sobie kpisz. Nie znam Cię-powiedziałam robiąc krok w tył.
-To jest problemem?-ruszył zabawnie brwiami.
-Pochlebiasz sobie-odparłam obojętnie.
-Czasem trzeba, beauty.- podszedł bliżej.
-Odejdź!-warknęłam, robiąc kolejny krok w tył.
-Spokojnie, nic Ci nie zrobię.-powiedział szeptem.
Spojrzałam na zegarek. 16:30
-Ojej, chciałabym tu z tobą jeszcze pobyć, ale zaraz mam trening.- powiedziałam wyrzucając końcówkę papierosa, szczęśliwa, że miałam dobrą wymówkę.
-Co trenujesz?-ciągnął dalej.
-Odpuścisz?-powiedziałam wkurzona.
-Raczej nie.-odparł, znowu opierając się o ścianę.
-Nie mam czasu się z tobą bawić- przy słowie bawić pokazałam znak cudzy słowa.
-Chyba nie wiesz, co to znaczy się bawić, beauty.-powiedział zakładając okulary.
-Nie mam czasu, cześć.-dodałam, ruszając w kierunku głównej drogi.
-Nie odpowiedziałaś na moje pytanie.-powiedział tak głośno, żebym usłyszała.
-Jakie?-chciałam już go spławić, ale ciągnął to dalej.
-Co trenujesz, słońce?-uśmiechnął się łobuzersko.
-Boks.-dodałam obojętnie.
-Słodko.-zaśmiał się.
-Coś jeszcze?-zapytałam.
Chłopak nie odpowiedział, tylko podszedł do mnie.
-Podwiozę Cię.-uśmiechnął się pokazując swoje białe zęby.
-Nie dzięki.-odparłam znudzona całą tą rozmową.
-Nie daj się prosić-objął mnie w talii.
-Nie dotykaj mnie, czaisz!-odepchnęłam go.
-To jak będzie?-ciągnął.
-Niech Ci będzie-odpowiedziałam na wydechu.
-Wiedziałem, że się zgodzisz-powiedział, kierując się w stronę samochodu.
-Ale żeby było jasne! Odwozisz mnie i tyle! Nie chcę Cię już później widzieć-powiedziała wsiadając do samochodu od strony pasażera.
-Za dużo mówisz, beauty -dodał z uśmiechem.
- Na York Road – powiedziałam. Chłopak tylko się zaśmiał.
Kiedy tylko ruszył, zaczęłam żałować, że wsiadłam do samochodu z gościem, którego praktycznie nie znałam. Owinęłam ręce wokół brzucha i starałam się nie patrzeć na drogę. Chłopak jechał naprawdę szybko. Gdybym spojrzała na licznik, czy jak to się zwie, dostałabym zawału, serio!
-Denerwujesz się?-zaśmiał się chłopak, nie spuszczając oka z drogi.
Nie odpowiedziałam, tylko wlepiłam wzrok w buty.
-Zadałem pytanie-powiedział ostrzejszym tonem, co sprawiło, że automatycznie odpowiedziałam.
-Tak!
-Niby dlaczego?-znów się zaśmiał. Był irytujący!
-Nie jestem przyzwyczajona do szybkiej jazdy, ok?-wypowiedziałam te słowa tak szybko, że sama co ledwo zrozumiałam.
-Spokojnie beauty-dotknął ręką moje kolano- dojedziesz cała.
-Nie dotykaj mnie-wzięłam jego rękę z mojej nogi.
-Jeszcze będziesz o to błagać słońce-spojrzał na mnie z łobuzerskim uśmieszkiem.
-Chciałbyś-rzuciłam krótko.
Resztę podróży przemilczałam. Gdy dojechaliśmy pod studio, w którym trenuję, chłopak spojrzał się na mnie.
-Więc, to tu trenujesz słońce?-uniósł brwi.
-Tak.- rzuciłam oschle. – Dzięki, że mnie podwiozłeś.. to cześć-chciałam wyjść, ale chłopak pociągnął mnie za nadgarstek.
-Spokojnie beauty.- uśmiechnął się
-Co jeszcze?-wywróciłam oczami.
-Nie wiem, jak masz na imię-patrzał mi w oczy.
-Czy to ważne? Małe prawdopodobieństwo, że się jeszcze spotkamy.-dodałam
-Możliwe, ale chcę wiedzieć-ciągnął.
-No okej. Jestem Cher.-odpuściłam.
-Cheeeeer-przeciągnął.
-Cher mówią do mnie znajomi, ale pełne imię to Charlotte, którego wręcz nienawidzę!-odpowiedziałam zła.
-Rozumiem. Ja jestem Justin, ale wszyscy mówią mi Just. –uśmiechnął się.
-Więc Just, muszę już iść, jestem spóźniona. Dzięki za podwózkę. Cześć-mówiąc to wyszłam z samochodu i udałam się do studia.
-O proszę! Kto zaszczycił nas swoją obecnością! Spóźniłaś się Reed!- krzyknął
trener.
-Wiem, przepraszam, pokłóciłam się z rodzicami, dlatego musiałam przyjechać późniejszym autobusem. To się więcej nie powtórzy! Przysięgam-próbowałam się wytłumaczyć, oczywiście kłamiąc.
-Mam taką nadzieję! Jeżeli jeszcze raz się tak stanie, poniesiesz konsekwencje.-dodał.
-Tak jest!-oznajmiłam.
-Bierz rękawice i do roboty.-pokazał na worek.
Zrobiłam jak kazał. Wzięłam rękawice i zaczęłam walić w worek. Pomyślałam o tym, co mówili rodzice. Że nie będę trenować boksu. Zaczęłam mocniej walić.
-Dobrze Reed! Rób tak dalej-krzyknął z drugiego końca pomieszczenia trener.
Podniósł mi się poziom adrenaliny. Poczułam to.
-Wiem, przepraszam, pokłóciłam się z rodzicami, dlatego musiałam przyjechać późniejszym autobusem. To się więcej nie powtórzy! Przysięgam-próbowałam się wytłumaczyć, oczywiście kłamiąc.
-Mam taką nadzieję! Jeżeli jeszcze raz się tak stanie, poniesiesz konsekwencje.-dodał.
-Tak jest!-oznajmiłam.
-Bierz rękawice i do roboty.-pokazał na worek.
Zrobiłam jak kazał. Wzięłam rękawice i zaczęłam walić w worek. Pomyślałam o tym, co mówili rodzice. Że nie będę trenować boksu. Zaczęłam mocniej walić.
-Dobrze Reed! Rób tak dalej-krzyknął z drugiego końca pomieszczenia trener.
Podniósł mi się poziom adrenaliny. Poczułam to.
Wracając do rodziców.
Nie obchodziło ich, że jest to moim całym życiem.. że to miejsce jest moim
drugim domem, że są tu osoby, które traktuję, jak rodzinę. Dla nich liczyła się
tylko praca. Gdy wracali z niej, ja już spałam. Rano odwozili mnie do szkoły, a
gdy wracałam z niej, oni oczywiście byli już w pracy. Praktycznie, nie mieli
pojęcia o moim życiu prywatnym, więc nie mieli prawa się w nie wtrącać.
Po skończonym treningu, weszłam do szatni.
-Czemu się spóźniłaś?-powiedziała Kim. ( Kim była tak jakby moją przyjaciółką. To z nią najlepiej się dogadywałam i tu i w szkole)
-Pokłóciłam się z rodzicami.-odparłam.
-Przecież szkołę, kończyłyśmy o 14:30, jakim cudem to tyle trwało?- ona zawsze zadaje masę pytań!
-Po kłótni wyszłam z domu. Szłam jakąś uliczką i zobaczyłam stary, opuszczony budynek, więc postanowiłam tam wejść-mówiłam, ubierając się.
-I ? – mówiła tak, jakby ją to interesowało.
-No weszłam i zobaczyłam sprzęt do treningu. Więc podeszłam i chciałam go wypróbować. Wtedy pojawił się jakiś koleś, zaczął coś pierdolić, a ja przyłożyłam mu w ryj. Zaczął się sapać i nazwał mnie dziwką i kazał wyjść. No więc tak zrobiłam. Wyszłam, ale po chwili on za mną i razem zapaliliśmy..
-Mówiłaś, że rzuciłaś-przerwała mi.
-Bo tak było! No ale jakoś nie mogłam się powstrzymać.-ciągnęłam- No i powiedziałam mu, że śpieszę się na trening, a on, że mnie podwiezie, no więc się zgodziłam. Podwiózł mnie i sobie pojechał.
-Przystojny był?-dodała z uśmieszkiem.
-A gdyby nie był, mówiłabym Ci o nim?-zaśmiałam się.
-Racja.-odparła- Ty zawsze masz takie chujowe szczęście Cher.- powiedziała, wychodząc z budynku razem ze mną.
-Nie nazwałabym to szczęściem. Facet był nachalny.
-Ee, to burak.-obydwie wybuchłyśmy śmiechem.
-Dobra, ja już lecę, bo starzy się wkurzą.-mów telefon zawibrował- O wilku mowa.
-Nie odbierzesz?-zapytała.
-Pojebało Cię? –dodałam wkurzona.
-Dobra, to do jutra- cmoknęłyśmy się w policzek i Kim zniknęła z moich oczu.
Wsiadłam w autobus i pojechałam do domu. Wiedziałam, że jak wrócę znowu będzie awantura.
-Czemu się spóźniłaś?-powiedziała Kim. ( Kim była tak jakby moją przyjaciółką. To z nią najlepiej się dogadywałam i tu i w szkole)
-Pokłóciłam się z rodzicami.-odparłam.
-Przecież szkołę, kończyłyśmy o 14:30, jakim cudem to tyle trwało?- ona zawsze zadaje masę pytań!
-Po kłótni wyszłam z domu. Szłam jakąś uliczką i zobaczyłam stary, opuszczony budynek, więc postanowiłam tam wejść-mówiłam, ubierając się.
-I ? – mówiła tak, jakby ją to interesowało.
-No weszłam i zobaczyłam sprzęt do treningu. Więc podeszłam i chciałam go wypróbować. Wtedy pojawił się jakiś koleś, zaczął coś pierdolić, a ja przyłożyłam mu w ryj. Zaczął się sapać i nazwał mnie dziwką i kazał wyjść. No więc tak zrobiłam. Wyszłam, ale po chwili on za mną i razem zapaliliśmy..
-Mówiłaś, że rzuciłaś-przerwała mi.
-Bo tak było! No ale jakoś nie mogłam się powstrzymać.-ciągnęłam- No i powiedziałam mu, że śpieszę się na trening, a on, że mnie podwiezie, no więc się zgodziłam. Podwiózł mnie i sobie pojechał.
-Przystojny był?-dodała z uśmieszkiem.
-A gdyby nie był, mówiłabym Ci o nim?-zaśmiałam się.
-Racja.-odparła- Ty zawsze masz takie chujowe szczęście Cher.- powiedziała, wychodząc z budynku razem ze mną.
-Nie nazwałabym to szczęściem. Facet był nachalny.
-Ee, to burak.-obydwie wybuchłyśmy śmiechem.
-Dobra, ja już lecę, bo starzy się wkurzą.-mów telefon zawibrował- O wilku mowa.
-Nie odbierzesz?-zapytała.
-Pojebało Cię? –dodałam wkurzona.
-Dobra, to do jutra- cmoknęłyśmy się w policzek i Kim zniknęła z moich oczu.
Wsiadłam w autobus i pojechałam do domu. Wiedziałam, że jak wrócę znowu będzie awantura.
Musiałam
to przeżyć. Wysiadłam z autobusu i ruszyłam w kierunku domu, a mój telefon, co
chwila dzwonił. Olałam to totalnie. Weszłam do domu, ściągnęłam buty i ruszyła
w kierunku pokoju.
-A dokąd to moja panno?-usłyszałam głos mamy, dochodzący z kuchni.
-Co ?-odparłam zmęczona.
-Gdzie byłaś?-ciągnęła.
-No a gdzie mogłam być? –warknęłam.
-Nie zaczynaj Charlotte! –odpowiedziała.
-Nie nazywaj mnie tak! – powiedziałam zła, siadając na krześle.
-Gdzie byłaś?-zapytała już wyższym tonem.
-No na treningu!-odparłam sucho.
-Zabroniliśmy Ci z ojcem!-krzyknęła.
-I co z tego? Mam to w dupie!
-Nie rozmawiasz z koleżanką, moja droga.
-A wielka szkoda.-zakpiłam
-Nie pyskuj mi tu! –widać, że skończyły jej się argumenty.
-Coś jeszcze?-zapytałam.
-Dlaczego poszłaś na trening, jak Ci zakazaliśmy!?-wkurzyła się.
-MAMO!-wstałam-Nie wiesz jak to jest, kiedy rodzice zabraniają Ci robić to, co naprawdę kochasz! Boks jest moją pasją!-krzyknęłam.
-Ale jest niebezpieczny!-dodała
-Proszę Cię-zakpiłam- Ja tylko walę w worek!
-Ale możesz się wdać w bójkę!
-Mamo, w co ty wierzysz?-byłam już mega zła.
-Znam Cię Cher! Wiem, na co się stać i nie mów mi, że jeżeli byś musiała, to byś się nie biła!-i tu mnie zgasiła.
-Nienawidzę Cię!-krzyknęłam, po czym pobiegłam po schodach do pokoju i zamknęłam się na klucz.
Nienawidzę jej! Nienawidzę, tego co robi! Nienawidzę, że we wszystko się wpierdala! Nienawidzę jej!
Położyłam się na łóżko, rozmyślając o wydarzeniu, które miało miejsce chwilę temu na dole. Rozmyślałam, też o Justinie. O tym jego kuszącym wzroku, o tym jak mówi do mnie beauty, aż zasnęłam.
Obudziło mnie pukanie do drzwi. Wstałam zaspana i je otworzyłam.
-Cher, wstawaj, bo spóźnisz się do szkoły-powiedziała mama ze smutkiem na twarzy i zeszła na dół.
Co ?! Już rano? Nieźle pospałam. Weszłam do łazienki i wzięłam szybki prysznic, następnie podeszłam do szafy, wyciągnęłam z niej czarne legginsy w białe krzyże, do tego czarną bokserkę i skórzaną kurtkę. Przeczesałam włosy, nałożyłam podkład, przejechałam tuszem po rzęsach i zrobiłam kreski eyelinerem. Sięgnęłam po torbę i zeszłam na dół.
-Tu masz śniadanie. Nie zdążysz już zjeść w domu, bo się dzisiaj spieszę-dodała mama.-Musimy już jechać.
Wstałam z krzesła, założyłam czarne convers i poszłam usiąść do samochodu. Mama wsiadła chwile po mnie. Jechałyśmy bez słowa. Gdy podjechałyśmy pod szkołę, powiedziałam jej krótkie „Pa”, a ona tylko się uśmiechnęła i odjechała. Wiedziałam, że było to spowodowane naszą kłótnią.
Patrząc na tą beznadziejną szkołę, której szczerze nienawidziłam, w końcu ruszyłam ku niej. Szłam korytarzem, aż do swojej szafki. Wbiłam kod, otworzyłam i wyciągnęłam potrzebne mi książki. Gdy miałam już wszystko, zamknęłam ją, a moim oczom ukazał się Justin.
-Tęskniłaś, beauty?
________________________________________
Miło mi, że po pierwszym rozdziale, jest już tyle wyświetleń, dlatego dodałam długi rozdział, liczę, że się Wam spodoba :)
-A dokąd to moja panno?-usłyszałam głos mamy, dochodzący z kuchni.
-Co ?-odparłam zmęczona.
-Gdzie byłaś?-ciągnęła.
-No a gdzie mogłam być? –warknęłam.
-Nie zaczynaj Charlotte! –odpowiedziała.
-Nie nazywaj mnie tak! – powiedziałam zła, siadając na krześle.
-Gdzie byłaś?-zapytała już wyższym tonem.
-No na treningu!-odparłam sucho.
-Zabroniliśmy Ci z ojcem!-krzyknęła.
-I co z tego? Mam to w dupie!
-Nie rozmawiasz z koleżanką, moja droga.
-A wielka szkoda.-zakpiłam
-Nie pyskuj mi tu! –widać, że skończyły jej się argumenty.
-Coś jeszcze?-zapytałam.
-Dlaczego poszłaś na trening, jak Ci zakazaliśmy!?-wkurzyła się.
-MAMO!-wstałam-Nie wiesz jak to jest, kiedy rodzice zabraniają Ci robić to, co naprawdę kochasz! Boks jest moją pasją!-krzyknęłam.
-Ale jest niebezpieczny!-dodała
-Proszę Cię-zakpiłam- Ja tylko walę w worek!
-Ale możesz się wdać w bójkę!
-Mamo, w co ty wierzysz?-byłam już mega zła.
-Znam Cię Cher! Wiem, na co się stać i nie mów mi, że jeżeli byś musiała, to byś się nie biła!-i tu mnie zgasiła.
-Nienawidzę Cię!-krzyknęłam, po czym pobiegłam po schodach do pokoju i zamknęłam się na klucz.
Nienawidzę jej! Nienawidzę, tego co robi! Nienawidzę, że we wszystko się wpierdala! Nienawidzę jej!
Położyłam się na łóżko, rozmyślając o wydarzeniu, które miało miejsce chwilę temu na dole. Rozmyślałam, też o Justinie. O tym jego kuszącym wzroku, o tym jak mówi do mnie beauty, aż zasnęłam.
Obudziło mnie pukanie do drzwi. Wstałam zaspana i je otworzyłam.
-Cher, wstawaj, bo spóźnisz się do szkoły-powiedziała mama ze smutkiem na twarzy i zeszła na dół.
Co ?! Już rano? Nieźle pospałam. Weszłam do łazienki i wzięłam szybki prysznic, następnie podeszłam do szafy, wyciągnęłam z niej czarne legginsy w białe krzyże, do tego czarną bokserkę i skórzaną kurtkę. Przeczesałam włosy, nałożyłam podkład, przejechałam tuszem po rzęsach i zrobiłam kreski eyelinerem. Sięgnęłam po torbę i zeszłam na dół.
-Tu masz śniadanie. Nie zdążysz już zjeść w domu, bo się dzisiaj spieszę-dodała mama.-Musimy już jechać.
Wstałam z krzesła, założyłam czarne convers i poszłam usiąść do samochodu. Mama wsiadła chwile po mnie. Jechałyśmy bez słowa. Gdy podjechałyśmy pod szkołę, powiedziałam jej krótkie „Pa”, a ona tylko się uśmiechnęła i odjechała. Wiedziałam, że było to spowodowane naszą kłótnią.
Patrząc na tą beznadziejną szkołę, której szczerze nienawidziłam, w końcu ruszyłam ku niej. Szłam korytarzem, aż do swojej szafki. Wbiłam kod, otworzyłam i wyciągnęłam potrzebne mi książki. Gdy miałam już wszystko, zamknęłam ją, a moim oczom ukazał się Justin.
-Tęskniłaś, beauty?
________________________________________
Miło mi, że po pierwszym rozdziale, jest już tyle wyświetleń, dlatego dodałam długi rozdział, liczę, że się Wam spodoba :)
DODAJ NASTĘPNY !! :D
OdpowiedzUsuńtak! dodaj następny! też czekam :) jak weszłam na bloga, od razu przeczytałam wszystko jednym tchem, bardzo fajnie piszesz- lekko i zrozumiale, a dlaczego dwie czcionki? lepiej czyta się tą drugą niż Courier New, ale to moja opinia :) rozwijaj się, pisz dużo, już się nie mogę doczekać 3 rozdziału *-* a w czasie wolnym zapraszam do mojego fanfiction: www.gonna-rise-above.blogspot.com :) POZDRAWIAM! x
OdpowiedzUsuńrozdziały piszę w Wordzie, a kiedy dodałam, czcionka sama się zmieniła. Pewnie, zajrzę na twojego bloga :)
UsuńO mój Boże, uwielbiam! Uwielbiam takiego kochanego, szarmanckiego łobuza. Już się zakochałam! Mogłabyś napisać dłuższy rozdział, bo czuję swego rodzaju niedosyt :D Czekam na rozwój fabuły : D
OdpowiedzUsuńw między czasie zapraszam do siebie - www.wykrzesac-resztki-czlowieczenstwa.blogspot.com, gdzie również Justin do świętych nie należy :D