Moje serce momentalnie stanęło. Przełknęłam ślinę,
podniosłam się z kanapy i ruszyłam w kierunku drzwi. Zawahałam się czy
otworzyć.
-Cher otwórz-krzyknęła mama, waląc w drzwi, co sprawiło, że podskoczyłam.
-Już-odpowiedziałam od kluczając .
-Już myślałam, że nie chcesz mi otworzyć- dodała z grymasem, wchodząc do środka. -Jak było w szkole?- chyba nie mogła zadać lepszego pytania.
-Było… okej. – odpowiedziała, myśląc o dzisiejszej ucieczce z Justinem.
-Wpadły jakieś oceny?-ciągnęła.
-Nie-dodałam oschle.
Przeżegnałam się w myślach, żeby nie pytała dlaczego jestem tak ubrana.
-Cher.. –zaczęła-byłaś dzisiaj na.. dlaczego ubrałam się w sukienkę? -powiedziała odwracając się w moim kierunku. Jak na złość! Musiała!
-No bo ja.. robiłam porządki w szafie, no i znalazłam kilka fajnych rzeczy i postanowiłam je poprzymierzać. Coś jak mały pokaz mody, tylko dla mnie. -dodałam.
-No okej ..- najwidoczniej uwierzyła.
-A gdzie tata?-zapytałam.
-Niedługo będzie. Musiał jeszcze coś załatwić w biurze.
-Aha..
-Cher?
-Tak?-nie zapowiadało się dobrze.
-Byłaś dziś na treningu?
-Mamo, nie dążmy tego tematu! Proszę!-dodałam, zmęczona tą całą sprawą.
-Charlotte! Prędzej czy później będziemy musieli o tym porozmawiać!-dążyła dalej.
-Wolę później! I nie mów na mnie Charlotte! -syknęłam.
-Odnoś się do mnie z szacunkiem młoda damo!-ewidentnie była zła.
-Jak mi się zachce!-warknęłam.
-Odzywaj się!-krzyknęła.
-Mam już dosyć, podporządkowywania się twoim jebanym zasadom!
-Co ty powiedziałaś?-zdziwiła się
-To co słyszałaś-zadrwiłam.
-Posłuchaj moja panno! Ja i twój ojciec, dbamy o ciebie, utrzymujemy, a gdy tylko o coś prosisz, dostajesz to. Mogłabyś się chociaż odnosić się z szacunkiem!-krzyczała
- Cher, zrób to, zrób tamto! A wy co? Zabiegani tylko swoją pracą! O mnie się już nie martwicie! O tym, czy wracam cała do domu, czy odrabiam lekcje, o tym, czy coś mnie smuci. Nigdy was przy mnie nie było!-twarzy mojej mamy pobladła.
-Cher, ale..
-Nie przerywaj mi!-syknęłam.- Liczycie się tylko wy, ja nie mam do niczego prawa, martwicie się tylko o własną, zasraną dupę! Nigdy nie pytasz co u mnie, jak się czuję.. tylko „co w szkole” albo „jaką ocenę dzisiaj dostałaś” ! Nigdy nie zapytałaś czy coś mnie gryzie, a gryzło dużo razy! Nigdy nie byłaś przy mnie, kiedy najbardziej Cię potrzebowałam.
-Cher, ja..
-Jeszcze nie skończyłam- warknęłam.- Ale jakiś cudem od jakiegoś czasu, zaczęłaś się interesować moimi treningami. Dobrze wiesz, że trenuję od 4 lat i nagle sobie o tym do cholery przypomniałaś? Nigdy się mną nie przejmowałaś...-łzy zebrały mi się w oczach.- A ja, nie będę przejmować się tobą-krzyknęłam.
Wybiegłam z salonu i pobiegłam po schodach do pokoju. Trzasnęłam drzwiami, po czym je zakluczyłam. Poczułam, jak łzy wydostają się na wierzch i spływają po moich policzkach. Zamknęłam okno i usiadłam na łóżku, chowając twarz w ręce. Poczułam, jak coś dotyka moim pleców. Automatycznie odskoczyłam, a moim oczom ukazał się nikt inny, tylko Justin.
-Co ty tu do cholery robisz?-syknęłam wstając i pociągając nosem.
-Beauty, co jest?-spojrzał na mnie ze skruchą.
-Nie twój interes-sięgnęłam po chusteczkę i wytarłam oczy, próbując się nie rozmazać.-A tak poza tym. Jak tu wszedłeś?
-Przez okno –dodał rozbawiony.
-Super-westchnęłam.- Miło było cię tu gościć, ale musisz już iść.-uśmiechnęłam się sztucznie.
-Słońce, spokojnie.-uśmiechnął się siadając na moim łóżku.-Chodź-pokazał miejsce obok siebie.
Westchnęłam i usiadłam w wyznaczonym miejscu, a chłopak objął mnie ramieniem.
-Powiedz, co jest?-spojrzał na mnie.
-Nic.
-Cher-syknął.
-Pokłóciłam się z mamą-spuściłam głowę.
-I to jest powód do płaczu?-zachichotał
-Ale..-poczułam jak łzy znów spływały mi po policzkach- ty nie wiesz, jak to wszystko jest.
-Spokojnie-przytulił mnie- powiedz o co chodzi.
-Ty nic nie rozumiesz-pociągnęłam nosem.- oni się mną nie przejmują. Martwią się tylko o siebie, a mnie mają w dupie.
-Ej, nie mów tak!-szturchnął mnie.-To są twoi rodzice, kochają cię.
-Może i kochają, ale Justin! Oni nigdy nie byli przy mnie, kiedy ich najbardziej potrzebowałam. Martwią się tylko o siebie.
-Beauty, posłuchaj. Oni nadal są twoimi rodzicami. Może nie wiedzieli, że ich potrzebowałaś, ale możesz powiedzieć, że ich potrzebujesz. Wiem, z własnego doświadczenia, że rodzice nie widzą wszystkiego. Ja też kłóciłem się z moimi, ale zawsze znajdowaliśmy jakieś rozwiązanie. Ty też musisz z nimi porozmawiać, inaczej nigdy nie zauważą, że ich potrzebujesz.-powiedział patrząc mi w oczy, co sprawiło, że się uśmiechnęłam.
-Nie wiedziałam, że taki twardziel ma uczucia -szturchnęłam po w tors. Brunet odpowiedział śmiechem.
-Cher, mówię poważnie. Musisz z nimi porozmawiać.-spoważniał.
-Na pewno nie dzisiaj. Jestem strasznie zmęczona.-ziewnęłam.- Która godzina?-zmieniłam temat.
-23:31 –dodał.
-Idę się umyć- wstałam, zabierając luźną bluzkę i obcisłe spodenki, jako piżamę.
-Poczekam-powiedział Just, zakładając ręce za głowę, kładąc się na moim łóżku.
Wywróciłam oczami, weszłam do łazienki i zakluczyłam drzwi. Ściągnęłam z siebie sukienkę oraz bieliznę i weszłam pod prysznic. Poczułam, jak ciepłe krople wody ściekają po moim ciele. Wyszłam spod prysznica, wytarłam się i założyłam piżamę, po czym upięłam włosy z niechlujny kok. Od kluczyłam drzwi i poczułam jak moje ciało uderza fala zimna mojego wychłodzonego pokoju. Spojrzałam na Justina, który mi się przyglądał.
-Co znowu?-zachichotałam.
-Czy ty potrafisz, nie być seksowna?-przygryzł wargę.
-Nie-rzuciłam siadając obok-taki dar.
-Właśnie widzę-powiedział przyglądając mi się.
-Nie żebym cię wyganiała, ale jak długo jeszcze posiedzisz? Chcę iść spać.-odparłam.
-Myślałem, że mnie zaprosiłaś na noc-uśmiechnął się.
-Ale.. ja cię nie zapraszałam-dodałam zdziwiona.
-Powinnaś, bo zostaję-zaśmiał się.
-Ale przecież jutro szkoła.
-I co z tego?-zadrwił
-No w sumie-wzruszyłam ramionami.- Wiesz.. zaproponowałabym Ci coś do zjedzenia, ale nie chcę schodzić na dół.-posmutniałam, przypominając sobie o akcji sprzed nie całej godziny.
-Nie jestem głodny.-odparł.- I nie myśl teraz o tym-pogłaskał mnie po policzku.
-Czyli zostajesz na noc?-zapytałam przytulając się do niego.
-Tak-uśmiechnął się.
-To możemy iść już spać? Jestem zmęczona-ziewnęłam.
-Jasne-zachichotał.
-Może chcesz, jakąś moją większą bluzkę?-zapytałam.
-Nie, nie trzeba słońce-powiedział i ściągnął swoją skórzaną kurtkę, a moim oczom ukazały się jego mięśnie. Poczułam jak rumienią mi się policzki.
Dałam chłopakowi poduszkę i położyłam się na łóżku, a on za mną. Przypomniałam sobie, że światło nadal jest włączone, więc wstałam i je zgasiłam, po czym ponownie położyłam się do łóżka. Układając się wygodnie, poczułam jak ręka Justina, obejmuje mnie w pasie.
-Dobranoc-wyszeptałam.
-Dobranoc-odpowiedział.
___________________________________
Nie za długi rozdział, ponieważ jutro szkoła i mama zagania do nauki.
Następny poniedziałek/wtorek.
Jak sądzicie, czy Cher powie rodzicom, że czuje się przez nich zaniedbywana i się pogodzą?
-Cher otwórz-krzyknęła mama, waląc w drzwi, co sprawiło, że podskoczyłam.
-Już-odpowiedziałam od kluczając .
-Już myślałam, że nie chcesz mi otworzyć- dodała z grymasem, wchodząc do środka. -Jak było w szkole?- chyba nie mogła zadać lepszego pytania.
-Było… okej. – odpowiedziała, myśląc o dzisiejszej ucieczce z Justinem.
-Wpadły jakieś oceny?-ciągnęła.
-Nie-dodałam oschle.
Przeżegnałam się w myślach, żeby nie pytała dlaczego jestem tak ubrana.
-Cher.. –zaczęła-byłaś dzisiaj na.. dlaczego ubrałam się w sukienkę? -powiedziała odwracając się w moim kierunku. Jak na złość! Musiała!
-No bo ja.. robiłam porządki w szafie, no i znalazłam kilka fajnych rzeczy i postanowiłam je poprzymierzać. Coś jak mały pokaz mody, tylko dla mnie. -dodałam.
-No okej ..- najwidoczniej uwierzyła.
-A gdzie tata?-zapytałam.
-Niedługo będzie. Musiał jeszcze coś załatwić w biurze.
-Aha..
-Cher?
-Tak?-nie zapowiadało się dobrze.
-Byłaś dziś na treningu?
-Mamo, nie dążmy tego tematu! Proszę!-dodałam, zmęczona tą całą sprawą.
-Charlotte! Prędzej czy później będziemy musieli o tym porozmawiać!-dążyła dalej.
-Wolę później! I nie mów na mnie Charlotte! -syknęłam.
-Odnoś się do mnie z szacunkiem młoda damo!-ewidentnie była zła.
-Jak mi się zachce!-warknęłam.
-Odzywaj się!-krzyknęła.
-Mam już dosyć, podporządkowywania się twoim jebanym zasadom!
-Co ty powiedziałaś?-zdziwiła się
-To co słyszałaś-zadrwiłam.
-Posłuchaj moja panno! Ja i twój ojciec, dbamy o ciebie, utrzymujemy, a gdy tylko o coś prosisz, dostajesz to. Mogłabyś się chociaż odnosić się z szacunkiem!-krzyczała
- Cher, zrób to, zrób tamto! A wy co? Zabiegani tylko swoją pracą! O mnie się już nie martwicie! O tym, czy wracam cała do domu, czy odrabiam lekcje, o tym, czy coś mnie smuci. Nigdy was przy mnie nie było!-twarzy mojej mamy pobladła.
-Cher, ale..
-Nie przerywaj mi!-syknęłam.- Liczycie się tylko wy, ja nie mam do niczego prawa, martwicie się tylko o własną, zasraną dupę! Nigdy nie pytasz co u mnie, jak się czuję.. tylko „co w szkole” albo „jaką ocenę dzisiaj dostałaś” ! Nigdy nie zapytałaś czy coś mnie gryzie, a gryzło dużo razy! Nigdy nie byłaś przy mnie, kiedy najbardziej Cię potrzebowałam.
-Cher, ja..
-Jeszcze nie skończyłam- warknęłam.- Ale jakiś cudem od jakiegoś czasu, zaczęłaś się interesować moimi treningami. Dobrze wiesz, że trenuję od 4 lat i nagle sobie o tym do cholery przypomniałaś? Nigdy się mną nie przejmowałaś...-łzy zebrały mi się w oczach.- A ja, nie będę przejmować się tobą-krzyknęłam.
Wybiegłam z salonu i pobiegłam po schodach do pokoju. Trzasnęłam drzwiami, po czym je zakluczyłam. Poczułam, jak łzy wydostają się na wierzch i spływają po moich policzkach. Zamknęłam okno i usiadłam na łóżku, chowając twarz w ręce. Poczułam, jak coś dotyka moim pleców. Automatycznie odskoczyłam, a moim oczom ukazał się nikt inny, tylko Justin.
-Co ty tu do cholery robisz?-syknęłam wstając i pociągając nosem.
-Beauty, co jest?-spojrzał na mnie ze skruchą.
-Nie twój interes-sięgnęłam po chusteczkę i wytarłam oczy, próbując się nie rozmazać.-A tak poza tym. Jak tu wszedłeś?
-Przez okno –dodał rozbawiony.
-Super-westchnęłam.- Miło było cię tu gościć, ale musisz już iść.-uśmiechnęłam się sztucznie.
-Słońce, spokojnie.-uśmiechnął się siadając na moim łóżku.-Chodź-pokazał miejsce obok siebie.
Westchnęłam i usiadłam w wyznaczonym miejscu, a chłopak objął mnie ramieniem.
-Powiedz, co jest?-spojrzał na mnie.
-Nic.
-Cher-syknął.
-Pokłóciłam się z mamą-spuściłam głowę.
-I to jest powód do płaczu?-zachichotał
-Ale..-poczułam jak łzy znów spływały mi po policzkach- ty nie wiesz, jak to wszystko jest.
-Spokojnie-przytulił mnie- powiedz o co chodzi.
-Ty nic nie rozumiesz-pociągnęłam nosem.- oni się mną nie przejmują. Martwią się tylko o siebie, a mnie mają w dupie.
-Ej, nie mów tak!-szturchnął mnie.-To są twoi rodzice, kochają cię.
-Może i kochają, ale Justin! Oni nigdy nie byli przy mnie, kiedy ich najbardziej potrzebowałam. Martwią się tylko o siebie.
-Beauty, posłuchaj. Oni nadal są twoimi rodzicami. Może nie wiedzieli, że ich potrzebowałaś, ale możesz powiedzieć, że ich potrzebujesz. Wiem, z własnego doświadczenia, że rodzice nie widzą wszystkiego. Ja też kłóciłem się z moimi, ale zawsze znajdowaliśmy jakieś rozwiązanie. Ty też musisz z nimi porozmawiać, inaczej nigdy nie zauważą, że ich potrzebujesz.-powiedział patrząc mi w oczy, co sprawiło, że się uśmiechnęłam.
-Nie wiedziałam, że taki twardziel ma uczucia -szturchnęłam po w tors. Brunet odpowiedział śmiechem.
-Cher, mówię poważnie. Musisz z nimi porozmawiać.-spoważniał.
-Na pewno nie dzisiaj. Jestem strasznie zmęczona.-ziewnęłam.- Która godzina?-zmieniłam temat.
-23:31 –dodał.
-Idę się umyć- wstałam, zabierając luźną bluzkę i obcisłe spodenki, jako piżamę.
-Poczekam-powiedział Just, zakładając ręce za głowę, kładąc się na moim łóżku.
Wywróciłam oczami, weszłam do łazienki i zakluczyłam drzwi. Ściągnęłam z siebie sukienkę oraz bieliznę i weszłam pod prysznic. Poczułam, jak ciepłe krople wody ściekają po moim ciele. Wyszłam spod prysznica, wytarłam się i założyłam piżamę, po czym upięłam włosy z niechlujny kok. Od kluczyłam drzwi i poczułam jak moje ciało uderza fala zimna mojego wychłodzonego pokoju. Spojrzałam na Justina, który mi się przyglądał.
-Co znowu?-zachichotałam.
-Czy ty potrafisz, nie być seksowna?-przygryzł wargę.
-Nie-rzuciłam siadając obok-taki dar.
-Właśnie widzę-powiedział przyglądając mi się.
-Nie żebym cię wyganiała, ale jak długo jeszcze posiedzisz? Chcę iść spać.-odparłam.
-Myślałem, że mnie zaprosiłaś na noc-uśmiechnął się.
-Ale.. ja cię nie zapraszałam-dodałam zdziwiona.
-Powinnaś, bo zostaję-zaśmiał się.
-Ale przecież jutro szkoła.
-I co z tego?-zadrwił
-No w sumie-wzruszyłam ramionami.- Wiesz.. zaproponowałabym Ci coś do zjedzenia, ale nie chcę schodzić na dół.-posmutniałam, przypominając sobie o akcji sprzed nie całej godziny.
-Nie jestem głodny.-odparł.- I nie myśl teraz o tym-pogłaskał mnie po policzku.
-Czyli zostajesz na noc?-zapytałam przytulając się do niego.
-Tak-uśmiechnął się.
-To możemy iść już spać? Jestem zmęczona-ziewnęłam.
-Jasne-zachichotał.
-Może chcesz, jakąś moją większą bluzkę?-zapytałam.
-Nie, nie trzeba słońce-powiedział i ściągnął swoją skórzaną kurtkę, a moim oczom ukazały się jego mięśnie. Poczułam jak rumienią mi się policzki.
Dałam chłopakowi poduszkę i położyłam się na łóżku, a on za mną. Przypomniałam sobie, że światło nadal jest włączone, więc wstałam i je zgasiłam, po czym ponownie położyłam się do łóżka. Układając się wygodnie, poczułam jak ręka Justina, obejmuje mnie w pasie.
-Dobranoc-wyszeptałam.
-Dobranoc-odpowiedział.
___________________________________
Nie za długi rozdział, ponieważ jutro szkoła i mama zagania do nauki.
Następny poniedziałek/wtorek.
Jak sądzicie, czy Cher powie rodzicom, że czuje się przez nich zaniedbywana i się pogodzą?
awww jaki kochany Just :d Świetny czekam na nn ;)
OdpowiedzUsuń