czwartek, 16 maja 2013

Thirteen.


Patrzyłam na Justina z niedowierzeniem. Stawiałam na inną reakcję.
-Justin..-mój głos zadrżał.
Chłopak spuścił wzrok na rozbitą szklankę. Westchnął, łapiąc się rękami za głowę.
-Cher, to nie tak..- spojrzał na sufit.
-A jak?-powiedziałam z żalem
-Pozwól mi to wytłumaczyć-prosił.
-Masz minutę-odparłam obojętnie.
-Nie wiem od czego zacząć-westchnął.
-Może od początku?-zakpiłam.
-Nie wiem, jak Ci to powiedzieć-zmieszał się.
-Justin! Czy to zdajesz sobie sprawę, że jakby policja tu weszła, to już po tobie?-zapytałam.
-Ale nie przyjdą!-zaśmiał się.
-A skąd możesz być tego taki pewien?-rozmowa zaczęła mnie już irytować.
-Bo nikt o tym nie wie, oprócz chłopaków –odparł.
-I mnie-uświadomiłam go.
-I teraz Ciebie- zmierzwił włosy.
-Powiedz mi o co tu chodzi?- byłam nieugięta.
 -Cher, nie zrozumiałabyś tego-dodał wyższym tonem.
-Nie zrozumiałabym czego?
-Tego wszystkiego-jego twarz wydawała się być smutna.
-Tego, że jesteś Dilerem? Że handlujesz narkotykami? - zakpiłam- uwierzyłabym.
-Cher, proszę cię-podszedł bliżej, trzymając ręce w kieszeniach.
-Nie!- cofnęłam się- za dużo już zobaczyłam- weszłam do jego pokoju.
-Cher, proszę! Posłuchaj mnie przez chwilę-wszedł za mną.
Ściągnęłam jego bluzkę i włożyłam stanik oraz swoją koszulkę.
-Już miałeś szansę. Czy ty naprawdę sądziłeś, że jak mnie tu przyprowadzisz, to jakimś cudem uda ci się to ukryć, prawda?
-Po części tak, ale.. to jest zbyt skomplikowane, żeby opowiedzieć o tym w tak krótkim czasie, słońce-spojrzał na mnie, oblizując usta.
Westchnęłam zakładając trampki.
-Może zapomnimy o tej całej sprawie i wrócimy do tego, czego nie skończyliśmy?-objął mnie w tali, podnosząc bluzkę.
Uniosłam rękę, po czym zwinnym ruchem wymierzyłam cios, w jego policzek . Odwrócił głowę, pod wpływem siły, a na skórze pojawił się czerwony ślad.
-To była chwila słabości-odparłam zła.
-Słabości powiadasz? –chwycił się za bolący policzek- ciekawe.
Fuknęłam.
-To jak będzie?-przygryzł wargę.
-Chyba sobie kpisz-zaśmiałam się- Na razie Just-chwyciłam torbę i wyszłam pokoju. Zeszłam na dół, a przyjaciele chłopaka automatycznie się na mnie spojrzeli.
-Cher zaczekaj!-dodał schodząc.
-Co?-syknęłam.
-Odwiozę cię-zaproponował,
-Nie dzięki. Kto wie, co trzymasz w samochodzie-spojrzałam na niego spode łba i wyszłam.
Przeszłam szybkim krokiem przez ulicę dochodząc do przystanku. Usiadłam na chodniku, opierając głowę o ręce. Westchnęłam, po raz kolejny tego dnia.  Ludzie przechodzili koło mnie patrząc się dziwnie. Olałam ich totalnie.
-To nie jest prawda- powiedziałam do siebie w myślach.

                                                                   
                                                                            *  *  *

-Cześć kochanie?-przywitała mnie w progu mama- jak było na zajęciach?
-Świetnie-uśmiechnęłam się- poznałam kilka dziewczyn. Mają super sprzęt, dużą salę. Jednym słowem.. wspaniale!-zachichotałam.
-Cieszę się, że ci się podoba-powiedział tata i mnie przytulił.
-To ja wam dziękuję, za ten niesamowity prezent- uśmiechnęłam się do nich.
-Cher- powiedziała nisko mama- a co to za kolega, który po ciebie przyjechał?
-No..-zdziwiłam się pytanie- poznałam go.. w szkole.
-To tylko kolega?-zaśmiał się tata..
-Tato!-krzyknęłam ze śmiechem.
-Tylko pytam-doparł.
-To ja ci odpowiadam. To tylko kolega.
-Skoro tak twierdzisz-zakpił.
-Mamo, powiedź coś- dodałam z uśmiechem.
-Lekcje zrobione?-zmieniła temat.
-Powiedz coś innego!- zaśmiałam się ponownie.
-Na górę-zaśmiała się.
-No już- chwyciłam torbę i poszłam na górę.

Mają dzisiaj dobry humor. Bardzo fajnie. Cieszę się, że w końcu się dogadujemy.
Usiadłam na łóżku i przejechałam ręką po włosach. Sprawdziłam książki i nie miałam nic zadane.
Położyłam się, chwyciłam za telefon i wybrałam numer Kim.

-Halo?-odezwała się.
-Za halo w mordę walą-zaśmiałam się.
-Cher-także się śmiała.
-Co tam?-zapytałam.
-To ty lepiej mów, jak było na treningu-była podekscytowana.
-Fajnie-odparłam poprawiając grzywkę.
-No Cher- fuknęła.
-Szczegóły?-zachichotałam.
-Szczegóły!-powtórzyła.
-No to pojechałam tam z Justinem. Byłam zdenerwowana, nawet bardzo. Dostałam karnet, poszłam do szatni i poznałam cztery dziewczyny. Lilly, Megan i Nicole. Bardzo fajne laski.
-Ej-przerwała mi- mówiłaś cztery, podałaś trzy.
-No i Lizy-westchnęłam.
-Westchnięcie! Czyli jej nie lubisz-zachichotała.
-Suka mi groziła-syknęłam.
-Co?! Szmata-warknęła i obie wybuchłyśmy śmiechem.
-Ale podobno jest dobra- dodałam
-Na pewno nie lepsza od ciebie-słodziła mi.
-Nie podlizuj się mała-powiedziałam.
-Mała to może być twoja pała, kochanie-odpowiedziała.
-Hahaha, Kim-zaśmiałam się.
-No co?- chichotała po drugiej stronie telefonu.
-Nie nic-odparłam.
-No kontynuuj-powiedziała stanowczym tonem.
-Na czym skończyłam? No tak. Weszłyśmy wszystkie na salę. Jest jak trzy razy nasza. Ten sprzęt! Coś cudownego. Trener mnie poinformował kiedy odbywają się treningi. Przebiegłyśmy z dziewczynami kilka kółek i zaczęłyśmy ćwiczyć. Dostałam swój własny worek i.. – ciągnęłam, a przyjaciółka się nie odzywała- Kim jesteś tam? – Cisza- KIM!!-krzyknęłam.
-Sorry! Mama mnie wołała. Muszę kończyć. Opowiesz mi resztę jutro. Dobranoc misiu-cmoknęła do słuchawki.
-Dobranoc kicia- zaśmiałam się i rozłączyłam.

Odłożyłam telefon na szafkę. Podeszłam do szafy i chwyciłam za szorty i luźny t-shirt. Weszłam do łazienki, ściągnęłam z siebie ubrania, związałam włosy w kok i weszłam pod prysznic. Odkręciłam ciepłą wodę, relaksując się. Ciepłe krople wody spływały po moim ciele. 
Wzięłam długi prysznic i wyszłam z toalety siadając na łóżku. Sięgnęłam po telefon. Odblokowałam go kciukiem.
8 nieodebranych połączeń, 3 nowe wiadomości.
Rozsunęłam powiadomienia. Wszystkie połączenia, jak i wiadomości były od Justina. Nie otworzyłam żadnego smsa. Westchnęłam. Nie miałam ochoty z nim rozmawiać. Wsunęłam się pod kołdrę i przytuliłam do poduszki. Mój telefon zawibrował.
    Justin dzwoni.
wywróciłam oczami. Kliknęłam odrzuć . Wyłączyłam komórkę i położyłam na podłodze pod łóżkiem. Okryłam się kołdrą po same uszy i zasnęłam.



                                                                          *   *   *
-Co jest?-zapytała Kim
-Dlaczego Cię dzisiaj nie było w szkole?-odparłam do telefonu, stojąc w zatłoczonym autobusie.
-Sprawy rodzinne- dodała po chwili.
-Czegoś mi nie mówisz-zachichotałam.
-Co? Nie, skąd-zaprzeczyła- ty wiesz o wszystkim
-Racja-ściągnęłam usta
-Cher, muszę kończyć. Widzimy się później-powiedziała dziwnym tonem.
-No na razie-odpowiedziałam jej i się rozłączyłam.

Wyszłam ze śmierdzącego pojazdu i ruszyłam w kierunku domu.
Był piątek około 30’C.
Przez cały dzień unikałam Justina. Nie chciałam się na niego natknąć na korytarzu. Kto wie, co by odwalił. Na reszcie jest piątek i odpocznę.
Stanęłam na ganku. Próbowałam od kluczyć drzwi, ale nie mogłam. Chwyciłam za klamkę. Otwarte. Weszłam do środka

-Jestem!-krzyknęłam.
-O Cher!-uśmiechnął się tata- tak szybko w domu?
-Chciałam Cię zapytać o to samo-zaśmiałam się i cmoknęłam go w policzek.
-Bo wiesz.. Mamy z mamą dzisiaj rocznicę ślubu-stanął przy blacie kuchennym
-No racja! Wszystkiego najlepszego-dodałam z uśmiechem.
-Dziękuję skarbie-zachichotał- i dlatego zwolniłem się wcześniej, mówiąc mamie, że mam sprawy do załatwienia. A tak, jak już wróci po dwudziestej, zastanie romantyczną kolację.
-To świetnie-chwyciłam za jabłko.
-Myślisz, że jej się spodoba?-zapytał z nadzieją.
-A jaki masz dla niej prezent?-zapytałam z pełną buzią.
-Prezent, prezent.. o tu!-pokazał mi małe pudełko. Otworzyłam je, a moim oczom ukazał się pierścionek.
-Ze szczerego złota-uśmiechnął się.
-Tato, nie szalej, bo pójdziemy z torbami- zaśmialiśmy się oboje.
-Spodoba jej się?-dopytywał
-Na pewno-wstałam- przepraszam, ale musze iść się spakować  na trening.
-Jasne-poszedł dokończyć, o ile się nie mylę, sałatkę.
-Tato?-zapytałam ze schodów.
-Słucham?-krzyknął.
-Zawieziesz mnie dzisiaj na trening?
-A co z twoim kolegą?-zdenerwowałam się lekko.
-Ee.. jest chory!-skłamałam
-Nie ma sprawy-odkrzyknął z kuchni.

Weszłam do pokoju. Rzuciłam torbę na łóżko i spakowałam rzeczy na trening. Niespodziewanie mój telefon zawibrował. Westchnęłam, myśląc, że to kolejna wiadomość od Justina. Odblokowałam telefon. Myliłam się. To był sms od znajomej ze szkoły.

Siema! Urządzam dzisiaj imprezę. Mam nadzieję, że wpadniesz. Przyprowadź ze sobą znajomych. Wbitka na Red River 43 na godzinę 21. –Suzie

Uśmiechnęłam się do ekranu. Dawno nie byłam na żadnej imprezie, a dobrze by mi zrobiła. Odstresowałabym się. Mój telefon ponownie wydał z siebie dźwięk wibracji. Spojrzałam na wyświetlacz. Kim dzwoni.

-Co jest?-odebrałam.
-Dostałaś wiadomość od Suzie?-zapytała podekscytowana.
-Dostałam-odpowiedziałam szczęśliwa.
-Idziesz?-zapytała ponownie.
-Raczej tak.
-To o której mam po ciebie wpaść?
-Tak o 21-zaśmiałam się.
-Ale impreza jest na 21-dodała zdziwiona
-Kim, przecież na imprezy nie przychodzi się punktualnie
-Okej!
-Sorry Kim, ale śpieszę się na trening.
-Dobra, to do zobaczenia-cmoknęłam do słuchawki.

Sięgnęłam po torbę i zeszłam na dół.
-Tato, jestem gotowa!-powiedziała wchodząc do kuchni.
-Oo-wytarł ręce o ścierkę- to już się ubieram.
-Czekam w samochodzie-uśmiechnęłam się i wyszłam.
Wsiadłam do auta, czekając na tatę.
To słodkie, że robi dla mamy kolację niespodziankę. A na pewno romantyczne.
-To jedziemy-powiedział tata, wsiadając do auta i odpalając.
Przejechaliśmy kawałek drogi, kiedy postanowiłam się odezwać.
-Miałbyś coś przeciwko, jeżeli wyszłabym dziś na imprezę?-uśmiechnęłam się.
-Raczej nie-odparł- wracasz na noc?
-A mam?-zachichotałam.
-Wiesz.. dzisiaj nasza rocznica, mogłabyś nie wracać-zaśmiał się.
-Okej, rozumiem! Nie musisz wnikać w szczegóły-dodałam.
-A o której wychodzisz?-zapytał.
-Kim wpadnie po mnie o 21.
-U niej przenocujesz?
-Zapewne tak.

                                                                         *       *       *


-Ty tak serio?-powiedziała Megan, uderzając w worek.
-Serio. Groziła mi-odparłam uderzając w swój worek.
-Mówiłam Ci, że on jej się podoba.
-Ale przecież nic jej nie zrobiłam.
-Wiesz.. widziała was razem na sali. Nawet jak wychodziłaś, to powiedziałaś, że Just będzie na ciebie czekał.
-Już tego nie usłyszy-uderzyłam mocniej, czując napływającą adrenalinę.
-Co masz na myśli?-dodała.
-Długa historia. Powiedzmy, że poznałam Justina od innej strony.
-Czyli już nie jesteście razem?-zdziwiła się Meg.
-Co?-zachichotałam- mi nigdy nie byliśmy razem.
-Wyglądało, na coś innego- zaśmiała się.
-Jest dla mnie dobrym znajomym. A raczej był.
-Był?-zapytała dziwnie.
-Kiedyś ci opowiem-uśmiechnęłam się do niej.
-O wilku mowa- dodała Megan.
Skinęła głową w lewo, żebym tam spojrzała. W naszym kierunku szedł Just. Wywróciłam oczami.
-Cześć Cher-dodał ochryple.
-To ja was zostawię-powiedziała Megan, posyłając mi porozumiewawcze spojrzenie.
-Czego chcesz?-zapytałam obojętnie.
-Nie dawałaś znaku życia. Martwiłem się-objął mnie w talii.
-Zostaw mnie, okej?-syknęłam.
-Cher-posmutniał-proszę, daj mi to wytłumaczyć.
-Wiem już wystarczająco-dodałam wyrywając się z jego uścisku.
-Wcale nie wiesz-zdenerwował się-nic nie wiesz!
-Uspokój się!-warknęłam przez zęby- jesteś w miejscu publicznym.
-Gówno mnie to obchodzi! –krzyknął.
-Just, do cholery!-odkrzyknęłam mu.
-Co tu się dzieje? –podszedł do nas jeden z trenerów innej grupy.
-Nic takiego-odparłam szybko.
-Rozejść się do szatni. Zajęcia się skończyły-powiedział zdenerwowany.
Spojrzałam na Justina. Miał zaciśniętą szczękę i patrzył na mnie groźnie. Wywróciłam oczami i weszłam do szatni.

___________________________________________________________

Chcecie, żebym pisała rozdziały z perspektywy Justina  ? :)


                                                                          

6 komentarzy:

  1. Um, możesz pisać z perspektywy Jusa, byłoby fajnie : )
    W ogóle kocham tego bloga * _ *
    I niech Cher da mu się wytłumaczyć nooo : D

    OdpowiedzUsuń
  2. Mmmmm megaa ,czekam na nn ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. SUPER BLOG JEZU KOCHAM GO <3 DAJ JAK NAJSZYBCIEJ ROZDZIAŁ PROOOOOOOOOOOOOOOOOOOSZĘ <3

    OdpowiedzUsuń
  4. aaa super aaa czekam nn <3

    OdpowiedzUsuń
  5. JEZU JEZU CZEKAM !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! <3

    OdpowiedzUsuń