niedziela, 19 maja 2013

Fourteen.


-Cher kochanie, Kim przyszła!-krzyknęła z kuchni mama.
-Już schodzę!-odkrzyknęłam.
Stanęłam przed lustrem. Miałam na sobie czarne, obcisłe rurki, białą, luźną bluzkę z pączkiem, którą włożyłam w spodnie i lekko wytartą katanę. Poprawiłam włosy, chwyciłam torbę i zeszłam na dół.
-Ile można?-zaśmiała się przyjaciółka.
-Faktycznie długo czekałaś-wywróciłam oczami.
Kim była ubrana w jeansy, szarą bluzkę z napisem ‘KISS ME’, skórzaną kurtkę i czarne buty na obcasie.
-Udanej zabawy dziewczynki-cmoknęła nas w policzek mama.
-Dziękujemy pani Reed-uśmiechnęła się Kim.
-Kim, naprawdę nie ma problemu, żeby Cher została u Ciebie na noc?-zapytała.
-Mamo!-posłałam jej groźne spojrzenie, zakładając trampki.
-Kochanie, przestań mi tu wywracać oczami! Muszę wiedzieć, czy nie sprawiasz kłopotu!-odpowiedziała mi.
-Spokojnie proszę pani. Rodzice się zgodzili, nie ma problemu-odparła z uśmiechem.
-W takim razie, dobrze. To bawcie się dobrze-dodała.
-Pa mamo! Nie dzwoń! Ciesz się rocznicą-zaśmiałam się, wychodząc przed dom.
-Dobrze, nie będę-wywróciła oczami i zamknęła drzwi.
-To to czas na imprezę-zanuciła Kim. Obie wybuchłyśmy śmiechem.

                                                                    

                                                                        *   *   *

Trzymając rękę przyjaciółki, przeciskałam się przez tłum ludzi. Głośna muzyka, alkohol, pół nagie dziewczyny, przystojni faceci. Typowa balanga. Przedostałyśmy się przez tańczących ludzi, do stolika z napojami. Kim podała mi puszkę piwa. Bez chwili zawahania otworzyłam je i upiłam łyk. Tego mi brakowało. Kilku chłopaków zeszło z kanapy, a ja szybko pociągnęłam Kim za sobą, siadając na nią. Wypatrywałyśmy, jak co imprezę, przystojnych kolesi. Moja puszka powoli stawała się pusta. Kim szturchnęła mnie w brzuch. Spojrzałam na nią pytająco. Skinęła głową w prawo. W naszym kierunku szli dwaj faceci. Oby dawaj bruneci. Przyjaciółka uśmiechnęła się do mnie.
-Cześć dziewczyny-powiedział jeden.
-Siema-odpowiedziała Kim.
-Jestem Austin, a to mój przyjaciel Lucas –uśmiechnął się słodko.
-Ja jestem Cher, a to moja przyjaciółka Kim-zachichotałam.
-Więc-usiedli z koło nas na kanapie- do jakiej szkoły chodzicie?- zapytał Lucas.
-Do Bruins -dodała z uśmiechem Kim.
-My do Red Sox-odparł Austin.
-Sorry, idę po picie-powiedziała przechodząc przez Austina.
-Idę z tobą-odparł.
Podeszłam do stołu, chwyciłam czystą szklankę i zrobiłam sobie drinka. Chłopak wziął puszkę z piwem.
-Ile masz lat?-zapytał.
-16-zachichotałam.
-Taka młoda i spożywa alkohol?-zaśmiał się.
-I kto to mówi-szturchnęłam go, biorąc łyk napoju.
-Zatańczysz?-zapytał po chwili.
-Jasne.
Chwycił moją rękę, po czym udaliśmy się tam, gdzie większość gości. Objęłam go rękami wokół szyi, a on swoje dłonie przeniósł na moje biodra. Miał duże, niebieskie oczy, które było wdać przy ciemnym świetle. Nie powiem, był przystojny. Wydawał mi się miły, a na pewno przyzwoity.

JUSTIN

Zatrzymałem samochód przed domem laski ze szkoły. Wcześniej dostałem sms’a , że urządza domówkę. Wyszedłem z mercedesa i poprawiłem skórzaną kurtkę. Schowałem kluczyki do kieszeni i ruszyłem w stronę domu. Głośną muzykę było słychać już na sąsiedniej ulicy. Mój telefon zawibrował. Odblokowałem go.


Od: Andy
Będziemy za kilka minut.


Schowałem iPhona do kieszeni i wszedłem do środka. Dom prawie pękał w szwach od ilości osób. Od razu podszedłem do stołu z alkoholem. Wziąłem puszkę piwa, otworzyłem i duszkiem wypiłem. Wziąłem kolejne. Stanąłem w kącie pokoju, żeby mieć lepszy widok na tańczące panny. Pijąc złotawy napój, moją uwagę przykuła dziewczyna siedząca na kanapie z jakimś gościem. Po chwili niepewności, rozpoznałem ją. To była Kim! Przyjaciółka Cher! Na pewno musiała tu być razem z nią. Zacząłem rozglądać się po pokoju w jej poszukiwaniu. Na próżno. Wyrzuciłem puszkę do worka, który leżał pod stołem. Niespodziewanie ktoś klepnął mnie w plecy. Odwróciłem się zdenerwowany.
-Siema stary-zaśmiał się Andy.
-Joł-przybiliśmy piątkę- masz towar?
-No jasne!
-Chodź na górę!-skinąłem głową.
Zaczęliśmy przeciskać się przez tańczący tłum. Zauważyłem znajomy mi kolor włosów. To bez wątpienia była Cher. Tańczyła z jakimś lamusem. Niech od zabierze od niej swoje łapy!
-Stary, ruchy!-popchnął mnie Nathan.
-Idę no!-syknąłem nie spuszczając oka z dziewczyny.
Cher nie była brzydka. Ale dupę miała dobrą. Przeleciałbym ją. Szkoda, że nic nie wyszło z tej akcji, sprzed kilku dni. Weszliśmy na górę i zamknęliśmy się w łazience. Ktoś, kto by to widział, na pewno by miał dziwne myśli, widząc sześciu chłopaków, wchodzących razem do kibla.
-Wyciągaj-powiedziałem siadając na szafce.
-Daj rękę-nakazał Andy. Podałem mu ją, a on nasypał mi dosyć sporo ,białego proszku. Bez wahania wciągnąłem go nosem. Moje oczy lekko się zaszkliły. Zamrugałem kilka razy, żeby pozbyć się słonego płynu. Chłopacy zrobili to samo. Po chwili poczułem, jak moje serce szybciej bije.
-To co? Idziemy się zabawić-zaśmiał się Andy .
-No pewnie-dodałem i wyszliśmy z łazienki, schodząc na dół.
-Chcesz piwo?-zapytał Andy
-Nie. Znaczy.. idźcie, zaraz przyjdę-powiedziałem z uśmiechem.
-Jak chcesz. My idziemy wyrywać laski-zaśmiał się.

Zacząłem przyglądać się Cher i temu typkowi. Stali dokładnie w tym samym miejscu, gdzie byli przedtem. Piosenka zmieniła się na wolną. Ich dwoje zaczęło się do siebie przybliżać. Musiałem zainterweniować. Podszedłem do nich
-Odbijanko- walnąłem go lekko biodrem, a chłopak odskoczył na bok.
-Justin.. czy ty musisz być wszędzie tam gdzie ja?-zdenerwowała się.
-Zostałem zaproszony. Nie moja wina, że mamy tych samych znajomych kochanie-położyłem jej ręce na moich ramionach, a swoje położyłem na jej biodrach.
-Zostaw mnie-chciała wyrwać się z uścisku, ale ja przycisnąłem ją do siebie.
-Co ty masz na nosie?-zapytała, po czym przejechała swoim malutkim palcem po moim nosie-Justin?! Dragi? Naprawdę?-dodała zła.
-Tak-powiedziałem, a moje ręce wsunąłem pod jej spodnie.
-Zostaw mnie-odsunęła się ode mnie- jeżeli mamy rozmawiać, kiedy jesteś na prochach, to zapomnij o tym!-syknęła, po czym przecisnęła się przez tłum, wychodząc na zewnątrz z tym gościem.

CHER

Wyszliśmy z Austinem przed dom, by zaczerpnąć trochę świeżego powietrza.
-Wszystko w porządku?-zapytał łapiąc mnie za rękę.
-Jasne-skłamałam
-Cher-spojrzał mi w oczy- mi możesz powiedzieć. Chodzi o tego gościa?
-Tak, o niego-westchnęłam.
-Kim on jest?-zapytał z troską.
-To jest… mój były chłopak-ponownie skłamałam.
-Zawsze się tak zachowuje?-zaśmiał się.
-Nie zawsze. Pewnie.. wypił za dużo- w tamtym momencie, kłamstwo było moim drugim imieniem.
-Pewnie tak-dodał, przejeżdżając ręką po moim policzku -Nie możesz dać sobą manipulować.
-Wiem, ale on jest strasznie nachalny- odparłam patrząc mu w oczy.
Austin nic nie odpowiedział. Nachylił się nade mną i delikatnie dotknął moich ust, swoimi. Zrobił to tak delikatnie, że ledwo co poczułam jego wargi na moich.
-Powiedz, żebym przestał, a przestanę- powiedział.
-Nie przestawaj- szepnęłam.
Nasz pocałunek z każdą chwilą stawał się bardziej namiętny. Niespodziewanie Austin jęknął, opadając i przygryzając moją wargę. Złapałam go.
-Wszystko okej?-zapytałam.
Chłopak zaczął gwałtownie kaszleć. Z jego ust zaczęła lecieć krew. Zamarłam.
-Austin!-krzyknęłam.
-Jest dobrze-powiedział biorąc gwałtowne oddechy.
Spojrzałam przed siebie, nadal trzymając go w ramionach. Moim oczom ukazał się Justin. Justin z nożem.
-Chodź-pomogłam mu usiąść na ziemi-zaraz przyjdę. Pooddychaj spokojnie.
-Okej-dodał, a jego klatka gwałtownie się poruszała.

Podeszłam do Justina.
-Czy ciebie do reszty pojebało?-krzyknęłam mu w twarz.
-Musiał wiedzieć, że nie może Cię mieć-dodał obojętnie.
-Nie jestem niczyją własnością do cholery!-warknęłam.
-Jesteś moja!-syknął chowając nóż do kieszeni.
-Nie, nie jestem! Kurwa, co ci odbiło, żeby dźgać bezbronnego chłopaka z plecy?-kontynuowałam.
-Faktycznie kurwa bezbronny! Całował cię! Nie mogłem na to pozwolić-krzyknął- z resztą, nie pamiętasz co zaszło między nami kilka dniu temu? Mogłaś mieć mnie całego-szepnął.
-Już ci powiedziałam, nie jestem twoją własnością i nigdy nią nie będę. Jesteś nic nie wartym skurwielem, któremu zależy tylko na dymaniu. Jeżeli tak cię do tego ciągnie, to idź do burdelu!
Chłopak zwinął rękę w pięść. Zamachnął się i uderzył mnie nią w policzek. Pod wpływem siły, moja głowa skierowała się w prawo. Chwyciłam za bolący policzek. Spojrzałam na rękę. Krew.
Spojrzałam na chłopaka i przewiesiłam swoje ręce na jego szyi. Uśmiechnęłam się sztucznie i najmocniej jak umiałam, uderzyłam go kolanem w krocze. Skulił się pod wpływem bólu. Zostawiłam go, opadającego na ziemię i podbiegłam do Austina. Kilka osób wyszło z domu. Zauważyli całe zamieszanie i podeszli do nas.
-Wszystko w porządku?-zapytałam chłopaka.
-Jest okej-jego oddech się uregulował, co mnie uspokoiło.
-Na co czekacie? Wezwijcie karetkę!-krzyknęłam do patrzących się na nas ludzi.


                                                                          *   *   *

-Jak to się stało? Podejrzewasz może kogoś?-zapytał lekarz.
-Byłem na imprezie. I wie pan, jak to jest na imprezie. Całowałem się i.. na coś się nabiłem-odpowiedział Austin.
-Czyli mam rozumieć, że nikogo pan nie podejrzewa-dodał lekarz.
-Nie-odparł chłopak.
-Dobrze.
-Panie doktorze?-podeszłam do niego- w jakim on jest stanie?
-Nie jest najgorzej. Zszyliśmy ranę na plecach, zatrzymaliśmy krwotok. Zostanie u nas trochę na obserwacji.
-Ale wszystko będzie dobrze?
-Tak, będzie dobrze-uśmiechnął się do mnie- przepraszam, ale czekają na mnie inni pacjenci.
-Oczywiście-uśmiechnęłam się do niego.
Usiadłam przy łóżku chłopaka.
-Jak się czujesz?-zapytałam, chwytając jego rękę.
-Lepiej-uśmiechnął się.
-Bałam się, że coś ci się stało.
-Cher.. to był Justin prawda?-zapytał cicho.
-Tak-spuściłam głowę- nie wiem co mu odbiło!
-On nie był pod wpływem alkoholu, tak?
-Nie-oblizałam usta-ale.. skąd ty to możesz wiedzieć.
-Długa historia-westchnął, nadal trzymając mnie za rękę- Cher, może wydać ci się to dziwne, ale rozmawiając z tobą czuję się, jakbyśmy się znali już długi czas, a nie tylko trzy godziny-zaśmiał się.
-Od pieluchy?-zachichotałam
-Od pieluchy-uśmiechnął się.

KIM

Siedziałam z Lucasem popijając piwo. Ktoś do nas podszedł.
-Lucas?-zapytał ten ktoś- kope lat stary!
-Andy?- i wtedy wszystko stało się jasne.
-No aż tak się nie zmieniłem-zaśmiał się. To był ten Andy. Andy od Justina.
-Zaraz.. Kim?-spojrzał na mnie blondyn.
-Pamiętasz mnie?-zdziwiłam się.
-No pewnie. Jedliśmy razem lunch- uśmiechnął się.
-Piwo?-zapytał go Lucas
-Jasne-odparł, odbierając od niego puszkę.
-Zaraz wracam. Muszę zadzwonić do Cher, bo nigdzie jej nie ma-poinformowałam ich.
-Okej. Ej stary, chodź na górę, mam dobry towar-szepnął mi do ucha, ale na tyle głośno, że usłyszałam.
-Wiem, że chcecie wciągnąć dragi. Spoko, idźcie, ja zaraz wrócę-zdziwieni moją reakcją, zaśmiali się i poszli na górę. Ja poszłam do łazienki, a oni do pokoju.
Wyciągnęłam telefon i wybrałam numer Cher.
-Słucham?-odezwała się.
-Gdzie ty jesteś?-zapytałam.
-W szpitalu.
-Co?! Jak to?! Nic ci nie jest?-spanikowałam.
-Nic mi nie jest. Tylko Austinowi coś się przytrafiło.
-Boże.. gdzie jesteście ?-dopytywałam.
-Na West Boston Road.
-Już tam jade!
-Okej, pa-rozłączyłam się.
Udałam się do pokoju, gdzie byli Lucas i Andy.
-Oo Kim-uśmiechnął się Lucas.
-Boże, jacy narkomani!-zaśmiałam się.
-Chcesz?-zaproponował Andy.
Zawahałam się- no okej.
Nasypał mi białego proszku na rękę.
-Wciągnij nosem-zdziwiłam się, ale tak zrobiłam. Moje oczy zaczęły łzawić.
-Dobra dziewczynka-poklepał mnie po plecach Andy.
-Dobra chłopaki! Musicie mnie zawieźć do szpitala na West Boston Road-dodałam już poważna.
-Dlaczego?-zaśmiał się Andy.
-Bo coś się stało Austinowi, a Cher z nim jest!
-Co?-Lucas zrobił wielkie oczy- jedziemy!

CHER

Leżałam z Austinem na łóżku. Rozmawialiśmy o swoich życiach, rodzinach, o szkole. Był o wiele inny niż Justin. Był wrażliwy, opiekuńczy, miły, troskliwy. A Justin? Kompletna odwrotność!
Ktoś wszedł na salę. To była Kim, Lucas i Andy.
-Andy?-zdziwiłam się.
-Cześć Cher-zaśmiał się. Zapomniałam, że no.. pogodziliśmy się.
-Co się stało?-zapytał Lucas.
-Andy, mogę Cię na słówko?-zapytałam.
-Jasne-wyszliśmy przed salę.
-Trudno mi o tym mówić..
-Co mu jest?-zapytał
-Został dźgnięty nożem w plecy-posmutniałam.
-Boże.. kto mu to zrobił?-spoważniał
-Justin-westchnęłam
-Co?-jego oczy zrobiły się wielkie- to niemożliwe!
-Ale to zrobił!-powiedziałam wyższym tonem!
-Nie wierzę!-potrząsnął głową.
-A mnie uderzył-powiedziałam cicho.
-Co?-jego głos był przepełniony troską
-To co słyszałeś-zamknęłam oczy.
-Tutaj?-dotknął mojego policzka
-Tak.
-To szmata!
-Co? Przecież to twój przyjaciel!-dodałam.
-Ale nie powinien podnosić ręki na kobietę!-syknął cicho.
Westchnęłam.
-Słuchaj.. to nie może tak się skończyć! Justin musi za to zapłacić, nawet jeżeli jest moim przyjacielem.
-On był pod wpływem narkotyków.
-To go nie usprawiedliwia! –dodał- Nie pozwolę na to Cher.
Moje oczy zaszły łzami. Podeszłam do niego i objęłam swoje ręce, w okól jego talii. Zrobił to samo.
-Dziękuję Ci.-szepnęłam.
-Możesz na mnie liczyć, pamiętaj-powiedział.
-Zawiózł być Kim do domu?-zapytałam
-Pewnie-uśmiechnął się.
Weszliśmy na salę.
-Kim ,kochanie Andy cię odwiezie. Ale nie martw się, przyjadę za jakąś godzinę!-przytuliłam ją.
-Okej. Jakby co, to zadzwoń.

Kiedy wyszli, usiadłam przy Austinie.
-Muszę już iść-powiedziałam.
-Dasz mi swój numer?-zapytał
-Jasne-chwyciłam jego telefon i wbiłam numer- zadzwoń, jak będzie działo się coś poważnego.
-Oczywiście-uśmiechnął się.
-Na razie- cmoknęłam go w czoło.
-Tylko tyle?-wymusił smutną minkę.
Pocałowałam go w usta.
-Śpij dobrze-powiedziałam i wyszłam.

Szłam ciemną ulicą, którą oświetlały pojedyncze lampy. Do domu Kim nie było daleko.
Zauważyłam znajomą mi postać, siedzącą na ławce. Podeszłam do krzaka, podsłuchując. To był Just.
-Co ty kurwa zrobiłeś?-powiedział do siebie pociągając nosem- jesteś jebanym skurwielem-podniósł głowę do góry- już nigdy jej nie odzyskasz – otarł oko. Chyba płakał.
Niespodziewanie upadła mi torebka.
-Kto tam jest?-zapytał

___________________________________
Postanowiłam, że będę pisała wydarzenia z perspektywy Justina, Kim, Cher i Austina.

Podoba się wam rozdział ? :)

8 komentarzy:

  1. OMG OMG podjara ale akcja ;D czekam na nn ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. OMG SUPER ROZDZIAŁ JDFHJSFHJDFFSD ♥ DAJ JAK NAJSZYBCIEJ KOLEJNY, CZEKAM <3

    OdpowiedzUsuń
  3. O matko co rozdział to coraz lepiej <3 nie mogę się doczekać nowego rozdziału <3 świetne opowiadanie

    OdpowiedzUsuń
  4. Zajebisty rozdział < 3
    Czekam na nn. c:

    OdpowiedzUsuń
  5. AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA JA PIERDOLE CZEEEEKAM O KURWA ; o

    OdpowiedzUsuń
  6. Musiałaś skończyć w takim momencie ?! iuwejdsgtbfkjwesd : D

    OdpowiedzUsuń
  7. decvfrbgrnhmjythbtgvfsdcfvsgrbthyjnthbg <3

    OdpowiedzUsuń
  8. to jest takie ldjvgnldkfgcvnfkjcvdmhncfvkjd SKOMENTUJESZ
    http://life-can-bieber.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń