Z przemyśleń wyrwał mnie dźwięk mikrofali. Oznaczało to, że
pizza jest gotowa. Wzięłam ją i poszłam do siebie. Rzuciłam torbę gdzieś w kąt,
usiadłam po turecku na łóżku, podłączyłam telefon do głośników i puściłam :
Pink Floyd- Time. Wzięłam pizzę do ręki i ugryzłam kawałek. Uwielbiałam się
relaksować przy muzyce. Wtedy odpływałam w swój własny świat, do którego nikt
nie miał dostępu. Nagle mój telefon zaczął wibrować. Kim. Przesunęłam palcem po ekranie.
-Siema -odparłam jedząc.
-No cześć.
-Co chcesz? Właśnie jem-dodałam ze śmiechem.
-A kiedy ty nie jesz?-zadrwiła.
-Do rzeczy Kim.
-Chciałam tylko zapytać, czy będziesz na treningu. Jest już wpół do czwartej, dlatego pytam.-dodała po chwili.
-Będę, nie martw się kochanie-powiedziałam puszczając całusa do telefonu.
-Ty serio jesteś chora, lepiej nie przychodź-zachichotała.
-Odwal się-warknęłam z pizzą w ustach.
-Weź zjedz zanim coś powiesz Reed!-syknęła ze śmiechem.
-Teraz przegięłaś Brown!-zaśmiałam się.
-Wiem-dodała obojętnie.- Żryj to co tam masz i przyłaź na trening do cholery.
-Nie sraj ! Będę!-powiedziałam, po czym obie wybuchłyśmy śmiechem.
-O 16:45 pod studiem. Tylko teraz się nie spóźnij-dodała. Zapewne żebym nie robiła sobie żadnych planów.
-Tak mamo-powiedziałam, po czym się rozłączyłam.
Może to dziwne, ale lubię prowadzić z nią takie rozmowy. Traktuję ją, jak osobę najbliższą. Czasami się wyzywamy, ale to wiadomo, jak każde przyjaciółki. No.. takie jak my.
Spojrzałam na talerz. Pusty. Zeszłam na dół, włożyłam naczynie do zmywarki i napiłam się coli.
Ciągle zastanawiałam się gdzie Just chce mnie zabrać.
-Ubierz coś seksownego- puścił mi oczko.
Przecież ja zawsze wyglądam seksownie! Ruszyłam schodami do swojego pokoju. Podeszłam do szafy, żeby poszukać coś „seksownego” . W sumie, miałam kilka takich rzeczy. Krótką skórzaną spódniczkę, obcisły top.. tylko nic do siebie nie pasowało. Na końcu szafy dostrzegłam sukienkę. Od razu więłam ją do ręki. Miałam ją założoną rok temu, na balu gimnazjalnym. Czarna, do połowy ud, obcisła sukienka, bez ramiączek.
Ciekawe czy się w nią wcisnę-pomyślałam, zakładając ją.
W końcu mi się udało. Nie była, aż taka ciasna, ale do najluźniejszych nie należała. Przytyło mi się trochę przez ten rok. No cóż, nie miałam nic innego, więc postanowiłam, że ją założę. Zeszłam na dół, w poszukiwaniu odpowiednich butów. Otworzyłam szafę. Same trampki.. Nie zawahałam się otworzyć szafy mamy. Ona na pewno miała odpowiednie do tej sukienki obuwie. Znalazłam kilka par obcasów, które z pewnością by pasowały. Czarne, czerwone, chabrowe i różowe.
Czasami opłaca się mieć taki sam rozmiar nogi, co mama. Przymierzyłam wszystkie pary. Najładniej wyglądały czarne i czerwone. Wzięłam je do siebie, ściągnęłam sukienkę i położyłam na łóżku, razem z butami.
Wzięłam osobną torbę, włożyłam do niej czarne legginsy, luźną bluzkę z Nirvaną i trampki. Spakowałam też ręcznik i wodę. Spojrzałam na zegarek. 16:19 . Trochę czasu zajęło mi to „wystrajanie się” o ile tak to można nazwać. Chwyciłam przygotowaną torbę, przeczesałam włosy, po czym zeszłam na dół. Wyszłam przed dom, wyciągnęłam klucze i przekręciłam je w zamku dwa razy. Następnie ruszyłam w stronę przystanku. Wsiadłam w siódemkę i stanęłam przy oknie. Przejechałam kilka przystanków i wysiadłam. Przeszłam kawałek do studia. Mój telefon zaczął wibrować. Przesunęłam palcem po ekranie.
-Czego?-zaśmiałam się.
-Gdzie jesteś?-zapytała Kim.
-Tu-odpowiedziałam stając koło dziewczyny, a ona podskoczyła ze strachu.
-Cher!-uderzyła mnie w ramię-oszalałaś?
-Na pewno-zachichotałam. –Chodź idziemy.
Weszłyśmy do szatni i przebrałyśmy się bez słowa.
-Która godzina?-zapytałam.
-16:56-odpowiedziała Kim.-Chodź idziemy już.
Weszłam za nią bez słowa.
-Cher!-warknęła-Co ci jest?
-O co ci chodzi?- zdenerwowałam się.
-Coś cię gryzie, widzę to-chwyciła mnie za ramiona-co jest?
-Nic-syknęłam.
-CHER-krzyknęła.
-Zamknij się!-warknęłam.
-To mi powiedz!-ścisnęła moje ramiona.
-No okej!- westchnęłam. – Pamiętasz tego kolesia? Mówiłam ci o nim. Ten co mnie wczoraj podwiózł-Kim pokiwała głową, co oznaczało, że wie-No i.. spotkałam go dzisiaj i.. no zaprosił mnie.
-Na randkę?- powiedziała z uśmiechem Kim.
-Co?! Nie-dodałam szybko-Tak się umówiliśmy, żeby…, żeby się lepiej poznać.. chyba-odparłam.
-I w czym problem?-zapytała
-Mam się ubrać…seksownie.-dodałam zmieszana.
-Znowu nie widzę problemu-zaśmiała się.
-Ale.. ja nie wiem, to znaczy.. nie wiem, co mam założyć.. w sumie wybrałam sukienkę, tę co miałam na balu gimnazjalisty i pożyczyłam buty mamy.
-No i bardzo dobrze! Załóż obcasy, obcisłą sukienkę, pomaluj usta szminką i wycieniuj oko, zrób fajnie włosy i po problemie-dodała z uśmiechem.
-Jesteś pewna?-zmieszałam się.
-Na 100%-puściła mi oczko.
Kim, choć wygląda na twardą dziewczynę, potrafi być naprawdę dziewczęca i czasem zachowuje się jak gówniarz, co mnie wkurza.
-Dzień dobry!-krzyknął trener.- Nie stać tak tylko do roboty!
Wzięłam rękawice
-Widzę, że jesteś na czas Reed-zaśmiał się.
-Oczywiście-syknęłam cicho, żeby nie słyszał.
Zaczęłam walić w worek, wyrzucając całą złość z siebie. Nie czułam upływającego czasu. Kiedy zdawało mi się, że to dopiero początek treningu, był już koniec. Przeszliśmy do szatni i zaczęliśmy się przebierać. Po kilku minutach, byłam już gotowa. Spojrzałam na zegarek. 18:02
-Na razie Kim-cmoknęłam ją w policzek-Do jutra.- po czym wyszłam ze studia, udając się bezpośrednio na przystanek. Wsiadłam w siódemkę, przejechałam kilka przystanków i z niej wysiadłam. Szybkim krokiem przeszłam do domu, od kluczyłam drzwi. Wchodząc rzuciłam torbę na podłogę, pobiegłam do łazienki i wzięłam prysznic. Namydliłam ciało, nalałam na włosy szampon, po czym wszystko spłukałam. Owinęłam ciało, jak i włosy ręcznikiem. Włożyłam bieliznę, po czym założyłam sukienkę. Przejrzałam się w lustrze. Nie jest źle-pomyślałam. Ściągnęłam ręcznik z moich rudych włosów, po czym je wysuszyłam. Pomyślałam o tym co mówiła Kim. Wzięłam swoją kosmetyczkę i wyciągnęłam z niej szminkę, eyeliner i tusz. Przejechałam kilkadziesiąt razy tuszem po rzęsach, po czym zrobiłam idealne kreski. Bez wahania założyłam na usta czerwoną szminkę. Uznałam, że będą pasowały czerwone szpilki. Więc je włożyłam.
Z dołu rozległo się pukanie do drzwi. Zeszłam ostrożnie ze schodów, po czym otworzyłam drzwi.
-Hej, beauty-powiedział Just.-Wyglądasz pięknie.
-Dziękuję, ty też wyglądasz.. ładnie-odparłam zmieszana.
-Idziemy?-dodał
-A dokąd?-zaśmiałam się.
-Nie psuj niespodzianki kochanie-szepnął mi do ucha.
_________________________________
Mogą być błędy, ponieważ mama mnie goniła :c
Następny jutro :)
-Siema -odparłam jedząc.
-No cześć.
-Co chcesz? Właśnie jem-dodałam ze śmiechem.
-A kiedy ty nie jesz?-zadrwiła.
-Do rzeczy Kim.
-Chciałam tylko zapytać, czy będziesz na treningu. Jest już wpół do czwartej, dlatego pytam.-dodała po chwili.
-Będę, nie martw się kochanie-powiedziałam puszczając całusa do telefonu.
-Ty serio jesteś chora, lepiej nie przychodź-zachichotała.
-Odwal się-warknęłam z pizzą w ustach.
-Weź zjedz zanim coś powiesz Reed!-syknęła ze śmiechem.
-Teraz przegięłaś Brown!-zaśmiałam się.
-Wiem-dodała obojętnie.- Żryj to co tam masz i przyłaź na trening do cholery.
-Nie sraj ! Będę!-powiedziałam, po czym obie wybuchłyśmy śmiechem.
-O 16:45 pod studiem. Tylko teraz się nie spóźnij-dodała. Zapewne żebym nie robiła sobie żadnych planów.
-Tak mamo-powiedziałam, po czym się rozłączyłam.
Może to dziwne, ale lubię prowadzić z nią takie rozmowy. Traktuję ją, jak osobę najbliższą. Czasami się wyzywamy, ale to wiadomo, jak każde przyjaciółki. No.. takie jak my.
Spojrzałam na talerz. Pusty. Zeszłam na dół, włożyłam naczynie do zmywarki i napiłam się coli.
Ciągle zastanawiałam się gdzie Just chce mnie zabrać.
-Ubierz coś seksownego- puścił mi oczko.
Przecież ja zawsze wyglądam seksownie! Ruszyłam schodami do swojego pokoju. Podeszłam do szafy, żeby poszukać coś „seksownego” . W sumie, miałam kilka takich rzeczy. Krótką skórzaną spódniczkę, obcisły top.. tylko nic do siebie nie pasowało. Na końcu szafy dostrzegłam sukienkę. Od razu więłam ją do ręki. Miałam ją założoną rok temu, na balu gimnazjalnym. Czarna, do połowy ud, obcisła sukienka, bez ramiączek.
Ciekawe czy się w nią wcisnę-pomyślałam, zakładając ją.
W końcu mi się udało. Nie była, aż taka ciasna, ale do najluźniejszych nie należała. Przytyło mi się trochę przez ten rok. No cóż, nie miałam nic innego, więc postanowiłam, że ją założę. Zeszłam na dół, w poszukiwaniu odpowiednich butów. Otworzyłam szafę. Same trampki.. Nie zawahałam się otworzyć szafy mamy. Ona na pewno miała odpowiednie do tej sukienki obuwie. Znalazłam kilka par obcasów, które z pewnością by pasowały. Czarne, czerwone, chabrowe i różowe.
Czasami opłaca się mieć taki sam rozmiar nogi, co mama. Przymierzyłam wszystkie pary. Najładniej wyglądały czarne i czerwone. Wzięłam je do siebie, ściągnęłam sukienkę i położyłam na łóżku, razem z butami.
Wzięłam osobną torbę, włożyłam do niej czarne legginsy, luźną bluzkę z Nirvaną i trampki. Spakowałam też ręcznik i wodę. Spojrzałam na zegarek. 16:19 . Trochę czasu zajęło mi to „wystrajanie się” o ile tak to można nazwać. Chwyciłam przygotowaną torbę, przeczesałam włosy, po czym zeszłam na dół. Wyszłam przed dom, wyciągnęłam klucze i przekręciłam je w zamku dwa razy. Następnie ruszyłam w stronę przystanku. Wsiadłam w siódemkę i stanęłam przy oknie. Przejechałam kilka przystanków i wysiadłam. Przeszłam kawałek do studia. Mój telefon zaczął wibrować. Przesunęłam palcem po ekranie.
-Czego?-zaśmiałam się.
-Gdzie jesteś?-zapytała Kim.
-Tu-odpowiedziałam stając koło dziewczyny, a ona podskoczyła ze strachu.
-Cher!-uderzyła mnie w ramię-oszalałaś?
-Na pewno-zachichotałam. –Chodź idziemy.
Weszłyśmy do szatni i przebrałyśmy się bez słowa.
-Która godzina?-zapytałam.
-16:56-odpowiedziała Kim.-Chodź idziemy już.
Weszłam za nią bez słowa.
-Cher!-warknęła-Co ci jest?
-O co ci chodzi?- zdenerwowałam się.
-Coś cię gryzie, widzę to-chwyciła mnie za ramiona-co jest?
-Nic-syknęłam.
-CHER-krzyknęła.
-Zamknij się!-warknęłam.
-To mi powiedz!-ścisnęła moje ramiona.
-No okej!- westchnęłam. – Pamiętasz tego kolesia? Mówiłam ci o nim. Ten co mnie wczoraj podwiózł-Kim pokiwała głową, co oznaczało, że wie-No i.. spotkałam go dzisiaj i.. no zaprosił mnie.
-Na randkę?- powiedziała z uśmiechem Kim.
-Co?! Nie-dodałam szybko-Tak się umówiliśmy, żeby…, żeby się lepiej poznać.. chyba-odparłam.
-I w czym problem?-zapytała
-Mam się ubrać…seksownie.-dodałam zmieszana.
-Znowu nie widzę problemu-zaśmiała się.
-Ale.. ja nie wiem, to znaczy.. nie wiem, co mam założyć.. w sumie wybrałam sukienkę, tę co miałam na balu gimnazjalisty i pożyczyłam buty mamy.
-No i bardzo dobrze! Załóż obcasy, obcisłą sukienkę, pomaluj usta szminką i wycieniuj oko, zrób fajnie włosy i po problemie-dodała z uśmiechem.
-Jesteś pewna?-zmieszałam się.
-Na 100%-puściła mi oczko.
Kim, choć wygląda na twardą dziewczynę, potrafi być naprawdę dziewczęca i czasem zachowuje się jak gówniarz, co mnie wkurza.
-Dzień dobry!-krzyknął trener.- Nie stać tak tylko do roboty!
Wzięłam rękawice
-Widzę, że jesteś na czas Reed-zaśmiał się.
-Oczywiście-syknęłam cicho, żeby nie słyszał.
Zaczęłam walić w worek, wyrzucając całą złość z siebie. Nie czułam upływającego czasu. Kiedy zdawało mi się, że to dopiero początek treningu, był już koniec. Przeszliśmy do szatni i zaczęliśmy się przebierać. Po kilku minutach, byłam już gotowa. Spojrzałam na zegarek. 18:02
-Na razie Kim-cmoknęłam ją w policzek-Do jutra.- po czym wyszłam ze studia, udając się bezpośrednio na przystanek. Wsiadłam w siódemkę, przejechałam kilka przystanków i z niej wysiadłam. Szybkim krokiem przeszłam do domu, od kluczyłam drzwi. Wchodząc rzuciłam torbę na podłogę, pobiegłam do łazienki i wzięłam prysznic. Namydliłam ciało, nalałam na włosy szampon, po czym wszystko spłukałam. Owinęłam ciało, jak i włosy ręcznikiem. Włożyłam bieliznę, po czym założyłam sukienkę. Przejrzałam się w lustrze. Nie jest źle-pomyślałam. Ściągnęłam ręcznik z moich rudych włosów, po czym je wysuszyłam. Pomyślałam o tym co mówiła Kim. Wzięłam swoją kosmetyczkę i wyciągnęłam z niej szminkę, eyeliner i tusz. Przejechałam kilkadziesiąt razy tuszem po rzęsach, po czym zrobiłam idealne kreski. Bez wahania założyłam na usta czerwoną szminkę. Uznałam, że będą pasowały czerwone szpilki. Więc je włożyłam.
Z dołu rozległo się pukanie do drzwi. Zeszłam ostrożnie ze schodów, po czym otworzyłam drzwi.
-Hej, beauty-powiedział Just.-Wyglądasz pięknie.
-Dziękuję, ty też wyglądasz.. ładnie-odparłam zmieszana.
-Idziemy?-dodał
-A dokąd?-zaśmiałam się.
-Nie psuj niespodzianki kochanie-szepnął mi do ucha.
_________________________________
Mogą być błędy, ponieważ mama mnie goniła :c
Następny jutro :)
mmmm ciekaweee :D czekam na nn ;)
OdpowiedzUsuńzajebiste..!!!!!!!!!!!!
OdpowiedzUsuń