niedziela, 2 czerwca 2013

Sixteen.


CHER

-Słucham?!-zapytałam zaskoczona.
-Nieważne- dodał oschle.
Zmieszana tą sytuacją nie wiedziałam co mam powiedzieć, dlatego postanowiłam nic już nie mówić. Wypiłam do końca swoją herbatę. Robiło się między nami dziwne napięcie, dlatego postanowiłam się odezwać.
-Wybaczam Ci-oznajmiłam.
Just momentalnie podniósł głowę, jakby czekał, aż coś powiem. Jego oczy zabłyszczały.
-Poważnie?-uniósł kącik ust.
-Tak-byłam obojętna.
-Cher, ja obiecuję, że będę nad sobą panował-odparł szybko podekscytowany.
-Nie skończyłam. Wybaczam ci tą sprawę z narkotykami. Ale to co zrobiłeś Austinowi ci nie wybaczę.- chwyciłam swoją torebkę i wyszłam.

JUSTIN
-Proszę-odpowiedział głos zza drzwi.
Wszedłem do środka.
-Cześć Austin-odparłem sucho.
-Co ty tu robisz?-zapytał dziwnie.
-Chciałem pogadać w cztery oczy-powiedziałem.
-No okej- zszedł z łóżka i stanął naprzeciwko mnie.
-Odczep się od Cher-syknąłem.
-Słucham?-zaśmiał się.
-Dobrze słyszałeś. Odwal się od niej- powtórzyłem wyższym tonem, trzymając ręce w kieszeniach tak, że wystawały mi tylko kciuki.
-Bo?-jego źrenice się powiększyły.
-Bo następnym razem mogę zrobić ci coś gorszego-odparłem.
-Grozisz mi?-odparł uśmiechnięty.
-Można też tak to nazwać-wywróciłem oczami.
-Czyli mi grozisz-dodał z pogardą.
-Posłuchaj mnie. Gdyby wtedy nie było przy tobie Cher, skończyłbyś gorzej, więc się ciesz, że jeszcze żyjesz lamusie-warknąłem.
-Chyba masz ze sobą problemy chłopcze -zachichotał.
-Chyba niczego nie rozumiesz-także się zaśmiałem.
-Nie od czepię się od niej-dodał poważnie.
-Bo?-przedłużyłem.
-Bo jesteś dla niej potworem-syknął.
-Odszczekaj to!-warknąłem przez zaciśniętą szczękę.
-Nie! Wszyscy, którzy Cię chociaż raz w życiu widzieli, powiedzą to samo! Bawisz się uczuciami innych. Jesteś potworem i nie zasługujesz na Charlotte-dodał prawie krzycząc.
-Nie wpieprzaj się w nie swoje sprawy, bo możesz skończyć gorzej niż teraz!-byłem już totalnie zły.
-Będę się wpieprzał, bo Cher nie zasługuje na takie traktowanie! –powiedział podchodząc do mnie bliżej.
-Odszczekaj to natychmiast-chwyciłem ręką za jego bluzę, podnosząc pięść.
-Co się tu dzieje?! Ochrona!-krzyknął lekarz, wchodząc na salę.
Na salę wbiegło dwóch wysokich gości, którzy od razu chwycili mnie za ręce.
-Jeszcze się policzymy-syknąłem spode łba, a ochrona wyprowadziła mnie z budynku.

Stanąłem i otrzepałem swoją kurtkę.
-Mógłbym sam wyjść-krzyknąłem do wejścia, w którym znikali ochroniarze.
Obróciłem się na pięcie. Pełno ludzi patrzyło się na mnie. Wyciągnąłem paczkę papierosów z kieszeni. Wziąłem jednego i podpaliłem. Schodząc po schodach, zaciągnąłem się.
-Co się gapisz?-syknąłem do jakiejś babci, która przeszywała mnie wzrokiem, jak inni staruszkowie.
Pokręciła głową i sobie poszła. Podszedłem do mojej Yamahy. Wyrzuciłem w połowie spalonego papierosa i go zdeptałem. Wsiadłem na motor i odjechałem spod szpitala.

                                                             

                                                                                             *  *  *

Waliłem w worek z  taką siłą, jaką tylko w sobie miałem.
-Co tu robisz?-rozległ się dziewczęcy głos z końca sali. Automatycznie się odwróciłem.
-Mógłbym zapytać o to samo -syknąłem.
-To studio mojego taty-dodała zadowolona.
-Fajnie-odparłem sucho i wróciłem do swojego zajęcia.
Usłyszałem, jak idzie w moją stronę.
-Justin. Widzę, że coś cię gryzie-stanęła obok worka, pewnie dlatego, żebym na nią spojrzał.
-Przypomnij mi swoje imię kochanie-uśmiechnąłem się.
-Lizy-odparła.
-Więc Lizy. Nie potrzebuję twojej pomocy. Nic mi nie jest. Przyszedłem tu po prostu, żeby się odstresować-mówiłem waląc w worek.
-Nie wierzę ci- skrzyżowała ręce na piersi.
-Wierz czy nie-ściągnąłem rękawice- nie potrzebuję twojej pomocy mała.
-Chodzi o Cher, prawda?-spoważniała.
-Nawet jeśli, nie musisz zaprzątać sobie tym główki skarbie-zachichotałem.
-Czyli chodzi o nią-dodała z radością.
Miała rację. Zacząłem walić w worek jeszcze mocniej.
-Źle to robisz. Daj-uśmiechnęła się i wzięła rękawice. Stanęła przed workiem i zaczęła mi tłumaczyć, jak powinienem dobrze uderzyć.
-Jesteś dobra-oblizałem usta.
-Jasne-wywróciła oczami.
Dziewczyna poszła usiąść na ławkę, a ja podszedłem do torby po wodę. Napiłem się, po czym usiadłem koło niej.
-Śledziłaś mnie-spojrzałem na nią.
-Co? Nie! No co ty!-speszyła się.
-Lizy-spojrzałem na nią z uśmiechem.
-Nie śledziłam cię! To by było.. co najmniej dziwne!-odparła
-Ja i tak wiem, że mnie śledziłaś-upierałem się.
-Nie!-powiedziała
-Tak- zaprzeczyłem jej słowom.
-Nie!
-Tak!
-Nie!
-Tak!
-Nie!
-Tak!
-Nie!
-Tak!
-Nie!
-Nie!-zażartowałem.
-Tak!-odpowiedziała.
-Haha-zaśmiałem się.
-Co? Nie!-wstała, a jej policzy się zaróżowiły.
-Lizy-spojrzałem na nią spode łba.
Dziewczyna spuściła głowę. Podszedłem do niej i chwyciłem za brodę, podnosząc ją. Spojrzałem w jej piękne, niebieskie oczy. Pocałowałem ją lekko w kącik ust.
-Dlaczego to zrobiłeś?-zająknęła się.
-Nie mogłem się powstrzymać. Jesteś taka piękna-uśmiechnąłem się.
Jej policzki stały się jeszcze bardziej czerwone.
-Na razie-pocałowałem ją ponownie, tyle że w policzek- Lizy.
Chwyciłem za torbę i wszedłem do sali. Stanąłem za ścianą tak, abym mógł zobaczyć co robi Lizy.
Nie spodziewałem się po niej takiej reakcji. Zaczęła skakać, piszczeć, robić gwiazdy i salta.
Chłopacy mieli rację.
Podobam jej się.

CHER

Unikałam dzisiaj Justina, jak ognia. Niby się pogodziliśmy, ale jakoś dziwnie mi przebywać w jego towarzystwie.
-Dzięki tato. Z Kim wrócimy autobusem-powiedziałam wysiadając z samochodu.
-Dobrze córeczko. Udanego treningu-pomachał mi i odjechał .
Weszłam do studia i przywitałam się z dziewczynami.
-Cześć dziewczyny-powiedziała Lizy, wchodząc do szatni.
-Cześć-przeciągnęła Megan.
-Co tam?-zapytała uśmiechnięta.
-Dobrze.. chyba-powiedziała Nicole.
-To super-zachichotała, przebierając się.
Wysłałyśmy sobie z Meg dziwne spojrzenia. Coś było nie tak. Lizy, która nigdy się do nikogo nie odzywała, która była zawsze ponura i mierzyła wszystkich wzrokiem, była miła.
-Ej, Cher. Możemy chwilkę porozmawiać?-zapytała uśmiechnięta Lizy.
-No jasne-zmieszałam się, a dziewczyna chwyciła mnie za nadgarstek i wyprowadziła przed szatnię.
-Słuchaj Cher, chciałam Cię przeprosić-zaczęła.
-Co?-zdziwiłam się.
-Chciałam Cię przeprosić. No wiesz, za to co się stało ostatnio przed studiem-zachichotała.
-Lizy czemu jesteś taka szczęśliwa?-musiałam o to zapytać.
-Ale ja zawsze jestem szczęśliwa!-dodała z uśmiechem.
-Nie obraź się, ale nie jesteś-odparłam.
-Mam po prostu dobry humor. Więc jeszcze raz przepraszam.
-Nie ma sprawy-odpowiedziałam.
-Ej dziewczyny jest zbiórka!- powiedziała zza drzwi Megan.
-Już idziemy-odpowiedziała za mnie Lizy, po czym chwyciła mnie za rękę i przeszłyśmy przez szatnię na salę.

-Dobrze że jesteście już wszystkie-odparł trener spoglądając na mnie i Lizy- zanim zaczniemy.. Mamy nową koleżankę.
-Cześć-powiedziała nieśmiało.
-To jest Mandy-dodał trener.
Mandy była naprawdę bardzo ładną dziewczyną. Miała bardzo długie, brązowe włosy. Była troszkę grubsza niż my. Nie była gruba, była.. normalna. To właśnie sprawiało, że była taka piękna.
-Cześć Mandy-powiedziałam do niej.
-Cześć-uśmiechnęła się do mnie.
-Dobra laski! To robicie dwa kółeczka i będziecie ćwiczyć w parach.
Zaczęłyśmy biec. Podbiegłam do Mandy.
-Jestem Cher-powiedziałam w biegu.
-Miło mi cię poznać-zachichotała, poprawiając włosy.
-Trenowałaś już kiedyś boks?-zapytałam.
-Ej stary! Patrz jaki pulpecik!-krzyknął jeden z chłopaków.
-O matko, szkoda że nie wziąłem chleba, bo tyle tu pasztetu-zaczął sobie kpić drugi.
-O jezu! Hahahah jaki klopsik-zaśmiał się jeszcze kolejny.
-Spójrz na swój krzywy ryj!-odkrzyknęłam im.
Mandy zrobiła się smutna. To nie było w porządku co do niej.
-Nie przejmuj się nimi. To palanty -wywróciłam oczami, a Mandy się zaśmiała.
-Dobierajcie się w pary dziewczyny!-krzyknął trener
Chciałam być w parze z Madny, ale ktoś chwycił mój nadgarstek i pociągnął do siebie.
-Cher będziesz ze mną w parze?-zapytała uśmiechnięta Lizy.
-Pewnie-zmieszałam się.
-Dobra! Bierzcie rękawice i ćwiczycie uniki przed ciosami! Ruchy laski! Do roboty!-krzyczał trener.

Lizy podała mi rękawice i zaczęłyśmy ćwiczyć. Lizy wykonywała ciosy, a ja próbowałam ich uniknąć. I tak na zmianę. Dziewczyna co chwilę spoglądała w jakieś miejsce. Odwróciłam się.
-I wszystko jasne- pomyślałam.
Patrzyła na Justina.
-Lizy, idę się napić-oznajmiłam jej.
-Jasne-odparła, wycierając czoło.
Podeszłam do mojej torby, która jak na złość znajdowała się koło Justina.
Wyciągnęłam butelkę i się napiłam.
-Kolejna ofiara?-zapytałam z kpiną chłopaka.
-Masz coś konkretnego na myśli?-chyba domyślił się moich zamiarów.
-Nie, skąd. Tylko Lizy jest dzisiaj dziwnie miła-spojrzałam na bruneta.
-Przecież wszystko sobie wyjaśniliśmy. Dlaczego się tak zachowujesz?-objął mnie w talii.
-Nie próbuj ogarnąć dziewczyny przed okresem skarbie-założyłam ręce za jego szyję.
-Jesteś przed okresem?-poruszył brwiami.
-Nie, po-zachichotałam.
-Czyli jesteś płodna- zaśmiał się.
-Nie dla psa kiełbasa- wyrwałam się z „uścisku”.
Schowałam wodę do torby.
-To na razie.. Justin-zrobiłam smutną minkę.
-Nie dasz buziaka?-próbował zgapić mój wyraz twarzy.
-Chodź tu-zrobiłam dzióbek i przycisnęłam swoje wargi do jego.
Po chwili poczułam jego język na swojej wardze.
-Na razie-uśmiechnęłam się i poszłam do przyglądającej się całemu zdarzeniu Lizy.
-To co gotowa?-zapytałam ją uśmiechnięta.
-Pewnie-odpowiedziała poważnie.

KIM

Stałam pod studiem na Circle Way, czekając na Cher. Kolana wystawały mi z obcisłych, wytartych rurek. Na nogach miałam czarne, znoszone Vansy, a na czarną bokserkę narzuciłam koszulę moro.
Blond loki opadały na moich ramionach. W uszach miałam słuchawki, a na nosie czarne okulary.
Ze studia wybiegł Justin. Spojrzał na mnie.
-Hej piękna-powiedział zawadiacko.
Zachichotałam, wyciągając słuchawki.
-Nic nie odpowiesz mała?-podszedł bliżej.
-Za wysokie progi Justin-powiedziałam, ściągając okulary.
- O fuj!-spoważniał.
Podszedł do, jak mi się wydaje, swojego samochodu. Z budynku wybiegła dziewczyna o czarnych włosach. Kiedy zobaczyła Justina,  uregulowała kroki. Podeszła do niego.
-Cześć Justin-powiedziała sztucznie.
Włożyłam słuchawki do uszu, żeby myśleli, że nie słyszę. Zaczęłam udawać, że ruszam głową w rytm muzyki.
-Lizy?-zdziwił się-Znów mnie śledziłaś?-zaśmiał się.
-Co? Nie! Ja tylko wychodziłam i cię zobaczyłam, dlatego postanowiłam podejść-zachichotała.
-Okej. To cię podwiozę-oznajmił otwierając drzwi auta.
-Ale ja mieszkam kilka ulic dalej-zaprotestowała.
-W takim razie, jedziemy do mnie-pokazał jej ręką, żeby weszła do środka samochodu.
Zamknął za nią drzwi.
-Kim, następnym razem, jak chcesz podsłuchiwać to rób to bardziej dyskretnie, bo gdybyś słuchała muzyki, nie ruszałabyś głową- wysłał mi buziaka.
Udałam, że go złapałam i przyłożyłam go do ust, po czym sama udałam, że wysyłam mu buziaka. Także udał, że go złapał i przyłożył go sobie do serca.
Zaśmiałam się. Podszedł do mnie, zostawiając Lizy samą w samochodzie.
-Kiedy masz wolne?-zachichotał, kładąc rękę koło mojej głowy.
-Teraz-zażartowałam.
-Oh, doprawdy?-spojrzał na mnie spode łba, przybliżając się.
Muszę przyznać, wyglądał seksownie. Gdyby nie to, że Cher z nim kręci, wzięłabym się za niego.
-Doprawdy-przygryzłam wargę.
Chłopak przybliżył swoją twarz do mojej. Miał piękne, czekoladowe oczy.
Pocałował mnie. Z każdą chwilą, nasz pocałunek stawał się namiętniejszy. Chłopak wsunął swój język. Złapałam go za szyję, przyciągając do siebie, a on przycisnął mnie do muru, podnosząc moją prawą nogę. Chciałam czuć się tak już zawsze. Odepchnęłam się od niego.
-Jak już mówiłam, za wysokie progi Justin-uśmiechnęłam się.
-Do zobaczenia Kim-oblizał usta i wsiadł do samochodu, w którym czekała na niego Lizy.
Patrzyłam jak odpala samochód i odjeżdża.
Ze studia wybiegła Cher.
-Przepraszam, że tyle musiałaś czekać, ale rozmawiałam z trenerem-cmoknęła mnie w policzek.
-Nic się nie stało-odparłam.
-Pamiętasz tą Lizy?-zapytała.
-Jakbym mogła nie pamiętać-zakpiłam.
Zaczęłyśmy iść.
-Była dziś strasznie dziwna- skrzywiła się.
- A co z Justinem?-zmieniłam temat.
-No tak jakby.. całowaliśmy się-odpowiedziała zmieszana.
-Co? Ale wy przecież..
-Opowiem ci wszystko w domu-przerwała mi.

___________________________________

DOŁĄCZ DO INFORMOWANYCH!
WPISZ SWOJĄ NAZWĘ Z TWITTERA TUTAJ --> http://crazylifewithbieber.blogspot.com/p/informow.html I BĄDŹ NA BIEŻĄCO !!