Postawiłam pudełko
na stole, po czym spojrzałam na rodziców.
-No otwórz-powiedział tata z uśmiechem na twarzy.
Przez chwilę przyglądałam się różowemu pudełku, po czym otworzyłam je.
Zastygłam.
-To jest niesamowite-wydukałam zachwycona.
Nie spodziewałam się totalnie.
W pudełku były czerwone rękawice bokserskie, ze złotym napisem CHER.
-Nie wiem, jak Wam dziękować-poczułam, jak łzy zbierają się w moich oczach.
-Ale to nie wszystko-dodała z uśmiechem mama.
-Zobacz głębiej-nakazał tata.
Wyciągnęłam rękawice, oglądając je. Następnie położyłam je obok pudełka. Moim oczom ukazały się szorty. Czerwone szorty, ze złotym napisem CHER na pupie.
-Jesteście najlepsi-podeszłam do rodziców zapłakana i ich przytuliłam-kocham Was.
-My ciebie też słoneczko. Wiedzieliśmy, że ci się spodoba-odparł tata, pocierając moje plecy.
-Ale..-dodała mama-to jeszcze nie wszystko.
-Co?-potarłam oczy od łez-jeszcze coś?
-Zaczekaj-powiedziała mama i zniknęła w salonie.
-Naprawdę nie wiem, jak mam wam za to podziękować-ponownie otarłam łzy z policzków.
-Nie musisz kochanie. Chcieliśmy z mamą sprawić ci prezent-odparł z uśmiechem tata.
Mama weszła do kuchni z dość dużą kopertą.
-Proszę myszko-podała mi ją.
-A co to?-zapytałam pociągając nosem.
-Zobacz-powiedział tata.
Otworzyłam kopertę i wyciągnęłam z niej kartkę. Była zgięta na pół, więc ją otworzyłam.
-No otwórz-powiedział tata z uśmiechem na twarzy.
Przez chwilę przyglądałam się różowemu pudełku, po czym otworzyłam je.
Zastygłam.
-To jest niesamowite-wydukałam zachwycona.
Nie spodziewałam się totalnie.
W pudełku były czerwone rękawice bokserskie, ze złotym napisem CHER.
-Nie wiem, jak Wam dziękować-poczułam, jak łzy zbierają się w moich oczach.
-Ale to nie wszystko-dodała z uśmiechem mama.
-Zobacz głębiej-nakazał tata.
Wyciągnęłam rękawice, oglądając je. Następnie położyłam je obok pudełka. Moim oczom ukazały się szorty. Czerwone szorty, ze złotym napisem CHER na pupie.
-Jesteście najlepsi-podeszłam do rodziców zapłakana i ich przytuliłam-kocham Was.
-My ciebie też słoneczko. Wiedzieliśmy, że ci się spodoba-odparł tata, pocierając moje plecy.
-Ale..-dodała mama-to jeszcze nie wszystko.
-Co?-potarłam oczy od łez-jeszcze coś?
-Zaczekaj-powiedziała mama i zniknęła w salonie.
-Naprawdę nie wiem, jak mam wam za to podziękować-ponownie otarłam łzy z policzków.
-Nie musisz kochanie. Chcieliśmy z mamą sprawić ci prezent-odparł z uśmiechem tata.
Mama weszła do kuchni z dość dużą kopertą.
-Proszę myszko-podała mi ją.
-A co to?-zapytałam pociągając nosem.
-Zobacz-powiedział tata.
Otworzyłam kopertę i wyciągnęłam z niej kartkę. Była zgięta na pół, więc ją otworzyłam.
Boston, May 24, 2013.
Zaświadczenie
Z przyjemnością oświadczam, iż Charlotte Reed, uczęszczająca do Studia Boksu na York Road, została przeniesiona do Studia na Circle Way.
z poważaniem
Andrew Dale.
Moje oczy, po raz
kolejny w tym dniu, zaszły słonym płynem. Rozpłakałam się na dobre.
-Jesteście najlepszymi rodzicami na świecie-rzuciłam im się na szyję.
*
*
*
-Jesteście najlepszymi rodzicami na świecie-rzuciłam im się na szyję.
*
*
*
-Nadal to do mnie nie dociera. –uśmiechnęłam się do przyjaciółki.
-Ale-posmutniała- to oznacza, że nie będziemy już razem trenować.
-Nie martw się. Będziemy się widywać po treningach. Z resztą, chodzimy razem do klasy-puściłam jej oczko.
-No tak, ale jednak wspólne treningi.. no wiesz-dodała.
-Nie rozmawiajmy już o tym-uśmiechnęłam się do niej.
-Okej, okej. – ruszyłyśmy korytarzem na stołówkę.
-Znowu zmieniłaś kolor włosów?-dodała po chwili ciszy.
-Miałam odrosty!-powiedziałam cicho, wchodząc do zatłoczonego pomieszczenia.
-Tak, jasne-zachichotała.
-Nie zaczynaj-wywróciłam oczami.
-No ładnie wyglądasz-odparła z uśmiechem, stając ze mną w kolejce po jedzenie.
-Dzięki-zaśmiałam się.
Po chwili czekania, wzięłyśmy spaghetti i usiadłyśmy przy stoliku.
-Więc?-powiedziała Kim, nakładając makaron na widelec- kiedy zaczynasz ?
-Pierwszy trening mam dzisiaj na 18.-dodałam jedząc.
-To fajnie-uśmiechnęła się.
Wiedziałam, że w jakimś stopniu, na pewno jest smutna, ale to strasznie kochane, że się mną interesowała.
-Siema girls- powiedział Just stając obok mnie-mogę?
Spojrzałam na Kim. Skinęła głową.
-Jasne, siadaj- uśmiechnęłam się do niego.
-Widzę zmieniłaś kolorek?-przygryzł wargę.
-Tak-dodałam zadziornie.
-Wyglądasz.. tak gorąco-zachichotał, jedząc swoje spaghetti .
-No wiem-uśmiechnęłam się.
Kim chrząknęła.
-Just, chyba jeszcze nie poznałeś jeszcze mojej przyjaciółki.-dodałam, zakładając włosy za ucho.
-Justin, to jest Kim, Kim, to Justin-Oznajmiłam.
-Cześć-uśmiechnęła się blondynka.
-Siema-dodał obojętnie chłopak.
Westchnęłam. Chyba się nie polubią. A szkoda.
-Ekh-chrząknął Just-Cher, zapomniałem ci powiedzieć-spojrzał na mnie- moi znajomi mogą się tu zaraz pojawić.
-Co?-spoważniałam- dlaczego nie powiedziałeś mi wcześniej?
Nie uzyskałam już odpowiedzi, ponieważ grupka chłopaków usiadła koło nas.
-Elo Just- powiedział uśmiechnięty Andy.
Kiedy go zobaczyłam, zebrało mi się na wymioty.
-Cher, wszystko dobrze?-zapytała Kim.
-Jasne-skłamałam.
-Cześć Cher-przywitał się ze mną Nathan.
-Hej-uśmiechnęłam się.
-Chyba nie znamy jeszcze twojej koleżanki-dodał.
-Chłopaki, to jest Kim, Kim, to jest Nathan, David, Ben, Max i Andy.
Chłopaki przywitali się z moją przyjaciółką.
-To co ? Dzisiaj?-zapytał Ben, Justina.
-Nie mogę, dzisiaj mam trening-odpowiedział, kończąc jedzenie.
-No tak, racja-odparł brunet.
-W takim razie jutro, tam gdzie zawsze-dodał Andy.
-Ok- odpowiedział obojętnie chłopak.
Niechętnie zjadłam swoją porcję spaghetti, po czym wstałam i odniosłam talerz. Wróciłam do stołu i wzięłam torbę.
-Kim, będziemy w kontakcie. Na razie chłopcy, Cześć Just.-powiedziałam, po czym wyszłam ze stołówki.
-Cher, czekaj-pociągnął mnie za nadgarstek znajomy głos.
-Co?-spojrzałam na Justina.
-Co jest?-zapytał z troską w głosie.
-Nic-odparłam spuszczając głos.
-Powiedz mi- podniósł moją głowę, za brodę, tak, żebym mogła spojrzeć mu w oczy.
-To nic takiego, tylko- przerwałam- nie przepadam za Andym i on chyba za mną też-odparłam.
Just zachichotał, po czym usiadł na ławce koło jednej z sal.
-Chodź-poklepał miejsce obok siebie. Usiadłam koło niego.
-Justin, nie zrozum mnie źle. Lubię cię i twoją grupę, ale przy Andym czuję się jakoś dziwnie-oznajmiłam.
-Nie musisz się martwić słońce-uśmiechnął się.
-Ale jak tak z wami siedzę, czuję się dziwnie-odparłam.
-Nie przejmuj się tym. Andy może ci się taki wydawać, ale nie znasz go prywatnie. Nie jest kimś złym-zachichotał.
-Może masz rację-uśmiechnęłam się.
-A jak tam z rodzicami?-zapytał ostrożnie.
-Super!- moja twarz rozpromieniła się.
-To super-zaśmiał się.
-Dostałam dzisiaj od nich prezent-dodałam.
-No proszę-uniósł brwi – a co takiego?
-Rękawice i szorty do boksu-uśmiechnęłam się.
-Zaakceptowali to, że trenujesz?-zapytał ze zdziwieniem.
-Zdziwił byś się-zachichotałam- to nie wszystko.
-No proszę-odwrócił się w moim kierunku, jakbym miała zacząć opowiadać dłuższą historię.
-Od dzisiaj nie trenuję już na York Road –oznajmiłam.
-Co? Jak to?-zdziwił się.
-Bo trenuję na Circle Way-dodałam podekscytowana.
-Żartujesz?-zapytał uśmiechnięty.
-Nie- odparłam szczęśliwa.
-To teraz będziemy spędzać razem więcej czasu-przyciągnął mnie do siebie, obejmując w talii.
-Na to wygląda-uśmiechnęłam się.
-Cieszę się-odparł, poprawiając włosy.
-Just?-zapytałam.
-Tak?-zmienił wyraz twarzy, na poważny.
-Na którą masz dzisiaj trening?-zapytałam.
-Na 18. A co?-uśmiechnął się.
-Podjechał byś po mnie? Nie wiem, jak tam trafić- zarumieniłam się
-Z chęcią-przygryzł wargę.
-Dzięki-cmoknęłam go w policzek.
*
*
*
-Mamo, tato! Wychodzę!-powiedziałam zakładając torbę na ramię.
-Wzięłam wszystko?-zapytał tata
-Tak, wzięłam i rękawice i szorty tatusiu-uśmiechnęłam się do niego.
-Dobrze –odwzajemnił uśmiech- jesteś pewna, że nie mam cię podwozić?
-Tak, jestem pewna. Kolega mnie tam zawiezie. Także tam trenuje-dodałam.
-No dobrze. To do zobaczenia-oznajmiła mama.
-Pa-powiedziałam wychodząc z domu i zamykając za sobą drzwi.
Stanęłam na schodkach, zauważając samochód Justina.
Podeszłam do niego, otworzyłam drzwi i usiadłam obok miejsca kierowcy.
-Cześć beauty -powiedział i pocałował mnie w policzek.
-Cześć-dodałam czując, jak moje policzki robią się czerwone.
-Gotowa na wycisk?- zachichotał.
-Tak, gotowa- oznajmiłam.
Chłopak odpalił silnik i ruszyliśmy.
Po kilku minutach byliśmy na miejscu.
Podczas, gdy jechaliśmy, wypytywałam się bruneta, jak tu jest.
-Chodź Cher-zaśmiał się –nie bój się
-Nie boję się-powiedziałam wychodząc z samochodu- po prostu się denerwuję.
-Nie masz czym. Ludzie tu są mili –objął mnie i ruszyliśmy w stronę Studia.
Weszliśmy do środka. Mój żołądek skręcał się ze zdenerwowania.
Justin podał lasce przy kasie, kawałek papieru, a ona przybiła na nim pieczątkę i oddała mu, prawdopodobnie karnet.
-Ja miałam pokazać to-podałam jej zaświadczenie.
-No tak-uśmiechnęła się- to ty jesteś tą nową
-Tak, to ja- odwzajemniłam uśmiech.
-Już wypiszę ci karnet i będziesz mogła iść- oznajmiła
-Wszystko okej?-zapytał Just
-Jasne-uśmiechnęłam się do niego.
-Proszę bardzo-podała mi zaświadczenie i mój karnet – przy każdym treningu, będziesz musiała podać mi karnet, a ja go podbiję.
Miłego treningu- uśmiechnęła się.
Schowałam kartki do torby i ruszyłam w stronę szatni.
-I tu nasze drogi się rozchodzą-powiedział Just, wypuszczając mnie z objęcia.
-Słucham?-zapytałam zdziwiona.
-Ty idziesz do damskiej, a ja do męskiej- zaśmiał się poprawiając włosy.
-No tak-zarumieniłam się.
-Nie denerwuj się, to tylko chwila. Zaraz znowu się spotkamy- puścił mi oczko i zniknął w swojej szatni.
Westchnęłam. Pchnęłam drzwi od szatni i weszłam do środka.
Moim oczom ukazały się cztery dziewczyny.
-Cześć-przywitałam się z nimi.
-O cześć-wydawały się okej – jesteś tu nowa?
-Tak-oznajmiłam.
-Jestem Lilly- blondynka rozłożyła ręce, chcąc żebym ją przytuliła.
-Cher-przytuliłam ją.
-Ja jestem Nicole-przytuliłyśmy się.
-A ja Megan-również się przytuliłyśmy.
-Miło was poznać-uśmiechnęłam się.
-Pierwszy raz tutaj?-zapytała Nicole.
-Tak. Rodzice mnie tu przenieśli z York Road-dodałam, zakładając moje nowe szorty.
-Fajne gatki-zaśmiała się Lilly.
-Prezent od rodziców-odparłam.
-Chodźcie, bo trener się zdenerwuje, że nas nie ma-oznajmiła Megan i wszystkie w czwórkę, wyszłyśmy z szatni.
-Megan?-zapytałam.
-Ta?
-Kto to tamta czarna?-zapytałam spoglądając na czwartą dziewczynę, która była w szatni.
-To Lizy. Jest tu najlepsza. Nie przyjaźni się z nikim. Taka Zosia samosia-zaśmiała się.
-Okej-zachichotałam.
Weszłyśmy na salę. Zaniemówiłam. Była z trzy razy większa od ten na York Road i ten cały sprzęt.
Bardzo się cieszyłam, że tutaj jestem.
Zobaczyłam, ja Justin podąża w moim kierunku.
-I co?-objął mnie- jest tu aż tak źle?
-Nie-odparłam z uśmiechem- jest super.
-Wiedziałem, że długo nie będziesz się martwić-szepnął mi do ucha.
-Chłopaki zbiórka!-krzyknął trener.
-Muszę iść-puścił mnie z objęcia –daj z siebie wszystko, beauty-uśmiechną się i poszedł do innych chłopaków.
-Ty go znasz?-zapytała Nicole.
-Tak, a w czym problem?-zapytałam.
-To twój chłopak?-podeszła do nas Lilly.
-Nie-odparłam.
-Radziłabym ci uważać. Nie obściskujcie się tutaj w Studiu- dodała Megan.
-A dlaczego nie?-zapytałam, nie ogarniając.
-On podoba się Lizy- odparła Megan.
-Więc?-zapytałam ze zdziwieniem.
-Więc lepiej z nią nie zadzierać-ciągnęła Megan- jest lepsza od nas wszystkich razem wziętych. A kiedy czegoś chce, dostaje to.
Spojrzałam w kierunku Lizy. Patrzyła na mnie.
Szybko odwróciłam wzrok.
-Nie boję się jej-oznajmiłam.
-Ale uważaj na nią- ostrzegła mnie Lilly
-No dobrze- wywróciłam oczami.
Dziewczyny zaśmiały się. Chyba je polubiłam, a one mnie.
Na salę wszedł dobrze zbudowany mężczyzna.
-Dobra laski! Zbiórka! Raz, raz!- stanęłyśmy w szeregu przed nim.
To zapewne nasz trener.
-Gdzie nasza nowa koleżanka?- zapytał.
-Tu -wyszłam przed szereg.
-Świetnie-uśmiechnął się- zapewne już poznałaś dziewczyny. Ja jestem Andrew. Twój trener. Zajęcia mamy w czwartki, piątki i poniedziałki na 18. Lepiej się nie spóźniaj- uśmiechnął się.
-Jasne-uśmiechnęłam się do niego.
-Dobra laski! 5 kołeczek i zaczynamy trening!-krzyknął.
Zrobiłyśmy 5 kółek i stanęłyśmy przed trenerem.
-Dobra. Brać rękawice i do roboty!-nakazał. –Cher-skinął, żebym podeszła od niego- masz rękawce?
-Tak-dodałam.
-Super. To będzie twój worek. Tylko ty na nim ćwiczysz, jasne?
Przytaknęłam.
-Dobra dziewczynka-poklepał mnie po plecach- a teraz wal w ten wór, jakbyś chciała kogoś pobić.
-Okej-zachichotałam.
-Laski, do roboty!-wydarł się trener.
Zaczęłam uderzać w worek tak, jak umiałam najlepiej.
-Dobrze Cher-pochwalił mnie Andrew, co dodało mi satysfakcji.
Zauważyłam, jak Just trenuje drugim końcu Sali. Był skupiony, a jego spocony podkoszulek przylegał do jego umięśnionego ciała. Wyglądał bardzo seksownie.
-Cher, nie obijaj się!-krzyknął trener.
Zaczęłam mocniej walić w worek.
Po dłuższym czasie, trener zagwizdał.
-Dobra dziewczyny! Na dzisiaj to tyle! Zróbcie jeszcze 2 kółeczka i do szatni!-krzyknął.
Po przebiegnięciu kółeczek, weszłyśmy do szatni.
-I jak?-zapytała Megan- jak ci się podobało?
-Super-odpowiedziałam, przebierając się.
-To fajnie, że ci się tu podoba-dodała Nicole.
-Tu jest świetnie-odparłam.
Lizy westchnęła i zapanowała niezręczna cisza.
-Dobra dziewczyny, to do jutra. Justin na mnie czeka, Na razie-uśmiechnęłam się do nich .
-Cześć Cher-odpowiedziały, a ja wyszłam z szatni.
Wyszłam przed budynek, czekając na chłopaka.
Ktoś złapał mnie za rękę.
-Posłuchaj mnie ruda!-warknęła Lizy trzymając mnie mocno za rękę- odczep się od Justina.
-Bo co?-syknęłam
-Bo nie będziesz już musiała martwić się oddychaniem-z jej oczu można było wyczytać jedynie gniew.
_______________________________________
Jest i 11 rozdział :)
Na dole rozmieściłam zdjęcia, jak mniej więcej wyobrażam sobie dane postaci :)
Kim
Megan
Nicole
Lilly
Lizy
Andy
Nathan
Ben
Max
David
Ouuuuu Świetny ;d czekam na nn ;)
OdpowiedzUsuńświetne <3 <3 <3 <3
OdpowiedzUsuńUhuh, no to się zaczęło *_* : D
OdpowiedzUsuń