niedziela, 28 kwietnia 2013

Nine.


Wstałam i podeszłam do biurka nauczycielki.
-Proszę.-podała mi jakąś karteczkę.
-A co to?-zapytałam zdziwiona.
-Twoja mama prosiła kartkę z ocenami, ponieważ nie mogła być na wywiadówce-odparła z uśmiechem.
-A, no tak-poczułam jak się czerwienie- Dziękuję.
-Siadaj już.-spoważniała.
Westchnęłam. Sądziłam, że przyczepi się do mojej wczorajszej nieobecności.
Usiadłam w ławce i schowałam kartkę z ocenami do książki.

-Otwórzcie podręczniki na stronie 153. Jak widzicie, dziś porozmawiamy o przejęciu władzy przez Dioklecjana. Zapiszcie temat.- zaczęła nauczycielka.
-Cher! -szepnęła Kim.
-Co? -spojrzałam na nią rozbawiona.
-Powiedz mi teraz-uśmiechnęłam się.
-Nie wyrobisz do przerwy?-szepnęłam.
-Nie -dodała.
Wywróciłam oczami.
-No okej-spojrzałam na babkę.
-Więc, co to za koleś?-dodała z uśmiechem.
-Możliwe, że go znasz. –odparłam zmieszana.
-Serio?-zdziwiła się.
-Tak, chodzi do naszej szkoły a na imię ma ..
-Cher i Kim! Co jest tak ważne, że rozmawiacie na mojej lekcji?-przerwała zła nauczycielka.
-Nie, nic-odpowiedziała Kim.
-Nie gadać, tylko słuchać!-dodała, a ja cicho się zaśmiałam.
-Karteczka-szepnęła dziewczyna.
Wyrwałam kawałek kartki z zeszytu.
 Nasza rozmowa wyglądała tak :

Ja: Ma na imię Justin.
Kim: W szkole jest masa Justinów.
Ja: Znasz tą szkolną bandę? Ci zazwyczaj ubrani na czarno.
Kim: Chyba sobie żartujesz. Z TYM JUSTINEM?! Na mózg ci padło czy co? Mało masz wrażeń?
Ja: Boże Kim! Ty go nawet nie znasz, a osądzasz. Na początku był chamski i nieprzyjemny, ale jest też miły.
Kim: Jasne! Nie zdążysz się obejrzeć i będziesz siedziała w celi ! Kobieto, zastanów się.
Ja: Podobno się cieszyłaś, że z nim wyszłam.
Kim: Tak, cieszyłam. Dopóki nie dowiedziałam się, że to ten Justin!
Ja: Dramatyzujesz! On nie jest taki, jak myślisz.
Kim: Mam złe przeczucia Cher.
Ja: Nie musisz się o mnie martwić!
Kim: Jesteś moją przyjaciółką. Zawsze będę się o ciebie martwić!
Ja: Ale czasami przesadzasz, nie uważasz?
Kim: Nie! :*
Ja: Masz okres co?
Kim: Tak, niestety :c
Ja: Dlatego te huśtawki nastroju :D
Kim: Cher, nie przeginaj.

Skończyłyśmy pisać, bo babka zaczęła coś pieprzyć, że znowu przeszkadzamy i czy chcemy poprowadzić za nią lekcje.
W końcu rozległ się dźwięk dzwonka. Wyszłam z sali, prawie biegiem, bo miałam już dosyć widoku wielkiej dupy moje wychowawczyni.
-Cher-złapała mnie za rękę Kim.
-Co?-syknęłam odwracając się do niej.
-Dlaczego on?- jej twarz była blada.
-To jego spotkałam w tamtym budynku. Dlatego. -oświeciłam ją.
-No tak, ale dlaczego się z nim umawiasz?-dodała.
-Ja się z nim nie umawiam.-warknęłam.
-Tak, mhm.-wywróciła oczami.
-Masz zamiar coś jeszcze powiedzieć?-odparłam.
-Cher! Ja chcę twojego dobra!-odpowiedziała.
-W takim razie odpuść- jej twarz pobladła jeszcze bardziej.
-Jak chcesz, ale nie mów, że nie ostrzegałam! Z nimi nie warto się zadawać -warknęła i poszła w drugą stronę.

Po kilku dniach jej przejdzie.  Zeszłam na parter do szafki. Wbiłam kod i otworzyłam ją.
Schowałam książki od historii. Teraz matematyka. Cudownie.
Wzięłam książki i zamknęłam szafkę. Poszłam pod salę od znienawidzonego przedmiotu i oparłam się o parapet.
Niespodziewanie ktoś na mnie wpadł.
-Kurwa! Uważaj!-syknęłam.
-Spokojnie-dodał chłopak.
-Zaraz. To jesteś ty!- Pokazałam na niego palcem.
-Spostrzegawczość -odparł sarkastycznie.
-Czego chcesz Andy?-warknęłam.
-Niczego –uśmiechnął się.
-O, poważnie? -uniosłam brwi.
-Na razie nie chcę niczego. Ale lepiej pilnuj swojego nosa, kochanie. Kto wie co może ci się przytrafić-puścił mi oczko i poszedł dalej.

Zadzwonił dzwonek, przyszła babka i wpuściła nas do klasy.
Matma, o dziwo, zleciała bardzo szybko. Tak samo jak angielski i chemia. Kim nadal się do mnie nie odzywała. Po lekcji chemii, odłożyłam książki do szafki i udałam się na stołówkę, ponieważ była pora lunchu. Gdy zobaczyłam te tłumy, czekające, żeby tylko w siebie nawpychać, ode chciało mi się w ogóle jeść. Stanęłam w kolejce, która prawdopodobnie ciągnęła się przez całe pomieszczenie.
Stałam tak i stałam. W pewnej chwili, zobaczyłam Kim wchodzącą na stołówkę.
Przyznam.. nie lubię, jak się do mnie nie odzywa, ale nie powinna tak oceniać ludzi.
Ja zawsze daję się innym wypowiedzieć, wykazać czy coś podobnego, zanim ich zacznę oceniać.
Na pewno nie wyciągnę do niej ręki, jako pierwsza, o nie!
Starałam się na nią nie patrzeć.
Niespodziewanie ktoś objął mnie w talii. Gwałtownie się odwróciłam.
-Co jest?!-syknęłam- Justin? przestraszyłeś mnie.
-Wybacz-uśmiechnął się słodko.
-Jesteś tu sam?-próbowałam się dyskretnie rozejrzeć, czy jest z nim jego banda.
-Na razie tak. Chłopaki zaraz mają przyjść-dodał.
-Aha-oderwałam się z objęcia chłopaka.
-Cher-złapał mnie za ramię- Coś się stało?
-Nie, ale…
-Ale co?-przerwał.
-Mam dziwne wrażenie, że ci twoi znajomi, jakoś za mną nie przepadają- odpowiedziałam zawstydzona.
-Co?-zachichotał- Nie. To znaczy, oni na początku mogą ci się tacy wydawać, ale jak ich bliżej poznasz, to zobaczysz, że są naprawdę cool-uśmiechnął się zadziornie.
-Może i masz rację- wyraz zmieszania, nie schodził z mojej twarzy.
-Chcesz z nami zjeść?-dodał brunet.
-Wiesz…-przeciągnęłam.
-Cher! -pojrzał na mnie- nie daj się prosić.
-No nie wiem-uśmiechnęłam się.
-Proszę-szepnął mi do ucha.
-Niech będzie-przygryzłam wargę.
-Dobra dziewczynka- zachichotał.

Gdy nareszcie przyszła moja kolej, żeby wziąć coś do jedzenia, babka z kuchni, powiedziała, że hamburgery się skończyły. Gościu przede mną, wziął ostatniego. Więc musiałam się zadowolić pizzą.
Usiadłam z Justinem przy stoliku.

-Cher?- zaczął.
-Hm?-odparłam, próbując nic nie mówić z buzią pełną pizzy.
-Nie chciałbym, żebyś źle to zrozumiała, czy coś, ale..
-Siema!-niespodziewanie, koło nas usiadła grupka znajomych chłopaka.
-Siemanko-dodał Just.
-Cześć Cher-dodał Nathan.
-Cześć-uśmiechnęłam się do niego, po czym spuściłam głowę i dokańczałam jedzenie pizzy.
-Stary, to jak? Od razu po szkole?-dodał Andy.
-To dzisiaj?-odparł Just.
-Bez jaj Just! Przecież Ci przypominałem!-syknął
-Po prostu, zapomniałem- westchnął.
-Od kiedy poznałeś tę rudą, jesteś jakiś inny- te słowa sprawiły, że spojrzałam na blondyna.
-Teraz to moja wina tak?-warknęłam.
-Nie mieszaj do tego Cher, Andy!-krzyknął brunet.
-Boisz się prawdy? Odkąd ją poznałeś, olałeś nas!  – dodał.
-Może zrobiłem sobie od was wolne?-zadrwił.
-Aż tak cię zmęczyłem?-odparł zdenerwowany Andy.
-Możesz przestać się go czepiać?-syknęłam.
-Nie wtrącaj się dziwko-sala ucichła.
-Dziwko?- wstałam, robiąc duże oczy- Przepraszam, ale jeżeli byłabym dziwką, już dawno bym się z tobą przespała! – ludzie ze stołówki zaczęli się nam przyglądać.
-Poważnie?-zdziwił się.
-Pewnie, że nie! Zapewne nadal jesteś prawiczkiem!-dodałam z ironią.
-Chciałabyś kotku -również wstał.
-Pewnie nie zadowalasz dziewczyny, sądząc po tym, że jej nie masz- cała sala zrobiła coś w stylu „uuuuu”, co dodało mi satysfakcji.
-Nie myśl sobie, że coś osiągniesz swoją tandetą. Ta szkoła jest nasza.-syknął.
-Nie zależy mi na tym -uśmiechnęłam się. – Przepraszam, ale jako dziwka, muszę iść. Zaczyna się moja zmiana pod lampą- wysłałam mu buziaka, chwyciłam torbę i wyszłam, ze stołówki.

Przeszłam obok sal przepychając się przez tłumy ludzi, po czym zeszłam na parter. Byłam wściekła. Zatrzymałam się przy szafkach. Nagle ktoś chwycił mnie za nadgarstek.
-Czego?-odwróciłam się, a moim oczom ukazała się Kim. -Kim?
-Nic nie mów!-dodała.- Byłaś po prostu mega!
-Słucham?-zdziwiłam się.
-Ale mu przygadałaś!-zachichotała.
-Dzięki- dodałam z uśmiechem.
-A o co poszło?-była zaciekawiona.
-Chodzi o tego blondyna. Nazywa się Andy.  Zaczął sapać do Justina, że o czymś zapomniał i wszystko zrzucił na mnie. Więc powiedziałam, żeby się chłopaka nie czepiał, a on, nazwał mnie dziwką.-zrobiła duże oczy.- A resztę, to już słyszałaś.
-To serio było mocne -zaśmiała się. Nastąpiła chwila ciszy.
-Przepraszam –odparłam po chwili .
-Nie kochana. To ja cię przepraszam. Nie powinnam osądzać Justina, przecież w ogóle go nie znam-uśmiechnęła się.
-Tak, ale ja cię doskonale rozumiem. Jesteś moją przyjaciółką i się o mnie martwisz. –uśmiechnęłam się.
-Dokładnie -dodała.
-Ale następnym razem, bardziej mi zaufaj-zaproponowałam.
-Nie martw się. Zaufam- przytuliłyśmy się.
-Jesteś strasznie kochana- odparłam przygnieciona do dziewczyny.
-Wiem- obie wybuchłyśmy śmiechem.

-Mogłabyś zostawić na chwilę mnie i Cher samych?- dodał Just, niespodziewanie się zjawiając.
 
 __________________________________________

PRZEPRASZAM !
Wiem, że obiecałam Wam ten rozdział w czwartek, ale miałam obowiązki, a wczoraj jeszcze byli goście i nie byłam w stanie napisać kolejnego.
Nie będę pisać kiedy będzie następny. Ale na pewno rozdziały będą się pojawiały nie dłużej niż co 3 dni :)
Jeżeli chcecie być informowani o nowych rozdziałach, piszcie swoją nazwę tt :)

środa, 24 kwietnia 2013

Eight.


Przewracając się na drugą stronę, ujrzałam śpiącego jeszcze Justina. Wyglądał tak słodko. Zupełnie jak małe dziecko. Chwyciłam telefon i go odblokowałam. Spojrzałam na zegarek, 7:23 . Wstałam z łóżka, przykrywając chłopaka kołdrą. Mój telefon zawibrował.

Od: Mama
Miałam ważną sprawę do załatwienia w biurze. Musisz pojechać do szkoły autobusem..

Do: Mama
a co z tatą?

Od: Mama
Tata też jechał ze mną. Musisz sobie poradzić.

Poczułam, jak kamień spada mi z serca. Teraz już byłam na 100% pewna, że rodzice nie zobaczą chłopaka. Odłożyłam telefon na szafkę i sięgnęłam do szafy po jakieś ciuchy. Wybrałam jeansy, ciemną bokserkę i czarną luźną bluzę. Wzięłam ubrania i weszłam do łazienki. Założyłam bieliznę, a potem całą resztę. Chwyciłam za szczoteczkę i umyłam zęby. Przeczesałam włosy szczotką. Wzięłam tusz do ręki tusz i przejechałam nim po rzęsach kilka razy, następnie zrobiłam kreski eyelinerem i wyszłam z łazienki. Just ciągle spał. Uśmiechnęłam się do siebie i usiadłam na skraju łóżka.
-Just-powiedziałam szeptem-wstawaj.
Chłopak przekręcił się na drugi bok.
-Jeszcze 5 minut-westchnęłam.
-Justin do cholery, wstawaj już!-krzyknęłam rzucając w niego poduszką i zabierając kołdrę, jak moja mama mi, kiedy nie chciałam wstawać do szkoły.
-Co kurwa?-syknął siadając.
-O nie śpisz-zaśmiałam się.
-Jaja sobie robisz do cholery?-mówił zaspany.
-Wstawaj! Już prawie ósma-dodałam.
-No i co z tego-powiedział ponownie się kładąc.
-Just!-powiedziałam.
-Cicho, chcę spać!-syknął.
Wiedziałam, że z własnej woli nie wstanie. Przeszłam przez łóżko i usiadłam koło nóg chłopaka.
-Proooooooszę-ciągnęłam.
-Cher, zamknij się i daj mi spać-mówił z zamkniętymi oczami.
Nie pozostawiał mi wyboru. Położyłam się za nim .
-Justin.. –szepnęłam
-Hmm?
-Proszę-objęłam go, a on odwrócił się.
-Słucham?-powiedział już nie śpiąc.
-Wstawaj-krzyknęłam ponownie waląc go poduszką.
-Ja pierdole! Nie dadzą się człowiekowi wyspać!-gadał zły.
-Na którą masz lekcje?-zapytałam.
-Pewnie na ósmą..-dodał siadając.
-Już jest prawie ósma-podniosłam brwi.
-I tak bym się spóźnił.-zachichotał poprawiając włosy.
-Chcesz coś zjeść?-zapytałam biorąc do ręki torbę.
-Ta-odparł obojętnie.-A mogę skorzystać z łazienki?
-Tak, jasne. A ja idę za dół zrobić śniadanie-uśmiechnęłam się.
-Ej, chwila!-wstał.-A co z twoimi rodzicami? Nie wiedzą, że tu jestem-dodał zdziwiony.
-Nie ma ich-odparłam-pojechali wcześniej do pracy-spojrzałam na niego. – Jak już skończysz, to zejdź na dół-uśmiechnęłam się i wyszłam z pokoju, schodząc na dół do kuchni.

Otworzyłam lodówkę i wyciągnęłam z niej kilka jajek. Położyłam patelnię  na kuchence, włączając ją. Rozbiłam jajka na patelni. Biorąc kilka kawałków chleba, położyłam je na stole, razem z masłem, wędlinami i serami. Włączyłam wodę do gotowania. Wyciągnęłam talerze i położyłam na stole razem z widelcem i łyżeczką. Rozmieszałam jajka i podzieliłam je po połowie, kładąc na nasze talerze. Obok nich ustawiłam dwa kubki.
-No proszę-powiedział wchodząc do kuchni chłopak. – Już na górze tak ładnie pachnie.
-Dzięki-zachichotałam.
-Nie musiałaś się tak starać-dodał podchodząc do mnie.
-Wiem, ale przecież jesteś gościem-uśmiechnęłam się -Kawa czy herbata?
-Kawa-dodał.
-Sypana, rozpuszczalna?-uniosłam brwi z uśmiechem.
-Rozpuszczalna.
-W takim razie, proszę-podałam mu słoik kawy-nasyp sobie.
-Wszystko muszę robić sam?-wywrócił oczami.
-Słucham?-zaśmiałam się.- To ja Cię obudziłam i to ja robię ci śniadanie, a dla ciebie nasypanie sobie kawy, to problem?-uniosłam brwi.
-No mniej więcej.-odparł
-Jesteś niemożliwy-odpowiedziałam z chichotem.
-Wszyscy mi to mówią-dodał dumnie, oddając mi słoik.
-I jaki skromny, mm-uśmiechnęłam się.
-Widzę, masz dzisiaj dobry humor-powiedział, a ja zalałam nasze kawy wodą.
-A mam. To chyba dobrze co?
-No nawet bardzo dobrze.-odparł.
-Siadaj i jedz. –nakazałam ze śmiechem.
-Nie jesteś moją matką-zaśmiał się, siadając.
-Zrobiłam ci śniadanie, powinieneś dziękować na kolanach- odparłam siadając naprzeciwko chłopaka.
-Oooh, beauty-dodał przygryzając wargę.
-Smacznego- dodałam z uśmiechem, biorąc cukier i słodząc kawę.
-Smacznego- powtórzył i zaczęliśmy jeść.

Po zjedzonym posiłku, Just pomógł mi posprzątać.
-A ty nie idziesz do szkoły?-zapytał.
-Chciałabym. Mam na 9:30-dodałam.
-To musisz się streszczać, bo już jest prawie 9- odpowiedział z uśmiechem.
-Żeby mi się chciało, tak bardzo, jak mi się nie chce-odparła, co wywołało u chłopaka śmiech.
-Wiem coś o tym, beauty-puścił mi oczko.
-Dobra, czas się zbierać-westchnęłam- bo się spóźnię na autobus.
-Słońce, ty się jeszcze nie nauczyłaś?-zadrwił.
-Czego?-zdziwiłam się.
-Jak jesteś ze mną, jeździsz ze mną-uśmiechnął się.
-Jak mogłam zapomnieć-zachichotałam.
-Chodźmy, bo przecież nie możesz się spóźnić . Szkoła jest najważniejsza.–zaczął zachowywać się jak przyzwoitka.
-Ogarnij się człowieku- szturchnęłam go w ramię.
Wzięłam torbę, chwyciłam do ręki telefon i wyszliśmy z domu. Chłopak poszedł do auta, a ja zakluczyłam drzwi. Weszłam do samochodu, od strony pasażera i zapięłam pasy. Chłopak odpalił silnik i ruszyliśmy do szkoły.

-Zauważyłaś, że prawie w ogóle nie rozmawiamy, kiedy jedziemy?-odezwał się po chwili Just.
-Możliwe-dodałam spoglądając na niego.
-Nie możliwe, tylko tak.-zaśmiał się.
-Masz dzisiaj bardzo dobry humor-uśmiechnęłam się.
-Zauważyłaś?-odparł z sarkazmem
-Nie, no co ty -odpowiedziałam tym samym.
-Sam nie wiem. Tak jakoś-wzruszył ramionami.
-Może dlatego, że obudziła Cię tak wspaniała osoba-przygryzłam wargę.
-Pochlebiasz sobie- uśmiechnął się.
-Czasem można- odparłam.
-Ty nie musisz skarbie-przygryzł wargę, a ja poczułam jak moje policzki robią się czerwone.
 
Zanim się zorientowałam, byliśmy pod szkołą. Wysiadłam z auta i spojrzałam na budynek.
-Nienawidzę szkoły-powiedziałam.
-Nie tylko ty-odpowiedział chłopak obejmując mnie w pasie.
-Za dużo sobie pozwalasz kolego-przygryzłam wargę.
-Nie sądzę-dodał i cmoknął mnie w policzek.-Chodź , bo się spóźnisz.
Ruszyłam za chłopakiem. Wyciągnęłam z kieszeni telefon, odblokowałam go i spojrzałam na godzinę. 9:11. Mam jeszcze trochę czasu.
Weszliśmy do szkoły, a ja już chciałam z niej wyjść. Podeszłam do szafki, a chłopak za mną. Wbiłam kod i otworzyłam ją. Spojrzałam na plan. Historia, matma, angielski, chemia, biologia, francuski.
Super. Jeszcze pierwsza historia. Babka od histy jest moją wychowawczynią, pewnie będzie sapała, czemu mnie wczoraj nie było.
Zamknęłam szafkę i spojrzałam na Justina.
-Nie idziesz na lekcje?-zapytałam.
-Nawet nie wiem co teraz będę miał.-dodał.
-Widzę, że olewasz szkołę-zachichotałam.
-Trochę. Ostatnie kilka miesięcy i wychodzę z tej budy-przygryzł wargę.
W naszym kierunku zaczęła podążać grupka chłopaków. Było ich z 5, nie więcej. Gdy zobaczyli Justina, podeszli do nas.
-Siema stary -powiedział jeden przybijając piątkę z brunetem.
-Co tam?-dodał Justin.
-Po staremu.-odparł blondyn. – Zerwałeś się wczoraj, co?-gadali, nie zwracając na mnie uwagi.
-A no. Wyrwałem się z tą rudą-pokazał na mnie.
-Tą rudą?-dodałam.-Serio?
-Wyrwałem się z Cher-odparł wywracając oczami.
-No-uśmiechnęłam się.
-Niezła lalunia-dodał jego znajomy.
-Odwal się-skrzywiłam się, na co Just odpowiedział śmiechem.
-Spokojnie beauty.-objął mnie, a ja spojrzałam na niego.- To są moi kumple.
-Aa, no tak. Ta banda szkolna, o której wszyscy w mówią? –uniosłam brwi spoglądając na chłopaków.
-Nie pozwalaj sobie mała-podszedł bliżej mnie blondyn.
-Spokojnie Andy-odepchnął go Just.
-Już bronisz swojej laski?-zadrwił.
-Chyba nie znasz różnicy pomiędzy laską, a dziewczyną kolego-dodałam z sarkazmem.
-Oh czyżby?-syknął.
-Andy! Ogarnij się.-warknął Just.
-Od kiedy twoja dziewczyna, jest ważniejsza niż przyjaciele?-jakie ten chłopak miał huśtawki nastroju.
-Po pierwsze, nie jesteśmy razem, a po drugie nie jest ważniejsza od was chłopaki-dodał.
Zrobiło mi się trochę smutno.
-Może byś nas przedstawił ?-dodał inny chłopak.
-Pewnie. Chłopacy, to jest Cher. Cher, to jest Andy, David, Nathan, Max i Ben.- zapoznał nas Just.
-Cześć-dodałam obojętnie.
-Cher-szturchnął mnie Just.
-Cześć-wymusiłam uśmiech.
-Siema-odpowiedzieli.
Zadzwonił dzwonek.
-Idę na lekcje-zwróciłam się do Justina.
-Do zobaczenia później-cmoknął mnie w policzek.

Ruszyłam w stronę klasy. Sala od historii była na 2 piętrze, więc weszłam po schodach. Na końcu korytarza zauważyłam Kim.
-Cher!-podbiegła do mnie, zadowolona, że mnie widzi.
-Hej Kim-cmoknęłam ją w policzek.
-Mów jak było!-mówiła podekscytowana.
-Co, jak było?
-Jezu! No jak na spotkaniu z tym kolesiem?!-chyba była bardziej podjarana, niż ja przed spotkaniem.
-Było spoko-dodałam podchodząc pod klasę.
-Tylko „spoko” ?-zdziwiła się.
-Ta-odparłam obojętnie.
-Cher! Nie stawiaj mnie w takiej sytuacji!-jej twarz stała się poważna.
-Szczegóły?-zachichotałam.
-Szczegóły!-powtórzyła uradowana.
-No więc przyjechał po mnie i pojechaliśmy do klubu, dowiedziałam się, że też trenuje boks-uśmiechnęłam się.
-Żartujesz?-dodała zdziwiona.
-A wiesz gdzie?
-Gdzie?-jej ciekawość mnie śmieszyła.
-Na Circle Way-dodałam z uśmiechem.
-No co ty!-zrobiła duże oczy!
-Też nie mogłam w to uwierzyć!-odparłam.- No i napiliśmy się, potańczyliśmy i musiałam wracać do domu, bo mamusia wracała wcześniej-odpowiedziałam, przypominając sobie o naszej kłótni.
-A co to w ogóle za chłopak?-zapytała.
Do drzwi podeszła pani od historii, czyli wychowawczyni i wpuściła klasę do środka.
-Powiem ci na następnej przerwie.-uśmiechnęłam się siadając w ławce i wyciągając książki.
Babka otworzyła dziennk i sprawdziła obecność.
-Charlotte, pozwól na chwilę- to po mnie.

_____________________________________
Wiem, że miałam dodać wczoraj, ale jechałam do cioci i wróciłam przed 22, a rozdział był nieskończony.

I mam do was prośbę. Jeżeli chcecie być informowani o nowych rozdziałach, napiszcie swoją nazwę z twittera, wtedy będziecie informowani na bieżąco :)

Kolejny rozdział dziś/jutro :)

niedziela, 21 kwietnia 2013

Seven.


Moje serce momentalnie stanęło. Przełknęłam ślinę, podniosłam się z kanapy i ruszyłam w kierunku drzwi. Zawahałam się czy otworzyć.
-Cher otwórz-krzyknęła mama, waląc w drzwi, co sprawiło, że podskoczyłam.
-Już-odpowiedziałam od kluczając .
-Już myślałam, że nie chcesz mi otworzyć- dodała z grymasem, wchodząc do środka.  -Jak było w szkole?- chyba nie mogła zadać lepszego pytania.
-Było… okej. – odpowiedziała, myśląc o dzisiejszej ucieczce z Justinem.
-Wpadły jakieś oceny?-ciągnęła.
-Nie-dodałam oschle.
Przeżegnałam się w myślach, żeby nie pytała dlaczego jestem tak ubrana.
-Cher.. –zaczęła-byłaś dzisiaj na.. dlaczego ubrałam się w sukienkę? -powiedziała odwracając się w moim kierunku. Jak na złość! Musiała!
-No bo ja.. robiłam porządki w szafie, no i znalazłam kilka fajnych rzeczy i postanowiłam je poprzymierzać. Coś jak mały pokaz mody, tylko dla mnie. -dodałam.
-No okej ..- najwidoczniej uwierzyła.
-A gdzie tata?-zapytałam.
-Niedługo będzie. Musiał jeszcze coś załatwić w biurze.
-Aha..
-Cher?
-Tak?-nie zapowiadało się dobrze.
-Byłaś dziś na treningu?
-Mamo, nie dążmy tego tematu! Proszę!-dodałam, zmęczona tą całą sprawą.
-Charlotte! Prędzej czy później będziemy musieli o tym porozmawiać!-dążyła dalej.
-Wolę później! I nie mów na mnie Charlotte! -syknęłam.
-Odnoś się do mnie z szacunkiem młoda damo!-ewidentnie była zła.
-Jak mi się zachce!-warknęłam.
-Odzywaj się!-krzyknęła.
-Mam już dosyć, podporządkowywania się twoim jebanym zasadom!
-Co ty powiedziałaś?-zdziwiła się
-To co słyszałaś-zadrwiłam.
-Posłuchaj moja panno! Ja i twój ojciec, dbamy o ciebie, utrzymujemy, a gdy tylko o coś prosisz, dostajesz to. Mogłabyś się chociaż odnosić się z szacunkiem!-krzyczała
- Cher, zrób to, zrób tamto! A wy co? Zabiegani tylko swoją pracą! O mnie się już nie martwicie! O tym, czy wracam cała do domu, czy odrabiam lekcje, o tym, czy coś mnie smuci. Nigdy was przy mnie nie było!-twarzy mojej mamy pobladła.
-Cher, ale..
-Nie przerywaj mi!-syknęłam.- Liczycie się tylko wy, ja nie mam do niczego prawa, martwicie się tylko o własną, zasraną dupę! Nigdy nie pytasz co u mnie, jak się czuję.. tylko „co w szkole” albo „jaką ocenę dzisiaj dostałaś” ! Nigdy nie zapytałaś czy coś mnie gryzie, a gryzło dużo razy! Nigdy nie byłaś przy mnie, kiedy najbardziej Cię potrzebowałam.
-Cher, ja..
-Jeszcze nie skończyłam- warknęłam.- Ale jakiś cudem od jakiegoś czasu, zaczęłaś się interesować moimi treningami. Dobrze wiesz, że trenuję od 4 lat i nagle sobie o tym do cholery przypomniałaś? Nigdy się mną nie przejmowałaś...-łzy zebrały mi się w oczach.- A ja, nie będę przejmować się tobą-krzyknęłam.
Wybiegłam z salonu i pobiegłam po schodach do pokoju. Trzasnęłam drzwiami, po czym je zakluczyłam. Poczułam, jak łzy wydostają się na wierzch i spływają po moich policzkach. Zamknęłam okno i usiadłam na łóżku, chowając twarz w ręce. Poczułam, jak coś dotyka moim pleców.  Automatycznie odskoczyłam, a moim oczom ukazał się nikt inny, tylko Justin.
-Co ty tu do cholery robisz?-syknęłam wstając i pociągając nosem.
-Beauty, co jest?-spojrzał na mnie ze skruchą.
-Nie twój interes-sięgnęłam po chusteczkę i  wytarłam oczy, próbując się nie rozmazać.-A tak poza tym. Jak tu wszedłeś?
-Przez okno –dodał rozbawiony.
-Super-westchnęłam.- Miło było cię tu gościć, ale musisz już iść.-uśmiechnęłam się sztucznie.
-Słońce, spokojnie.-uśmiechnął się siadając na moim łóżku.-Chodź-pokazał miejsce obok siebie.
Westchnęłam i usiadłam w wyznaczonym miejscu, a chłopak objął mnie ramieniem.
-Powiedz, co jest?-spojrzał na mnie.
-Nic.
-Cher-syknął.
-Pokłóciłam się z mamą-spuściłam głowę.
-I to jest powód do płaczu?-zachichotał
-Ale..-poczułam jak łzy znów spływały mi po policzkach- ty nie wiesz, jak to wszystko jest.
-Spokojnie-przytulił mnie- powiedz o co chodzi.
-Ty nic nie rozumiesz-pociągnęłam nosem.- oni się mną nie przejmują. Martwią się tylko o siebie, a mnie mają w dupie.
-Ej, nie mów tak!-szturchnął mnie.-To są twoi rodzice, kochają cię.
-Może i kochają, ale Justin! Oni nigdy nie byli przy mnie, kiedy ich najbardziej potrzebowałam. Martwią się tylko o siebie.
-Beauty, posłuchaj. Oni nadal są twoimi rodzicami. Może nie wiedzieli, że ich potrzebowałaś, ale możesz powiedzieć, że ich potrzebujesz. Wiem, z własnego doświadczenia, że rodzice nie widzą wszystkiego. Ja też kłóciłem się z moimi, ale zawsze znajdowaliśmy jakieś rozwiązanie. Ty też musisz z nimi porozmawiać, inaczej nigdy nie zauważą, że ich potrzebujesz.-powiedział patrząc mi w oczy, co sprawiło, że się uśmiechnęłam.
-Nie wiedziałam, że taki twardziel ma uczucia -szturchnęłam po w tors. Brunet odpowiedział śmiechem.
-Cher, mówię poważnie. Musisz z nimi porozmawiać.-spoważniał.
-Na pewno nie dzisiaj. Jestem strasznie zmęczona.-ziewnęłam.- Która godzina?-zmieniłam temat.
-23:31 –dodał.
-Idę się umyć- wstałam, zabierając luźną bluzkę i obcisłe spodenki, jako piżamę.
-Poczekam-powiedział Just, zakładając ręce za głowę, kładąc się na moim łóżku.
Wywróciłam oczami, weszłam do łazienki i zakluczyłam drzwi. Ściągnęłam z siebie sukienkę oraz bieliznę i weszłam pod prysznic. Poczułam, jak ciepłe krople wody ściekają po moim ciele. Wyszłam spod prysznica, wytarłam się i założyłam piżamę, po czym upięłam włosy z niechlujny kok. Od kluczyłam drzwi i poczułam jak moje ciało uderza fala zimna mojego wychłodzonego pokoju.  Spojrzałam na Justina, który mi się przyglądał.
-Co znowu?-zachichotałam.
-Czy ty potrafisz, nie być seksowna?-przygryzł wargę.
-Nie-rzuciłam siadając obok-taki dar.
-Właśnie widzę-powiedział przyglądając mi się.
-Nie żebym cię wyganiała, ale jak długo jeszcze posiedzisz? Chcę iść spać.-odparłam.
-Myślałem, że mnie zaprosiłaś na noc-uśmiechnął się.
-Ale.. ja cię nie zapraszałam-dodałam zdziwiona.
-Powinnaś, bo zostaję-zaśmiał się.
-Ale przecież jutro szkoła.
-I co z tego?-zadrwił
-No w sumie-wzruszyłam ramionami.- Wiesz.. zaproponowałabym Ci coś do zjedzenia, ale nie chcę schodzić na dół.-posmutniałam, przypominając sobie o akcji sprzed nie całej godziny.
-Nie jestem głodny.-odparł.- I nie myśl teraz o tym-pogłaskał mnie po policzku.
-Czyli zostajesz na noc?-zapytałam przytulając się do niego.
-Tak-uśmiechnął się.
-To możemy iść już spać? Jestem zmęczona-ziewnęłam.
-Jasne-zachichotał.
-Może chcesz, jakąś moją większą bluzkę?-zapytałam.
-Nie, nie trzeba słońce-powiedział i ściągnął swoją skórzaną kurtkę, a moim oczom ukazały się jego mięśnie. Poczułam jak rumienią mi się policzki.
Dałam chłopakowi poduszkę i położyłam się na łóżku, a on za mną. Przypomniałam sobie, że światło nadal jest włączone, więc wstałam i je zgasiłam, po czym ponownie położyłam się do łóżka. Układając się wygodnie, poczułam jak ręka Justina, obejmuje mnie w pasie.
-Dobranoc-wyszeptałam.
-Dobranoc-odpowiedział.
___________________________________
Nie za długi rozdział, ponieważ jutro szkoła i mama zagania do nauki.
Następny poniedziałek/wtorek.
Jak sądzicie, czy Cher powie rodzicom, że czuje się przez nich zaniedbywana i się pogodzą? 

piątek, 19 kwietnia 2013

Six.


-Wejdź- pokazałam na wnętrze-muszę jeszcze się poprawić-dodałam z uśmiechem.
-Nie musisz-mówił wchodząc do środka- i tak wyglądasz cudownie.- Poczułam jak moje policzki  się czerwienią.
-Dzięki-uśmiechnęłam się.- Usiądź sobie, a ja zaraz wrócę-wskazałam na sofę w salonie.
-Jasne-uśmiechnął się słodko.
Ściągnęłam buty i pobiegłam do pokoju. Wzięłam szczotkę, podeszłam do lustra i przeczesałam włosy. Przejrzałam się w nim jeszcze raz, czy wyglądam dobrze. Przeciągnęłam rękami po sukience , po czym założyłam buty. Szczerze mówiąc nie byłam przyzwyczajona do noszenia obcasów. Miałam je założone z góra cztery razy. Wzięłam torebkę, włożyłam do niej komórkę, klucze, kosmetyki, lusterko i portfel,  po czym zeszłam gotowa na dół.
-Gotowa- powiedziałam stając przed Justem w salonie.
-Oo, beauty-ruszył brwiami. – Wyglądasz tak.. seksownie- stanął naprzeciw mnie.
-Dziękuję-uśmiechnęłam się pokazując zęby.- To co ? Idziemy?
-Jasne-powiedział i wyszliśmy z domu. Wyciągnęłam z torebki klucze, zakluczyłam dom i weszłam do samochodu Justina, po czym zapięłam pasy.
-Gotowa?-zapytał ruszając.
-Chyba tak-zmieszałam się.
-Nie masz się o co martwić, spodoba ci się-puścił mi oczko.

Przez całą drogę nie odezwałam się ani słowem. Zaczęłam przyglądać się brunetowi. Miał na sobie czarne spodnie, biały T-shirt z nadrukiem jakiejś kapeli i skurzaną kurtkę. Jechaliśmy nie całe 15 minut, po czym chłopak zatrzymał się na parkingu.
-To tu?-spytałam
-Tak, wysiadaj-zachichotał.
Zrobiłam, jak kazał. Odpięłam pasy, otworzyłam drzwi Mercedesa i wysiadłam. Przejechałam ręką po sukience i poprawiłam włosy.
-Cher, dosyć-uśmiechnął się łobuzersko.
-Ale co ja robię?-zaśmiałam się z zaskoczeniem.
-Wyglądasz tak seksownie, jak chyba nikt inny.-dodał podchodząc do mnie.
Moje policzki po raz kolejny w tym dniu stały się czerwone.
-To co? Idziemy?-spojrzałam na niego spode łba, odpychając go lekko od siebie.
-Idziemy-dodał przygryzając wargę. Podeszliśmy pod lokal .
-To co? –zapytałam.
-Hm?-odwrócił się zdezorientowany.
-Co to za miejsce? -zachichotałam.
-No tak. To tak jakby.. lokal i jakby dyskoteka.
-To twoje miejsce do „rozerwania się” ?-uśmiechnęłam się.
-Taaak-przeciągnął z grymasem.
-Nie bądź zły-podeszłam bliżej, dotykając ręką jego klatki piersiowej.
-Co ty potrafisz zrobić z człowiekiem-zaśmiał się.
-Zapraszasz tu każdą dziewczynę?-zachichotałam przygryzając wargę.
-Nie-odparł, a w jego oczach było widać iskierki.
-Więc.. jestem pierwszą dziewczyną, którą tu zaprosiłeś?-ciągnęłam.
-Nie. Jesteś pierwszą dziewczyną, którą zaprosiłem tu-przybliżył usta do mojego ucha- na randkę-szepnął.
W tym momencie, moje ciało wypełnił dreszcz. Poczułam jakby motyle w brzuchu. Chyba.
-Serio?-zdziwiłam się.-To randka?-uśmiechnęłam się.
-Tak beauty-puścił mi oczko.-To co? Wchodzimy?
-Jasne, że tak-chwyciłam go za rękę.
Chłopak otworzył drzwi i mnie przepuścił, na co odpowiedziałam uśmiechem. Wyglądało jak w typowej dyskotece. Głośna muzyka, alkohol, papierosy.
Nie puszczając ręki Justina, podeszliśmy do lady.
-Co chcesz do picia?-zapytał głośno.
-Piwo z sokiem-odpowiedziałam, a chłopak zrobił wielkie oczy.
Wiedziałam, że zdziwił się odpowiedzią. Na ogół nie piłam, ale w niektórych sytuacjach po prostu chciałam spożyć alkohol.  Dziś właśnie był taki dzień. Brunet zamówił napoje, po chwili je odebraliśmy. Przeciskając się przez tłumy tańczących ludzi, dostaliśmy się do stolików.  Usiadłam naprzeciwko chłopaka, po czym się napiłam. Justin zrobił to samo. Między nami zapanowała niezręczna cisza. Chłopak chyba idealnie wyczuł moment, w którym coś powiedzieć.
-Więc.. trenujesz boks?-zapytał.
-Tak -uśmiechnęłam się- Od 4 lat.
-To nieźle  –zachichotał.
-A ty coś trenujesz?
-Możesz się zdziwić, ale.. też trenuję boks. – rzeczywiście zdziwiłam się.
-Poważnie?
-Tak, od 6 lat-powiedział i napił się swojego napoju, co podejrzewam było piwem.
-A u kogo trenujesz?-dodałam.
-Na początku trenowałem tam gdzie ty, na York Road, a teraz na Circle Way- uśmiechnął się słodko, biorąc kolejny łyk napoju.
-Żartujesz chyba? Na Circle Way? Tam trenują najlepsi! Moim marzeniem jest dostanie się tam. Musisz być bardzo dobry-odparłam.
-No wiesz.. nie jestem najgorszy-udał, że ściera pyłek z kurtki, co wywołało u mnie śmiech.- A powiedz, jak masz na nazwisko? Bo chyba jeszcze go nie znam. -zmienił temat.
-Cher Reed-uśmiechnęłam się.
-Just Bieber, miło mi-podał mi rękę, jakbyśmy dopiero się poznali.
-I wzajemnie-uścisnęłam ją, po czym napiłam się mojego piwa z sokiem.
Niespodziewanie chłopak wstał i stanął obok mnie.
-Zatańczysz?-wyciągnął rękę.
Ten gest sprawił, że po raz kolejny moje policzki stały się czerwone.
-Jasne- chwyciłam rękę chłopaka i ruszyliśmy w stronę parkietu.
Gdy już przecisnęliśmy się przez tych wszystkich tancerzy, znaleźliśmy mniej zaludniony kawałek podłogi. Uśmiechnęłam się skrępowana. Wyczułam rytm i zaczęłam tańczyć, w nie tak dużym ścisku obok Justina. Odwróciłam się do niego plecami, on złapał moje ręce, a ja po woli zaczęłam schodzić w dół, a potem znów w górę.  Po chwili tańczenia, piosenka zmieniła się na wolniejszą. Chłopak złapał moje ręce i położył je na swoich ramionach, a swoje na moich biodrach.  Byłam zadowolona, że założyłam obcasy, bo mój wzrok był prawie na równi z jego. Poruszaliśmy się wolno na boki. Just przysunął się do mnie bliżej, a ja złączyłam swoje ręce za jego głową.
-Masz piękne oczy-powiedział cicho, ale na tyle, żebym usłyszała.
Nie wiedziałam co powiedzieć. Pewnie to zauważył i przejechał mi kciukiem po policzku. Spojrzałam na jego usta. Były takie nienaturalnie różowe, co wywołało mnie uśmiech. Staliśmy twarzą w twarz. W moim brzuchu czułam miliardy motyli.

-A teraz trochę przyspieszymy!-powiedział głośno DJ.

Nie miał chyba lepszego wyczucia czasu.
-Chodź, pójdziemy się napić-uśmiechnął się chłopak, chwytając mnie za rękę. Przeszliśmy do naszego stolika. Obydwoje napiliśmy się, po czym poczułam wibrujący telefon. Wyciągnęłam go, przesunęłam po ekranie. Wiadomość .

OD: Mama
Będę dzisiaj 30 minut wcześniej.

Momentalnie zacisnął mi się żołądek.
-Justin?-zaczęłam.
-Tak?
-Moja mama. Będzie w domu wcześniej-dodałam.
-I co w tym złego?-zachichotał.
-To, że jak mnie nie będzie w domu, uziemi mnie!-syknęłam
-Dobra, odwiozę cię-na jego twarzy było widać smutek.
Wyszliśmy z lokalu, udając się do samochodu. Otworzyłam drzwi, wsiadłam i zapięłam pasy. Jechaliśmy bez słowa. Po chwili zatrzymaliśmy się pod moim domem. Spojrzałam na ekran telefonu. 22:03. Mam jeszcze chwilę czasu.
Odpięłam pasy i usiadłam twarzą do chłopaka.
-Justin..-chłopak odwrócił się do mnie-Chciałam ci podziękować za tę cudowną..
-Randkę-wtrącił za mnie z uśmiechem.
-Tak, randkę.-również się uśmiechnęłam.- Było naprawdę.. fajnie.
-To ja powinienem ci podziękować-dodał przygryzając wargę.
-Mam nadzieję, że się jeszcze kiedyś…
-Umówimy-znów wtrącił za mnie Just.
Uśmiechnęłam się i spuściłam głowę.
-Cher.. popatrz na mnie-powiedział, a ja automatycznie na niego spojrzałam.
-Coś nie tak?-dodałam.
Chłopak nic nie odpowiedział, tylko przysunął się do mnie.
-Chodź-pokazał za swoje kolana. Bez wahania zrobiłam jak kazał. Przełożyłam nogi i usiadłam na jego kolanach.
-Coś się stało ?-zaśmiałam się.
-Nie, skąd, tylko.. wyglądasz tak pięknie-dodał zakładając mi kosmyk włosów za ucho.
-Jezu, przestań!-szturchnęłam go w ramie.
-Przestań z czym?-zaśmiał się.
-Nie jestem, aż taka ładna- dodałam z poważną miną.
-Masz rację. Nie jesteś ładna.-zdziwiłam się.- Bo jesteś przepiękna-spojrzał mi w oczy, a ja bez wahania złączyłam nasze usta. Pocałunek z każdą chwilą stawał się coraz bardziej ostrzejszy. Po chwili nasze języki zaczęły toczyć wojnę. Po między nami zaczęło wzrastać napięcie. Usiadłam na chłopaku okrakiem, obejmując go za szyją, a on złapał mnie za pośladki, co spowodowało na moich ustach uśmiech. Just zaczął przechylać mnie do tyłu. Nagle rozbrzmiał dźwięk klaksonu. Automatycznie odskoczyłam od niego.
-Ojej-spojrzałam na bruneta- chyba przygryzłam ci wargę.
-Nie szkodzi-zaśmiał się. Spojrzałam na Justina.
-Niesamowicie całujesz-dodał obejmując mnie w talii. Uśmiechnęłam się
-Co jest?-odparł.
-Masz czerwone usta-dodałam przecierając je kciukiem.
-Nie szkodzi-cmoknął mnie.
-Nie, nie-odepchnęłam go lekko. –Muszę już iść.
-A nie możemy pojechać do mnie?-dodał smutny.
-Może kiedyś -przygryzłam wargę i wyszłam z samochodu.
-To do zobaczenia beauty- objął mnie i kolejny raz pocałował.
-Pa-uśmiechnęłam się i ruszyłam w stronę domu.
Wyciągnęłam klucze z torebki, od kluczyłam drzwi i weszłam do środka.  Ściągnęłam buty, weszłam do salonu i usiadłam na kanapie. Rozmyślałam o tym co się stało przed chwilą. Nagle rozległo się pukanie do drzwi.
-Cher? Otwórz! To ja! Mama-zamarłam.


___________________________________
Kolejny rozdział w niedzielę, ponieważ jutro jadę na chrzciny kuzynki :)
Liczę na waszą opinię :D

czwartek, 18 kwietnia 2013

Five.


Z przemyśleń wyrwał mnie dźwięk mikrofali. Oznaczało to, że pizza jest gotowa. Wzięłam ją i poszłam do siebie. Rzuciłam torbę gdzieś w kąt, usiadłam po turecku na łóżku, podłączyłam telefon do głośników i puściłam : Pink Floyd- Time. Wzięłam pizzę do ręki i ugryzłam kawałek. Uwielbiałam się relaksować przy muzyce. Wtedy odpływałam w swój własny świat, do którego nikt nie miał dostępu. Nagle mój telefon zaczął wibrować. Kim. Przesunęłam palcem po ekranie.
-Siema -odparłam jedząc.
-No cześć.
-Co chcesz? Właśnie jem-dodałam ze śmiechem.
-A kiedy ty nie jesz?-zadrwiła.
-Do rzeczy Kim.
-Chciałam tylko zapytać, czy będziesz na treningu. Jest już wpół do czwartej, dlatego pytam.-dodała po chwili.
-Będę, nie martw się kochanie-powiedziałam puszczając całusa do telefonu.
-Ty serio jesteś chora, lepiej nie przychodź-zachichotała.
-Odwal się-warknęłam z pizzą w ustach.
-Weź zjedz zanim coś powiesz Reed!-syknęła ze śmiechem.
-Teraz przegięłaś Brown!-zaśmiałam się.
-Wiem-dodała obojętnie.- Żryj to co tam masz i przyłaź na trening do cholery.
-Nie sraj ! Będę!-powiedziałam, po czym obie wybuchłyśmy śmiechem.
-O 16:45 pod studiem. Tylko teraz się nie spóźnij-dodała. Zapewne żebym nie robiła sobie żadnych planów.
-Tak mamo-powiedziałam, po czym się rozłączyłam.

Może to dziwne, ale lubię prowadzić z nią takie rozmowy. Traktuję ją, jak osobę najbliższą. Czasami się wyzywamy, ale to wiadomo, jak każde przyjaciółki. No.. takie jak my.
Spojrzałam na talerz. Pusty. Zeszłam na dół, włożyłam naczynie do zmywarki i napiłam się coli.
Ciągle zastanawiałam się gdzie Just chce mnie zabrać.

-Ubierz coś seksownego- puścił mi oczko.

Przecież ja zawsze wyglądam seksownie! Ruszyłam schodami do swojego pokoju. Podeszłam do szafy, żeby poszukać coś „seksownego” . W sumie, miałam kilka takich rzeczy. Krótką skórzaną spódniczkę, obcisły top.. tylko nic do siebie nie pasowało. Na końcu szafy dostrzegłam sukienkę. Od razu więłam ją do ręki. Miałam ją założoną rok temu, na balu gimnazjalnym. Czarna, do połowy ud, obcisła sukienka, bez ramiączek.
Ciekawe czy się w nią wcisnę-pomyślałam, zakładając ją.
W końcu mi się udało. Nie była, aż taka ciasna, ale do najluźniejszych nie należała. Przytyło mi się trochę przez ten rok. No cóż, nie miałam nic innego, więc postanowiłam, że ją założę. Zeszłam na dół, w poszukiwaniu odpowiednich butów. Otworzyłam szafę. Same trampki.. Nie zawahałam się otworzyć szafy mamy. Ona na pewno miała odpowiednie do tej sukienki obuwie. Znalazłam kilka par obcasów, które z pewnością by pasowały. Czarne, czerwone, chabrowe i różowe.
Czasami opłaca się mieć taki sam rozmiar nogi, co mama. Przymierzyłam wszystkie pary. Najładniej wyglądały czarne i czerwone. Wzięłam je do siebie, ściągnęłam sukienkę i położyłam na łóżku, razem z butami.
Wzięłam osobną torbę, włożyłam do niej czarne legginsy, luźną bluzkę z Nirvaną i trampki. Spakowałam też ręcznik i wodę. Spojrzałam na zegarek. 16:19 . Trochę czasu zajęło mi to „wystrajanie się” o ile tak to można nazwać. Chwyciłam przygotowaną torbę, przeczesałam włosy, po czym zeszłam na dół. Wyszłam przed dom, wyciągnęłam klucze i przekręciłam je w zamku dwa razy. Następnie ruszyłam w stronę przystanku. Wsiadłam w siódemkę i stanęłam przy oknie. Przejechałam kilka przystanków i wysiadłam. Przeszłam kawałek do studia. Mój telefon zaczął wibrować. Przesunęłam palcem po ekranie.
-Czego?-zaśmiałam się.
-Gdzie jesteś?-zapytała Kim.
-Tu-odpowiedziałam stając koło dziewczyny, a ona podskoczyła ze strachu.
-Cher!-uderzyła mnie w ramię-oszalałaś?
-Na pewno-zachichotałam. –Chodź idziemy.

Weszłyśmy do szatni i  przebrałyśmy się bez słowa.
-Która godzina?-zapytałam.
-16:56-odpowiedziała Kim.-Chodź idziemy już.
Weszłam za nią bez słowa.

-Cher!-warknęła-Co ci jest?
-O co ci chodzi?- zdenerwowałam się.
-Coś cię gryzie, widzę to-chwyciła mnie za ramiona-co jest?
-Nic-syknęłam.
-CHER-krzyknęła.
-Zamknij się!-warknęłam.
-To mi powiedz!-ścisnęła moje ramiona.
-No okej!- westchnęłam. – Pamiętasz tego kolesia? Mówiłam ci o nim. Ten co mnie wczoraj podwiózł-Kim pokiwała głową, co oznaczało, że wie-No i.. spotkałam go dzisiaj i.. no zaprosił mnie.
-Na randkę?- powiedziała z uśmiechem Kim.
-Co?! Nie-dodałam szybko-Tak się umówiliśmy, żeby…, żeby się lepiej poznać.. chyba-odparłam.
-I w czym problem?-zapytała
-Mam się ubrać…seksownie.-dodałam zmieszana.
-Znowu nie widzę problemu-zaśmiała się.
-Ale.. ja nie wiem, to znaczy.. nie wiem,  co mam założyć.. w sumie wybrałam sukienkę, tę co miałam na balu gimnazjalisty i pożyczyłam buty mamy.
-No i bardzo dobrze! Załóż obcasy, obcisłą sukienkę, pomaluj usta szminką i wycieniuj oko, zrób fajnie włosy i po problemie-dodała z uśmiechem.
-Jesteś pewna?-zmieszałam się.
-Na 100%-puściła mi oczko.

Kim, choć wygląda na twardą dziewczynę, potrafi być naprawdę dziewczęca i czasem zachowuje się jak gówniarz, co mnie wkurza.

-Dzień dobry!-krzyknął trener.- Nie stać tak tylko do roboty!
Wzięłam rękawice
-Widzę, że jesteś na czas Reed-zaśmiał się.
-Oczywiście-syknęłam cicho, żeby nie słyszał.
Zaczęłam walić w worek, wyrzucając całą złość z siebie.  Nie czułam upływającego czasu. Kiedy zdawało mi się, że to dopiero początek treningu, był już koniec. Przeszliśmy do szatni i zaczęliśmy się przebierać. Po kilku minutach, byłam już gotowa. Spojrzałam na zegarek. 18:02
-Na razie Kim-cmoknęłam ją w policzek-Do jutra.- po czym wyszłam ze studia, udając się bezpośrednio na przystanek. Wsiadłam w siódemkę, przejechałam kilka przystanków i z niej wysiadłam. Szybkim krokiem przeszłam do domu, od kluczyłam drzwi. Wchodząc rzuciłam torbę na podłogę, pobiegłam do łazienki i wzięłam prysznic. Namydliłam ciało, nalałam na włosy szampon, po czym wszystko spłukałam. Owinęłam ciało, jak i włosy ręcznikiem. Włożyłam bieliznę, po czym założyłam sukienkę. Przejrzałam się w lustrze. Nie jest źle-pomyślałam. Ściągnęłam ręcznik z moich rudych włosów, po czym je wysuszyłam. Pomyślałam o tym co mówiła Kim. Wzięłam swoją kosmetyczkę i wyciągnęłam z niej szminkę, eyeliner i tusz. Przejechałam kilkadziesiąt razy tuszem po rzęsach, po czym zrobiłam idealne kreski. Bez wahania założyłam na usta czerwoną szminkę. Uznałam, że będą pasowały czerwone szpilki. Więc je włożyłam.
Z dołu rozległo się pukanie do drzwi. Zeszłam ostrożnie ze schodów, po czym otworzyłam drzwi.
-Hej, beauty-powiedział Just.-Wyglądasz pięknie.
-Dziękuję, ty też wyglądasz.. ładnie-odparłam zmieszana.
-Idziemy?-dodał
-A dokąd?-zaśmiałam się.
-Nie psuj niespodzianki kochanie-szepnął mi do ucha.
_________________________________

Mogą być błędy, ponieważ mama mnie goniła :c
Następny jutro  :)

wtorek, 16 kwietnia 2013

Four.

 O dziwo, brunet jechał wolniej niż zwykle. Nie całkiem wolno, ale wolniej.

-To gdzie mam jechać?-spojrzał na mnie dużymi, karmelowymi oczami.
-Główną drogą, aż do drugiego skrzyżowania, potem w prawo, na następnym skrzyżowaniu znowu w prawo, potem prosto, aż dojedziemy do rozwidlenia, wtedy w lewo.
-Za dużo mówisz-zaśmiał się.
-Już to gdzieś słyszałam-odpowiedziałam, usadzając się wygodnie w skórzanych siedzeniach jego Mercedesa.
Odpowiedział mi uśmiechem.
-Powiesz mi dokąd jedziemy słońce?-poruszył zabawnie brwiami.
-Gdybym powiedziała, nie byłoby niespodzianki, słońce-przygryzłam wargę.
-Możesz przestać?-zadrwił.
-Przestać co?-udawałam zaskoczoną.
-Wyglądać tak seksownie.-powiedział, spoglądając na mnie kątem oka.
-Hmm.. no nie wiem..-odpowiedziałam, czując jak moje ciało przebiegły miliony motyli.-A wyglądam tak?
-Bardzo-przejechał językiem po ustach.
-Tylko bez takich-zaśmiałam się.
-O czym mówisz?-teraz to on udawał.
-Oblizałeś usta-oparłam się o drzwi, żeby patrzeć na niego prosto.
-Więc?-spojrzał na mnie, ściskając kierownicę.
-Kiedy chłopak oblizuje usta na widok dziewczyny, to znaczy-przyłożyłam usta do jego ucha.- że ją chce. -szepnęłam.
-Pochlebiasz sobie skarbie-zaśmiał się.
-Czasem trzeba-wykorzystałam jego słowa.
-Jesteś słodka, wykorzystując mój tekst, beauty -powiedział przeczesując włosy.
-No wiem-zażartowałam, co spowodowało u chłopaka śmiech.

Byliśmy już przy rozwidleniu.
-W lewo?-upewnił się.
-Lewo-powtórzyłam.
Zrobił, jak kazałam.
-Teraz poszukaj jakiegoś miejsca, będziemy musieli kawałek przejść.
-Nie możemy tam po prostu bliżej podjechać?-dodał.
-Nie da się.-odpowiedziałam.

Just zaparkował samochód, po czym z niego wyszliśmy.
-To co ?-złapał mnie za rękę.-Gdzie teraz?
-Chyba coś ci już mówiłam- zabierałam rękę.-Idziemy… tu i zaraz w lewo!-pokazałam palcem.
-Baby..-zaśmiał się.
-Słyszałam-odkrzyknęłam.
-Miałaś słyszeć-wywrócił oczami i podążał za mną.

Gdy już dotarliśmy na miejsce, chłopak stanął, bodajże ze zdziwienia.

-Coś nie tak?-zaśmiałam się.
-Wesołe miasteczko? Cher, serio?-zaczął się śmiać chłopak.
-Lubię tu przychodzić!-warknęłam.
-Ale to dla dzieci-kontynuował
-I co z tego? Jesteś już taki dorosły?-zakpiłam.-Chodź będzie fajnie.-chwyciłam go za rękę i ruszyliśmy w kierunku wesołego miasteczka.
-Cher?-zaczął Just.
-Hm?-odchrząknęłam.
-Wiesz, że trzymasz mnie za rękę, słońce?-uśmiechnął się.
-Ja mogę!-dodałam i podeszłam do kasy.-Co najpierw?
-Może.. kolejka? –powiedział, po czym obrócił się i na nią spojrzał, a ja za nim. Przełknęłam ślinę.
-Spokojnie beauty. –spojrzał mi w oczy.- Będę z tobą-poczochrał mi włosy.
-Nie boję się-odpowiedziałam, poprawiając je.
-Chodź, kupimy bilety.-dodał.

-Dzień dobry-powiedziała kasjerka.
-Dwa na kolejkę-odparł obojętnie Just.
-Justin! Bądź miły-zaśmiałam się, szturchając go w brzuch.
-Dwa bilety na kolejkę, proszę-uśmiechnął się sztucznie.
-Proszę bardzo.-podała nam bilety ze śmiechem, kasjerka.- To razem będzie 20.
-Już daję-powiedziałam, szukając portfela.
-Nie wygłupiaj się beauty.-zachichotał Just.- Ja płacę.
Podał kasjerce pieniądze i ruszyliśmy w stronę kolejki.
-Wciąż nie wierzę, że tu jestem-powiedział po chwili Just.
-Masz z tym jakiś problem?-zaśmiałam się podając facetowi nasze bilety.
-Nie, ale ..Cher! Wesołe Miasteczko? To dla maluchów!-dodał wsiadając do wagonika, a ja za nim.
-Tłumacz to sobie jak chcesz. Przychodzę tu kiedy mam zły dzień czy coś podobnego. –dodałam.-Przychodzi tu masa ludzi. Od dzieci zaczynając po staruszkach kończąc.
-Sądzisz, że jak będziemy starzy, też tu przyjdziemy?-zaśmiał się Justin.
-Kto wie-wzruszyłam ramionami.
-To zabawne, że na zewnątrz jesteś taka twarda, a w środku zachowujesz się jak dziecko-zakpił.
-Dorosły się znalazł.-zaśmiałam się-Lubię czasem wracać do takich rzeczy. Jest mi wtedy lepiej-odparłam, spuszczając głowę.

Prawdopodobnie, chłopak wyczuł moją niezręczność, dlatego już nic nie powiedział.
-Ale..-ciągnęłam.-Nie gadajmy już o tym. Przyszliśmy się tu bawić.-dodałam z uśmiechem na ustach.
-Zaciągnęłaś mnie tu-odparł obojętnie.
-Ogarnij się i chociaż raz się baw !-zaczęłam się śmiać.
-To, to jest twój sposób na zabawę?-uśmiechnął się łobuzersko.
-Mniej więcej-odparłam.
-To w takim razie.. później pokażę Ci mój sposób-puścił mi oczko, po czym gościu od kolejki krzyknął, że mamy zapiąć pasy. Zrobiliśmy to od razu, po czym kolejka ruszyła.
-Złap mnie za rękę jak się boisz słońce-powiedział chłopak.
-Zabawny jesteś-przygryzłam wargę, a kolejka zaczęła jechać coraz szybciej. Te Wesołe Miasteczko, stało tu od kiedy pamiętam, więc kolejka, jak i inne atrakcje nie były dla mnie straszne, ponieważ często tu bywałam. Gdy wagonik się zatrzymał, odpięłam pasy i wyszłam z niego.
-I co?-zaśmiałam się widząc, jak Just szedł za mną po cichu.
-A co ma być?-odpowiedział śmiechem.
-Idziesz za mną i w dodatku tak cicho.-uśmiechnęłam się.
-Po prostu zrobiło mi się trochę.. niedobrze.-dodał zmieszany.
-To nic wielkiego- poklepałam go po plecach.- W końcu się przyzwyczaisz.
-Jeszcze zobaczymy-odparł zadziornie.

Postanowiliśmy jeszcze trochę tam zostać. Wybraliśmy się na inne atrakcje, aż nam znudziło.
-Która godzina?-zapytałam z niepokojem.
-Emm..-Just wyciągnął iPhone’a z kieszeni.-14:43
-O jezu!-zesztywniałam.- 13 minut temu skończyłam lekcje. Muszę wracać do domu!-ruszyłam.
-Spokojnie beauty-chwycił mnie za nadgarstek, przyciągając do siebie.- Podwiozę Cię.-puścił mi oczko.
-Jesteś pewien?-zapytałam.
-Bardziej, niż kiedykolwiek-zaśmiał się.
-W takim razie, chodźmy.-rzuciłam i ruszyliśmy w stronę auta.
-Gdzie cię zawieźć?-zapytał wsiadając do samochodu.
-Na Rodney Street-dodałam zapinając pasy.

Chwilę później, byliśmy już na miejscu. Spojrzałam na zegarek 14:56.
-Nie jest tak źle.-Pomyślałam.-Dzięki Just.-spojrzałam na chłopaka.
-Nie ma sprawy.-odparł. Już chciałam wyjść, kiedy brunet złapał mnie za nadgarstek.-Cher?-zapytał.
-Hm?-dodałam zdziwiona.
-O której wracają twoi rodzice?-zapytał z zadziornym uśmiechem.
-Zazwyczaj około 23.-dodałam obojętnie.- A co?
-A powiedz mi jeszcze, o której kończysz trening?-jego zachowanie mnie zdziwiło.
-o 18. I uprzedzę cię przed kolejnym pytaniem.-zaśmiałam się.- W domu będę około 18:30.
-Świetnie. Bądź gotowa o 19.-uśmiechnął się.-Jeszcze nie pokazałem Ci mojej rozrywki.-puścił mi oczko.
Uśmiechnęłam się tylko i wyszłam z auta.
-I..-dodał otwierając szybę.-Ubierz coś seksownego- puścił mi oczko.
-Zawsze jestem seksowna-dodałam, przygryzając wargę, po czym Justin odjechał.

Podeszłam do drzwi, od kluczyłam je. Ściągnęłam conversy, powiesiłam kurtkę i podeszłam do lodówki. Wyciągnęłam z niej pizzę. Włożyłam kawałek do mikrofali i nastawiłam czas. Czekając na jedzenie, zastanawiałam się, gdzie Just mnie zabierze.

___________________________
Jak sądzicie, gdzie Just zabierze Cher?

Mam do Was prośbę. Jeżeli czytasz ten rozdział, zostaw po sobie komentarz. Chcę wiedzieć, ile osób to czyta :)

poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Three.

-Co ty tu robisz?-powiedziałam zdziwiona.
-Edukuje się, o ile można to tak nazwać- potarł ręką o kurtkę.
-To dziwne, że widzę Cię tu po raz pierwszy.-dodała.
-Życie-oparł się o szafki.
-Więc.. Justin .-dodałam nacisk na jego imię. -Przepraszam, ale śpieszę się na lekcje.-chciałam go spławić.
-Doprawy Charlotte?-zaśmiał się.
-Jak mnie nazwałeś?-słysząc, jak ktoś tak do mnie mówi, automatycznie się wściekam.
-Charlotte. To twoje imię prawda?-zapytał zadziornie.
-Jeszcze raz tak powiesz, a nie ręczę za siebie-spojrzałam mu w oczy.
-Boję się-zakpił.
-A w ogóle dlaczego ja z tobą rozmawiam? Zaraz mam Fizykę, nie chcę się spóźnić.-oznajmiłam.
-Widać, że się myliłem -powiedział, kiedy już odchodziłam od szafki.
-Słucham?-odparłam.
-Jednak nie jesteś taką zadziorą, jak myślałem.. Jesteś pilną i grzeczną uczennicą-powiedział podchodząc bliżej.
-Oh, czyżby?-odpowiedziałam, wyciągając telefon.
-Tak.-mówił przyglądając mi się.
-Zaraz się przekonamy –mówiłam w nerwach.

Do: Kim
Nie dam rady dzisiaj przyjść, źle się czuję. Przepraszam x

Po chwili otrzymałam odpowiedź.

Od: Kim
No spoko. Kuruj się. A będziesz na treningu? xx

Szybko odpisałam, a chłopak mi się przyglądał z zaciekawieniem.

Do: Kim
Postaram się. X

-Więc?-dodał Just.
-Będziesz tu siedział, czy idziesz ze mną?-odpowiedziałam z satysfakcją, że pokaże mu, jaka jestem.
-Iść dokąd?-ciągnął dalej.
-Gdziekolwiek-odkrzyknęłam mu z głównych drzwi.
-Grzeczna dziewczynka -powiedział wychodząc za mną.
-Złapiemy jakiegoś busa i się zaszyjemy w mieście-dodałam.
-Żartujesz sobie? Mam jeździć autobusem?-zakpił
-Widzisz, ja jakoś sobie z tym radzę, gwiazdo.-powiedziałam z ironią.
-Nie jeżdżę autobusami, bo mam to-wyciągnął  kluczyki od auta.
-Nigdzie z tobą nie jadę!-odparłam.
-Bo?-zachichotał.
-Jeździsz zbyt szybko-powiedziałam oschle.
-Trzeba korzystać z życia, beauty.-puścił mi oczko, wsiadając do samochodu.
-Nie mów tak do mnie.-odpowiedziałam, wsiadając z drugiej strony.
-Jak chcesz słońce-zaśmiał się.
-Tak też Ci nie wolno-teraz to ja się zaśmiałam.
-To jak mam do ciebie mówić?-powiedział odpalając silnik.
-Cher-dodałam dumnie, a chłopak wyjechał samochodem z parkingu.
-No dobrze, będę mówił Ci Cher-spojrzał na mnie, a następnie na drogę.
-A jak ja mam mówić na Justina?-spojrzałam za okno, unikając jego wzroku.
-Jak mnie nazwałaś?-powiedział z chrypą w głosie.
-Wydaje mi się, że Justinem-dodałam i sama się do siebie uśmiechnęłam.
-Mów mi Just, okej?-wiedziałam, że na mnie spojrzał. Czułam to.
-Może..-dodałam zadziornie.
-Buntowniczka-zaśmiał się.
-Nie zaczynaj.-spojrzałam na licznik prędkości.
130km/h Momentalnie spojrzałam w dół.


-Wszystko okej?-chyba się martwił, co było mi zupełnie obojętne.
-Tak.
-Kłamiesz
-I co z tego?-syknęłam.
-Nie toleruję kłamstwa-warknął, a napięcie między nami wzrosło.
-Super.-odparłam.
-Chodzi o to, że jadę za szybko?-chyba załapał.
-Nie, no co ty!-powiedziałam sarkastycznie.
-Posłuchaj mała, nie pozwalaj sobie.-powiedział, przez zaciśnięte zęby.
-Booo?-zatrzepotałam rzęsami
-Albo źle to się dla Ciebie skończy, tania dziwko.-warknął, ściskając kierownicę.
-Zatrzymaj się!-krzyknęłam.
Chłopak automatycznie mnie posłuchał , zjechał na pobocze i się zatrzymał.
-Co jest?-zapytał wkurzony, spoglądając w moją stronę.
-Nic. Wychodzę! -otworzyłam drzwi, wyszłam i trzasnęłam nimi, żeby poczuł, że jestem zła.
-Dlaczego?-krzyknął zadziwiony, wysiadając za mną.
Boże, jakie ten chłopak ma huśtawki nastroju! Gorsze niż dziewczyna przed okresem
Podeszłam do niego i uderzyłam go w policzek, co sprawiło, że odwrócił głowę w prawo.
-Posłuchaj mała-chwycił mnie za przedramiona i przycisnął do samochodu. Poczułam przeszywający mnie ból - Chyba ci już coś mówiłem, o biciu mnie w twarz..
-Nie masz prawa nazywać mnie dziwką, chuju!-krzyknęłam mu w twarz.
-Jak mnie nazwałaś?-przycisnął mnie mocniej, przybliżając swoją twarz do mojej.
-Słyszałeś-powiedziałam marszcząc brwi z grymasem na twarzy.
-Posłuchaj mnie! Jeszcze raz mnie jakoś wyzwiesz, to obiecuje Ci, że coś Ci się stanie.
-Grozisz mi?-zaśmiałam się.
-Nawet jeśli.. nie powinnaś się z tego powodu cieszyć-patrzył mi prosto w oczy.
-To ty możesz nazwać mnie dziwką, a ja nie mogę nazwać cię chujem?- niespodziewanie uderzył mnie w policzek, co wywołało u mnie zwrot głowy w prawo. Zastygłam -Damski bokser-powiedziałam cicho, ale na tyle, żeby usłyszał.
-Się przejąłem-syknął.
-Puść mnie-warknęłam, czując jak policzek zaczyna mnie szczypać.
O dziwo zrobił to o co poprosiłam. Ruszyłam w przeciwnym kierunku, w którym jechaliśmy.
-Dokąd idziesz?-krzyknął.
-Nie wiem.-odwróciłam się. - Ale na pewno z dala od Ciebie.-odkrzyknęłam.
Usłyszałam tylko jak wzdycha.
-Zaczekaj!-krzyknął i pobiegł w moim kierunku.
-Czego chcesz?-powiedziałam gwałtownie.
Brunet nic nie odpowiedział, tylko mnie przytulił. Nie powiem, że nie, ale mnie to zdziwiło. Po chwili odwzajemniłam uścisk. Owinęłam ręce wokół jego brzucha… Może to dziwne, ale po raz pierwszy od jakiegoś czasu, poczułam się… bezpiecznie.
-Nie chciałem-wyszeptał.
Nic nie powiedziałam, tylko  wtuliłam się w niego mocniej, zaciskając powieki.
Nie wiem ile czasu tam staliśmy, ale zaczęło się robić trochę niezręcznie. W końcu, puściłam go z objęcia, a on mnie.
-To jak będzie?-zapytał ostrożnie. –Jedziemy dalej?
-O ile nie będzie powtórki z rozrywki-dodałam, a chłopak się zaśmiał.
-Nie będzie. Uwierz mi.


Obydwoje wsiedliśmy do środka.
-Przepraszam, ja..-chciał coś powiedzieć, ale mu przerwałam.
-Nic już nie mów okej?- zaśmiałam się.-Rozumiem.
-Zrozum, że czasem no.. wybucham sam z siebie. Nie potrafię tego kontrolować-ciągnął.
-Just! Zrozumiałam i jest okej-zdecydowanie dużo mówił.
-Cool-powiedział z łobuzerskim uśmiechem -Jeżeli się boisz, nie patrz na drogę.-zaproponował.
-Nie mam zamiaru!-dodałam z uśmiechem, po czym odpalił silnik i pojechaliśmy dalej. Poczułam, że jedziemy coraz szybciej, więc spojrzałam w dół.
-Spokojnie-powiedział łapiąc mnie za rękę. Spojrzałam na nią . Była cała w tatuażach. Nie zauważyłam tego wcześniej.
-Nie bolało?-palnęłam, jak głupia. Gdybym cofnęła czas, nie powiedziałabym tego. Czułam, jak się czerwienię.
-Nie-zaśmiał się chłopak.
-Sorry, ja nie powinnam.-palnęłam znowu.
-No co ty, to słodkie.-dodał.
-Serio?-zdziwiłam się.
-Tak, beauty.
-Ty chyba nie przestaniesz?-spojrzałam na chłopaka.
-Z czym?-udawał, że nie wie o czym mówię, zabierając rękę i kładąc ją na kierownicy.
-Z mówieniem na mnie beauty!-odpowiedziałam wyższym tonem.
-Chyba nie.-uśmiechnął się  łobuzersko.-Jesteś ładna, więc mam prawo tak na ciebie mówić słońce-zaśmiał się.
Poczułam jak moje policzy robią się ciepłe i czerwone. Nie wiem dlaczego, ale przy nim, czułam się tak.. niewinnie, bezpiecznie i .. dziewczęco. Chyba. Nie do końca umiem rozróżniać uczucia, ale jeżeli miałabym je nazwać, właśnie tak bym je określiła.
-Gdzie chcesz jechać?-dodał po chwili ciszy.
-Nie zdążyłam zjeść śniadania. –powiedziałam patrząc w dół, wiadomo z jakiego powodu.
-Okej, to jedziemy coś zjeść-uśmiechnął się pokazując chyba wszystkie zęby jakie miał, co wywołało u mnie śmiech.- Coś nie tak?-zapytał ciągle uśmiechnięty.
-Nie, tylko.. fajnie się uśmiechasz-dodałam rozbawiona.
-Nie jedna mi to mówiła słońce.
-Serio?-powiedziałam zdziwiona.
-No raczej. Kochanie, jestem Just, wszystkie mnie pragną. –schlebiał sobie.
Nie wytrzymałam i wybuchłam śmiechem.
-Taka prawda-dodał z uśmiechem.
-Znowu sobie pochlebiasz Just.-odparłam poprawiając sobie włosy.
-Trzeba beauty-powiedział zatrzymując się na parkingu, przed jakąś knajpką.
-Co to za miejsce?-zapytałam wysiadając-Nigdy tu nie byłam.
-Często tu przychodzę.-odparł obejmując mnie w talii.
-Nie pozwalaj sobie kolego-mówiłam zabierając jego rękę.
-Jeszcze będziesz tego chciała-szepnął mi do ucha.
-Przekonamy się-puszczając mu oczko, weszłam do środka, a chłopak za mną. 


Miejsce było dosyć.. ciemne. Niby to restauracja, ale wyglądało jak w pijalni.
-Ehm.. Just?-zapytałam.
-Co jest?-odwrócił się patrząc mi w oczy.
-To na pewno jest restauracja?-dodałam z wątpliwością.
-Mniej więcej-zaśmiał się.
-To mniej czy więcej?-dodałam.
-Zadajesz masę pytań, beauty-pogłaskał mnie po policzku, po czym podszedł do lady.
-Co chcesz zjeść?-zapytał.
-Obojętnie-wzruszyłam ramionami, rozglądając się po lokalu.
W jednym z kątów pomieszczenia, siłowali się jacyś goście, w drugim, grali w bilard, a w trzecim chlali piwo i wódkę.
-Chodź-chłopak chwycił mnie za rękę i zaprowadził do stolika. Usiadłam naprzeciwko niego.
-Just?
-Hm?-odparł wyciągając swój telefon.
-Co to za miejsce? Bo na pewno nie jest restauracją.-ciągnęłam.
-To jakby klub. Tylko tu przychodzę, bo prawie wszystkich tu znam.-dodał z uśmiechem.
-Przecież to pijalnia.
-Nie przeszkadza mi to-zaśmiał się łobuzersko.
Nic już nie powiedziałam, żeby się nie zdenerwował.
-A co zamówiłeś?-zapytałam po chwili.
-Hamburgery.-odparł nie spuszczając oczu z telefonu.
-Mhm-powiedziałam, spuszczając głowę w dół.
Po jakimś czasie, kelnerka przyniosła nasze zamówienie.
-Proszę, to wasze zamówienie.-położyła jedzenie-oo Just, to twoja dziewczyna?-chyba go znała.
-Nie-powiedziałam szybko z uśmiechem, biorąc mojego hamburgera. Poczułam, jak chłopak mi się przygląda.
-Nie, to nie moja dziewczyna, Jessy -powiedział ze śmiechem, po czym laska odeszła.
Jedliśmy w ciszy. Gdy już skończyłam, wstałam od stołu, przeprosiłam i poszłam do toalety. Przez jakiś czas nie mogłam jej znaleźć, aż w końcu mi się udało. Weszłam do środka i stanęłam przed lustrem. Odkręciłam kran, nalałam mydło na ręce, po czym zaczęłam je myć. Następnie przeczesałam włosy i  przejechałam po rzęsach tuszem. Wreszcie wyszłam z toalety. Niespodziewanie na kogoś wpadłam. Tym ktosiem był Just.
-Śledzisz mnie?-dodałam ze śmiechem.
-Nie-dodał obojętnie.-Tylko czekałem.
Uśmiechnęłam się do bruneta, po czym wyszliśmy z klubu. Ruszyliśmy w stronę samochodu, bez słowa. Chłopak wsiadł do środka, a ja zaraz za nim.
-To co?-zapytał.- Gdzie teraz?
-Hm?-odpowiedziałam, jakby wyrwana z transu.
-Gdzie chcesz teraz jechać, beauty ?-zaśmiał się, odpalając silnik.- Jest dopiero po 10.
-To może..-zaczęłam rozmyślać nad dobrym miejscem.- Ty jedź, a ja Cię pokieruję.
-Niech będzie- chłopak łobuzersko się uśmiechnął, po czym zmierzwił włosy.
-Ale jedź wolniej-ostrzegłam go, ale odpowiedział tylko śmiechem.

_____________________________________

Zgodnie z obietnicą dodaje dzisiaj rozdział :)
Jak myślicie, gdzie teraz pojadą Just i Cher?

Jakbyście mogli, to zagłosujcie na naszą siostrę, bardzo jej zależy <3 

https://www.facebook.com/drogerienaturapl?sk=app_145193302323882&app_data=8367

niedziela, 14 kwietnia 2013

Two.


-Za kogo on się uważa. Myśli, że może mi rozkazywać. Tak to się nie skończy, o nie!- zaczęłam gadać do siebie.
-Jeszcze zobaczymy-gwałtownie się odwróciłam, widząc chłopaka opartego o drzwi.
-Masz jakiś problem?-warknęłam przez zęby, wkładając ręce do kieszeni.
-Raczej nie.-odparł obojętnie.
-To po co za mną wyszedłeś?-nie dawałam za wygraną.
-Kto powiedział, że wyszedłem za tobą.-zakpił.
Momentalnie zrobiłam się czerwona.
- Wyszedłem zapalić.-powiedział, po czym wyciągnął paczę papierosów, wyciągnął jednego, zapalił go, po czym się zaciągnął.
-Palisz?-zapytał.
-Ta.-odparłam z obojętnością.
-Chcesz?-dodał wyciągając paczkę fajek w moim kierunku.
-Dzięki-powiedziałam, biorąc jednego papierosa i podpalając go.
-Buntowniczka-zaśmiał się chłopak.
-Zamknij się-syknęłam.
-Wulgarna-dodał z łobuzerskim uśmiechem.
-Możesz przestać mnie oceniać?- powiedziałam, zaciągając się.
-Mogę robić co mi się podoba, słonko-dodał zadziornie.

Nic już nie powiedziałam, miałam go gdzieś. Po chwili zaczęłam się mu przyglądać. Chłopak był dosyć wysoki, i dobrze zbudowany. Miał piękne oczy koloru karmelowego. Wyglądał bardzo seksownie.
-Coś nie tak?
-Hm?-wyrwał mnie z transu, o ile można to tak nazwać.
-Zapytałem, czy coś nie tak?-dodał kończąc papierosa.
-Dlaczego?-zdziwiłam się.
-Przyglądasz mi się.-powiedział z obojętnością.
-Tak jakoś.-dodałam speszona.
-Podobam Ci się.- uśmiechnął się łobuzersko.
-Słucham?-parsknęłam śmiechem.
-Nie udawaj, przecież widzę-podszedł bliżej.
-Chyba sobie kpisz. Nie znam Cię-powiedziałam robiąc krok w tył.
-To jest problemem?-ruszył zabawnie brwiami.
-Pochlebiasz sobie-odparłam obojętnie.
-Czasem trzeba, beauty.- podszedł bliżej.
-Odejdź!-warknęłam, robiąc kolejny krok w tył.
-Spokojnie, nic Ci nie zrobię.-powiedział szeptem.

Spojrzałam na zegarek. 16:30
-Ojej, chciałabym tu z tobą jeszcze pobyć, ale zaraz mam trening.- powiedziałam wyrzucając końcówkę papierosa, szczęśliwa, że miałam dobrą wymówkę.
-Co trenujesz?-ciągnął dalej.
-Odpuścisz?-powiedziałam wkurzona.
-Raczej nie.-odparł, znowu opierając się o ścianę.
-Nie mam czasu się z tobą bawić- przy słowie bawić pokazałam znak cudzy słowa.
-Chyba nie wiesz, co to znaczy się bawić, beauty.-powiedział zakładając okulary.
-Nie mam czasu, cześć.-dodałam, ruszając w kierunku głównej drogi.
-Nie odpowiedziałaś na moje pytanie.-powiedział tak głośno, żebym usłyszała.
-Jakie?-chciałam już go spławić, ale ciągnął to dalej.
-Co trenujesz, słońce?-uśmiechnął się łobuzersko.
-Boks.-dodałam obojętnie.
-Słodko.-zaśmiał się.
-Coś jeszcze?-zapytałam.
Chłopak nie odpowiedział, tylko podszedł do mnie.
-Podwiozę Cię.-uśmiechnął się pokazując swoje białe zęby.
-Nie dzięki.-odparłam znudzona całą tą rozmową.
-Nie daj się prosić-objął mnie w talii.
-Nie dotykaj mnie, czaisz!-odepchnęłam go.
-To jak będzie?-ciągnął.
-Niech Ci będzie-odpowiedziałam na wydechu.
-Wiedziałem, że się zgodzisz-powiedział, kierując się w stronę samochodu.
-Ale żeby było jasne! Odwozisz mnie i tyle! Nie chcę Cię już później widzieć-powiedziała wsiadając do samochodu od strony pasażera.
-Za dużo mówisz, beauty -dodał z uśmiechem.
- Na York Road – powiedziałam. Chłopak tylko się zaśmiał.

Kiedy tylko ruszył, zaczęłam żałować, że wsiadłam  do samochodu z gościem, którego praktycznie nie znałam. Owinęłam ręce wokół brzucha i starałam się nie patrzeć na drogę. Chłopak jechał naprawdę szybko. Gdybym spojrzała na licznik, czy jak to się zwie, dostałabym zawału, serio!

-Denerwujesz się?-zaśmiał się chłopak, nie spuszczając oka z drogi.
Nie odpowiedziałam, tylko wlepiłam wzrok w buty.
-Zadałem pytanie-powiedział ostrzejszym tonem, co sprawiło, że automatycznie odpowiedziałam.
-Tak!
-Niby dlaczego?-znów się zaśmiał. Był irytujący!
-Nie jestem przyzwyczajona do szybkiej jazdy, ok?-wypowiedziałam te słowa tak szybko, że sama co ledwo zrozumiałam.
-Spokojnie beauty-dotknął ręką moje kolano- dojedziesz cała.
-Nie dotykaj mnie-wzięłam jego rękę z mojej nogi.
-Jeszcze będziesz o to błagać słońce-spojrzał na mnie z łobuzerskim uśmieszkiem.
-Chciałbyś-rzuciłam krótko.

Resztę podróży przemilczałam. Gdy dojechaliśmy pod studio, w którym trenuję, chłopak spojrzał się na mnie.
-Więc, to tu trenujesz słońce?-uniósł brwi.
-Tak.- rzuciłam oschle. – Dzięki, że mnie podwiozłeś.. to cześć-chciałam wyjść, ale chłopak pociągnął mnie za nadgarstek.
-Spokojnie beauty.- uśmiechnął się
-Co jeszcze?-wywróciłam oczami.
-Nie wiem, jak masz na imię-patrzał mi w oczy.
-Czy to ważne? Małe prawdopodobieństwo, że się jeszcze spotkamy.-dodałam
-Możliwe, ale chcę wiedzieć-ciągnął.
-No okej. Jestem Cher.-odpuściłam.
-Cheeeeer-przeciągnął.
-Cher mówią do mnie znajomi, ale pełne imię to Charlotte, którego wręcz nienawidzę!-odpowiedziałam zła.
-Rozumiem. Ja jestem Justin, ale wszyscy mówią mi Just. –uśmiechnął się.
-Więc Just, muszę już iść, jestem spóźniona. Dzięki za podwózkę. Cześć-mówiąc to wyszłam z samochodu i udałam się do studia. 

 Wbiegłam szybko do szatni, bo była już 17:05 . Od 5 minut trwał trening. Szybko się przebrałam, spięłam włosy w koka i weszłam na salę.
-O proszę! Kto zaszczycił nas swoją obecnością! Spóźniłaś się Reed!- krzyknął trener.
-Wiem, przepraszam, pokłóciłam się z rodzicami, dlatego musiałam przyjechać późniejszym autobusem. To się więcej nie powtórzy! Przysięgam-próbowałam się wytłumaczyć, oczywiście kłamiąc.
-Mam taką nadzieję! Jeżeli jeszcze raz się tak stanie, poniesiesz konsekwencje.-dodał.
-Tak jest!-oznajmiłam.
-Bierz rękawice i do roboty.-pokazał na worek.
Zrobiłam jak kazał. Wzięłam rękawice i zaczęłam walić w worek. Pomyślałam o tym, co mówili rodzice. Że nie będę trenować boksu. Zaczęłam mocniej walić.
-Dobrze Reed! Rób tak dalej-krzyknął z drugiego końca pomieszczenia trener.
Podniósł mi się poziom adrenaliny. Poczułam to.
 Wracając do rodziców. Nie obchodziło ich, że jest to moim całym życiem.. że to miejsce jest moim drugim domem, że są tu osoby, które traktuję, jak rodzinę. Dla nich liczyła się tylko praca. Gdy wracali z niej, ja już spałam. Rano odwozili mnie do szkoły, a gdy wracałam z niej, oni oczywiście byli już w pracy. Praktycznie, nie mieli pojęcia o moim życiu prywatnym, więc nie mieli prawa się w nie wtrącać.
Po skończonym treningu, weszłam do szatni.
-Czemu się spóźniłaś?-powiedziała Kim. ( Kim była tak jakby moją przyjaciółką. To z nią najlepiej się dogadywałam i tu i w szkole)
-Pokłóciłam się z rodzicami.-odparłam.
-Przecież szkołę, kończyłyśmy o 14:30, jakim cudem to tyle trwało?- ona zawsze zadaje masę pytań!
-Po kłótni wyszłam z domu. Szłam jakąś uliczką i zobaczyłam stary, opuszczony budynek, więc postanowiłam tam wejść-mówiłam, ubierając się.
-I ? – mówiła tak, jakby ją to interesowało.
-No weszłam i zobaczyłam sprzęt do treningu. Więc podeszłam i chciałam go wypróbować. Wtedy pojawił się jakiś koleś, zaczął coś pierdolić, a ja przyłożyłam mu w ryj. Zaczął się sapać i nazwał mnie dziwką i kazał wyjść. No więc tak zrobiłam. Wyszłam, ale po chwili on za mną i razem zapaliliśmy..
-Mówiłaś, że rzuciłaś-przerwała mi.
-Bo tak było! No ale jakoś nie mogłam się powstrzymać.-ciągnęłam- No i powiedziałam mu, że śpieszę się na trening, a on, że mnie podwiezie, no więc się zgodziłam. Podwiózł mnie i sobie pojechał.
-Przystojny był?-dodała z uśmieszkiem.
-A gdyby nie był, mówiłabym Ci o nim?-zaśmiałam się.
-Racja.-odparła- Ty zawsze masz takie chujowe szczęście Cher.- powiedziała, wychodząc z budynku razem ze mną.
-Nie nazwałabym to szczęściem. Facet był nachalny.
-Ee, to burak.-obydwie wybuchłyśmy śmiechem.
-Dobra, ja już lecę, bo starzy się wkurzą.-mów telefon zawibrował- O wilku mowa.
-Nie odbierzesz?-zapytała.
-Pojebało Cię? –dodałam wkurzona.
-Dobra, to do jutra- cmoknęłyśmy się w policzek i Kim zniknęła z moich oczu.
Wsiadłam w autobus i pojechałam do domu. Wiedziałam, że jak wrócę znowu będzie awantura. 

Musiałam to przeżyć. Wysiadłam z autobusu i ruszyłam w kierunku domu, a mój telefon, co chwila dzwonił. Olałam to totalnie. Weszłam do domu, ściągnęłam buty i ruszyła w kierunku pokoju.
-A dokąd to moja panno?-usłyszałam głos mamy, dochodzący z kuchni.
-Co ?-odparłam zmęczona.
-Gdzie byłaś?-ciągnęła.
-No a gdzie mogłam być? –warknęłam.
-Nie zaczynaj Charlotte! –odpowiedziała.
-Nie nazywaj mnie tak! – powiedziałam zła, siadając na krześle.
-Gdzie byłaś?-zapytała już wyższym tonem.
-No na treningu!-odparłam sucho.
-Zabroniliśmy Ci z ojcem!-krzyknęła.
-I co z tego? Mam to w dupie!
-Nie rozmawiasz z koleżanką, moja droga.
-A wielka szkoda.-zakpiłam
-Nie pyskuj mi tu! –widać, że skończyły jej się argumenty.
-Coś jeszcze?-zapytałam.
-Dlaczego poszłaś na trening, jak Ci zakazaliśmy!?-wkurzyła się.
-MAMO!-wstałam-Nie wiesz jak to jest, kiedy rodzice zabraniają Ci robić to, co naprawdę kochasz! Boks jest moją pasją!-krzyknęłam.
-Ale jest niebezpieczny!-dodała
-Proszę Cię-zakpiłam- Ja tylko walę w worek!
-Ale możesz się wdać w bójkę!
-Mamo, w co ty wierzysz?-byłam już mega zła.
-Znam Cię Cher! Wiem, na co się stać i nie mów mi, że jeżeli byś musiała, to byś się nie biła!-i tu mnie zgasiła.
-Nienawidzę Cię!-krzyknęłam, po czym pobiegłam po schodach do pokoju i zamknęłam się na klucz.

Nienawidzę jej! Nienawidzę, tego co robi! Nienawidzę, że we wszystko się wpierdala! Nienawidzę jej!

Położyłam się na łóżko, rozmyślając o wydarzeniu, które miało miejsce chwilę temu na dole. Rozmyślałam, też o Justinie. O tym jego kuszącym wzroku, o tym jak mówi do mnie beauty, aż zasnęłam.

Obudziło mnie pukanie do drzwi. Wstałam zaspana i je otworzyłam.
-Cher, wstawaj, bo spóźnisz się do szkoły-powiedziała mama ze smutkiem na twarzy i zeszła na dół.

Co ?! Już rano? Nieźle pospałam. Weszłam do łazienki i wzięłam szybki prysznic, następnie podeszłam do szafy, wyciągnęłam z niej czarne legginsy w białe krzyże, do tego czarną bokserkę i skórzaną kurtkę.  Przeczesałam włosy, nałożyłam podkład, przejechałam tuszem po rzęsach i zrobiłam kreski eyelinerem. Sięgnęłam po torbę i zeszłam na dół.
-Tu masz śniadanie. Nie zdążysz już zjeść w domu, bo się dzisiaj spieszę-dodała mama.-Musimy już jechać.
Wstałam z krzesła, założyłam czarne convers i poszłam usiąść do samochodu. Mama wsiadła chwile po mnie. Jechałyśmy bez słowa. Gdy podjechałyśmy pod szkołę, powiedziałam jej krótkie „Pa”, a ona tylko się uśmiechnęła i odjechała. Wiedziałam, że było to spowodowane naszą kłótnią.
Patrząc na tą beznadziejną szkołę, której szczerze nienawidziłam, w końcu ruszyłam ku niej. Szłam korytarzem, aż do swojej szafki. Wbiłam kod, otworzyłam i wyciągnęłam potrzebne mi książki. Gdy miałam już wszystko, zamknęłam ją, a moim oczom ukazał się Justin.
-Tęskniłaś, beauty?

________________________________________
Miło mi, że po pierwszym rozdziale, jest już tyle wyświetleń, dlatego dodałam długi rozdział, liczę, że się Wam spodoba :)

One.


Ale mamo!
-Żadnych ale Charlotto !-krzyknęła mama
-Nie mów tak na mnie! To wkurzające.-syknęłam
-Jak ty się odzywasz do matki?-wtrącił się tata.
-Nie twoja sprawa. – odpowiedziałam mu ze złością
-Charlotte, nie pyskuj-krzyknęła mama-Nie będziesz trenowała boksu i tyle!-warknęła.
-Nie obchodzi mnie twoje zdanie, na ten temat!- ciągnęłam- To jest moja pasja i chuj ci do tego-syknęłam.
-Co ty powiedziałaś?-znowu wtrącił się ojciec.
-Mam was dosyć!-krzyknęłam i wyszłam trzaskając drzwiami.

Mam ich cholernie dość! Oni nie mieli swojej pasji, czegoś co było dla nich ważne.. Tylko praca i praca.

Takie słowa rozbrzmiewały mi w głowie. Szłam główną ulicą jakąś dłuższą chwilę, aż w końcu skręciłam w jakąś alejkę. Moją uwagę przykuł stary, opuszczony budynek, na końcu drogi. Bez wahania ruszyłam w jego kierunku. Podeszłam do drzwi głównych i je rozsunęłam. Moim oczom ukazała się duża powierzchnia, kompletnie opuszczona. Weszłam do środka, zostawiając otwarte drzwi za sobą. Zaczęłam się rozglądać, czy może ktoś tu jest. Budynek był stary. Ze ścian i sufitu odchodził tynk. Na podłodze pojedynczo leżały zniszczone panele. W pomieszczeniu było dosyć ciemno, a jedyne światło wpuszczało małe okienko. W rogu tego okienka dostrzegłam sprzęt. Podeszłam bliżej. To był sprzęt do boksu. Bez wahania założyłam rękawice i zaczęłam walić w  worek.

- I co ?-zapytał ktoś. Momentalnie podskoczyłam.
-Słucham?-zapytałam ze zdziwieniem, a moim oczom ukazała się postać, stojąca po drugiej stronie budynku, opierająca się o ścianę.
-Podoba Ci się?-zapytał znowu ten KTOŚ.
-Chodzi ci o sprzęt?-dodałam.
-No a o co?- z głosu wywnioskowałam, że rozmawiam z chłopakiem.
-Jest nienajgorszy.-odezwałam się taki samym tonem co on.
-Nie pozwalaj sobie mała.-warknął podchodząc bliżej. Momentalnie zaczęłam się bać. Ja, Cher, która NIGDY, powtarzam NIGDY się niczego nie bała, zaczęłam się bać.
-Nie podchodź do mnie-powiedziałam odsuwając się od sprzętu.
-Bo co mi zrobisz? Jesteś tylko dziewczyną-podszedł na tyle blisko, że ujrzałam jego twarz. Był bardzo przystojny. Miał włosy postawione na żel, biały T-shirt, czarną skurzaną kurtkę i poprzecierane, czarne rurki. Przyznam, że wyglądał pociągająco.
-Na prawdę? Tylko dziewczyną?-dodałam nacisk na słowo tylko.
-Tylko-podszedł tak blisko, że poczułam jego oddech.
-A czy TYLKO dziewczyna, robi tak?- powiedziałam, po czym uderzyłam go pięścią w policzek.
-Co do kurwy?-powiedział łapiąc mnie za koszulkę.- Słuchaj mała. Nikt, nie ma prawa mnie uderzyć. A tym bardziej jakaś lalunia, która wchodzi nie na swój teren.- mówił groźnie patrząc mi w oczy.
-Puść mnie.-powiedziałam cicho, ale żeby usłyszał.
-Bo co ?-syknął przez zęby.
-Bo znowu ci zdzielę. -odpowiedziałam zła.
-Nie boję się małej, smarkatej dziwki.-dodał z uśmiechem.
-Chyba nie znasz określenia dziwka, kolego-odpowiedziałam z ironią.
-Nie jestem twoim kolegą-puścił mnie w końcu.- Wyjdź stąd, albo źle to się dla Ciebie skończy.
-Ojej, ale się boję.-skrzyżowałam ręce na piersi.
-Posłuchaj, z natury nie biję dziewczyn, ale jestem już blisko, by zacząć-spojrzał na mnie spode łba.-Lepiej stąd wyjdź.
-Dobrze, skoro tak chcesz-skierowałam się do drzwi. – To jeszcze nie koniec.
-Jeszcze zobaczymy.- zaśmiał się brunet.


___________________________
So, to pierwszy rozdział, jak Wam się spodoba, to piszcie. Postaram się wtedy dodać drugi jeszcze dziś :)

sobota, 13 kwietnia 2013

Wprowadzenie

Charlotte „Cher” Reed

16-sto letnia dziewczyna, mieszkająca na przedmieściach swojego rodzinnego miasta. Jest osobą wulgarną, pyskatą, walczącą o swoje, dostającą zawsze to co chce. W szkole ma opinię dziewczyny z problemami. Trenuje boks. Zazwyczaj ubiera się na czarno, ale gdy sytuacja tego wymaga, potrafi być dziewczęca. Nie potrafi długo mieć takiego samego koloru włosów.








Justin „Just” Bieber

Chłopak lubiący niebezpieczną rozrywkę. Ma swoją grupkę „przyjaciół” ,z którymi rzadko się rozstaje. Z natury jest chamski i wulgarny. W szkole, razem ze swoją grupą, tworzą elitę. Nie wyobraża sobie życia bez papierosów i piwa. Uwielbia tatuaże. Jego pasją jest boks.