JUSTIN
-Kto tam jest?-zapytałem
Nie otrzymałem odpowiedzi. Pewnie się przesłyszałem. Otarłem oko od słonego płynu.
Wszystkie zmartwienia wróciły. Nie wiem, jak mogłem na to pozwolić.
Prochy wzięły górę nade mną. Normalnie bym tego nie zrobił. Lubię Cher, chyba nawet bardzo, ale nigdy nie postąpiłbym tak na trzeźwo. Pociągnąłem nosem. Jestem totalnym palantem.
Skrzywdziłem dziewczynę, na której mi zależało. Na początku narkotyki, a potem ten cały Austin.
Przecież to jej wybór, czy woli jego czy mnie. Powinienem od razu jej wszystko wytłumaczyć.. jestem idiotą. Cher jest cudowną dziewczyną. Ma charakter, potrafi zawalczyć o swoje.
Jest mądra, zabawna, seksowna, piękna i tak słodko się rumieni, kiedy mówię jej jakiś komplement.
Nie wybaczy mi. Ja to wszystko robiłem, bo mi na niej zależy. Wszystko stracone.
CHER
-Cześć kochanie-cmoknęła mnie w policzek Kim- Matko! Jesteś cała przemoczona!
-Złapał mnie dreszcz-odpowiedziałam ze sztucznym uśmiechem.
-Chodź, dam ci coś suchego-przytuliła mnie.
Mój telefon zawibrował. Wyciągnęłam go. Nieznany numer dzwoni.
-Słucham?-zapytałam.
-Cher, tu Austin! Stało się coś strasznego-odpowiedział.
-Boże, co jest?-przestraszyłam się.
-Tęsknie!-odparł.
Zachichotałam.
-Austin, to miała być naprawdę wyjątkowa sytuacja-mój humor się poprawił.
-Ale to jest wyjątkowa sytuacja-udawał smutnego.
-Musisz wytrzymać do rana. Przyjdę zaraz jak wstanę-powiedziałam.
-No okej. Śpij dobrze-dał mi buziaka do telefonu.
-Dobranoc-zaśmiałam się.
Weszłam po schodach, do pokoju przyjaciółki.
-Kto dzwonił?-uśmiechnęła się.
-Austin-odparłam siadając na łóżku.
-Cher. Powiesz mi jak to się stało?-zapytała po chwili, pocierając moje ramie.
-Chłopcy ci nie powiedzieli?-zdziwiłam się.
-Nie-wywróciła oczami.
Westchnęłam.
-Jak nie czujesz się dobrze, to nie musisz-zapewniła.
-Nie, jest okej. –spuściłam głowę- Zaczęło się na imprezie. Tańczyłam z Austinem.
Rozmawialiśmy, śmialiśmy się, wszystko było dobrze. Nagle podszedł Just i mnie mu odbił. Był na prochach- westchnęłam-pokłóciłam się z nim i wyszłam z Austinem na zewnątrz. Zaczęłam mu się tłumaczyć z głupiego zachowania Justina. Powiedziałam, że jest moim byłym chłopakiem i był pod wpływem alkoholu. Chłopak powiedział, że nie mogę dać sobą manipulować. Pocałował mnie- przerwałam- Trwało to dłuższą chwilę. Niespodziewanie chłopak na mnie upadł. Zaczął kaszleć i pluć krwią. Wtedy zobaczyłam Justina. Z nożem. Pomogłam Austinowi usiąść i podeszłam do niego. Zaczęliśmy się kłócić, a on –westchnęłam- on mnie uderzył- moje oczy zaszły łzami.
-Zaraz… co zrobił?-wytrzeszczyła oczy.
-Nie karz mi tego powtarzać-pociągnęłam nosem.
-Cher kochanie-przytuliła mnie do swojej klatki piersiowej.
Ponownie pociągnęłam nosem. Zapanowała między nami niezręczna cisza.
-Nie wiem co powiedzieć-otarłam policzek.
-Nic nie musisz mówić bejb-odparła, nadal do mnie przytulona.
-Dasz mi coś suchego?-zapytałam.
-Jasne, już-wstała i podeszła do szafy. Wyciągnęła parę spodenek i bluzkę. –Proszę.
-Mogę wziąć prysznic?
-Jeszcze się pytasz?- zdziwiła się- idź, a ja zrobię coś do jedzenia.
-Kocham Cię-cmoknęłam ją w policzek.
AUSTIN
Obudziła mnie sprzątaczka. Zaczęła myć podłogi w mojej sali. Zjadłem śniadanie i zacząłem czytać książkę, którą przyniosła mi mama. Lekarz oznajmił, że wyjdę stąd za kilka dni.
Ciągle nie rozumiem tego, dlaczego ten Justin to zrobił. Przecież nic mu nie zrobiłem.
Tylko.. pocałowałem się z Cher. Była smutna, chciałem ją pocieszyć.
Niespodziewanie, ktoś wszedł na salę.
-Cześć-powiedziała Cher, z wymalowanym uśmiechem.
-Cześć piękna-odpowiedziałem, odkładając książkę i siadając.
-Jak się czujesz?-zapytała siadając na łóżku.
-Jest dobrze-złapałem ją za rękę.
-Przyniosłam Ci coś -wstała i chwyciła za swoją torbę- zapewne szpitalne jedzenie niezbyt ci smakuje co?
-Nie bardzo-skrzywiłem się.
-Dlatego przyniosłam ci coś dobrego- zachichotała- Jabłka, pomarańcze, banany, czekoladę, cukierki, jogurty..
-Cher-przerwałem jej- ja tu nie zostaję na wieki -zaśmiałem się.
-No nie, ale ..
-Nie potrzeba mi aż tyle, ale dziękuję. Jesteś kochana- cmoknąłem ją w czoło.
-Jak się czujesz?-zapytała
-Powtarzasz się- dodałem z uśmiechem.
Policzki dziewczyny zmieszały się z kolorem jej włosów.
Ktoś wszedł na salę.
CHER
-Co ty tu robisz?-wstałam gwałtownie kiedy ktoś wszedł na salę.
-Chciałem porozmawiać-odparł.
-Możemy pogadać gdzie indziej, nie tu!-syknęłam.
-Nie z tobą. Z nim-pokazał na Austina.
-Ze mną?-zdziwił się.
-Tak, z tobą-dodał ze sztucznym uśmiechem- Cher zostawisz nas samych?
-Niech zostanie-dodał szybko Austin.
Zmieszał się.
-No okej-westchnął.
Justin przez chwilę patrzył na swoje supry, aż spojrzał na leżącego na łóżku Austina.
-Przepraszam-powiedział cicho.
-Słucham?-zdziwił się Aust.
-Powiedziałem, że przepraszam- dodał poważniej.
-Wiem co powiedziałeś, ale.. ty mnie przepraszasz?-był wyraźnie zdziwiony.
-Tak. Nie wiem, co we mnie wtedy wstąpiło-westchnął-zachowałem się ostatni gówniarz, wiem o tym. Dlatego przyszedłem Cię przeprosić-dodał.
-Nie spodziewałem się tego-odparł Austin.
-Naprawdę, jest mi z tym źle, wiedząc, że masz mi to za złe.
-Nie mam ci tego za złe.
-Co?-zdziwił się Just.
-Wiem, że byłeś na prochach-powiedział.
-Zaraz, co?-zapytał zdziwiony- Cher, powiedziałaś mu!?-wkurzył się.
-Nic mi nie mówiła-odpowiedział za mnie Austin- sam się domyśliłem.
-Jak?-Justin nadal nie rozumiał.
-Stary, nikt by czegoś takiego nie robił po alkoholu-zaśmiał się.
-Możliwe-odparł obojętnie- Jeszcze raz przepraszam.
-Spoko, wybaczam-uśmiechnął się.
-Fajnie. To.. na razie-uniósł kącik ust, jako uśmiech i skierował się do wyjścia.
-Justin!-wstałam nagle-możemy porozmawiać?
-Jasne-zdziwił się.
-Zaraz wracam-uśmiechnęłam się do Austina i wyszłam z Justinem na korytarz.
-Co się stało, że chcesz ze mną rozmawiać?-zadrwił.
-Już zaczynasz?-poprawiłam włosy.
-Mów, trochę mi się spieszy-odparł.
-Chciałam Ci powiedzieć, że mnie zaskoczyłeś. Nie spodziewałam się, że przyjdziesz tu i osobiście przeprosisz Austina.
-Też się tego nie spodziewałem- uśmiechnął się sztucznie.
-Możesz przestać się tak zachowywać?-podirytowałam się.
-Jak ?-uniósł brwi.
-Jakby nic na świecie Cię nie obchodziło!-powiedziałam wyższym tonem.
-Cher-westchnął- to nie jest tak..
-A jak?-zapytałam.
-Ty o niczym nie wiesz-usiadł na krześle.
-To może mi powiesz?-zaproponowałam.
Był wyraźnie zdziwiony odpowiedzią.
-Na pewno chcesz wiedzieć?-upewnił się.
-Tak-opowiedziałam bez chwili zawahania.
-Okej. Ale nie tutaj. Wolałbym.. w jakimś innym miejscu- zmieszał się.
-Dobra. Pójdę tylko po torebkę-oznajmiłam.
Weszłam na salę.
-Austin, nie będziesz się gniewał, jak przyjdę później?-zapytałam.
-Nie, no co ty. Przecież nie masz na piśmie, że musisz ze mną tu siedzieć-zaśmiał się.
-Przyjadę wieczorem dobrze?-uśmiechnęłam się.
-Jasne.
-Pa-pocałowałam go w policzek i wyszłam.
JUSTIN
-To o czym chciałeś ze mną porozmawiać?-zapytała Cher.
-Chciałem w końcu wszystko wyjaśnić-oznajmiłem.
-Proszę bardzo, oto pana kawa, a to pani herbata-powiedziała kelnerka przynosząc nasze zamówienie.
-Dziękuję-odpowiedziała Cher.
Wziąłem łyk kawy.
-Więc?-zapytała Cher, a jej brwi ułożyły się w prostą linię.
-Może zacznę od tego, co stało się u mnie w domu-westchnąłem.
-Jak chcesz-dodała obojętnie.
-Więc.. jeśli chodzi o te narkotyki, które u mnie znalazłaś to tak, są moje.
-Wiedziałam-przerwała mi.
-Ale nie wiesz, dlaczego- spoważniałem- Jak pewnie pamiętasz, moi rodzice nie żyją. Odkąd zamieszkałem z bratem, każdy z nas martwił się o siebie, o czym już też wiesz.
Skinęła głową, biorąc łyk swojego napoju.
-Kiedy brat wyjechał na swój pierwszy „handel” po świecie, zostałem sam. Miałem z czternaście lat, może więcej. Nie pamiętam. Poznałem wtedy Andy’iego i całą resztę. Zżyliśmy się bardzo. Wychodziliśmy razem na automaty, do kina, na różne festyny, aż zaczęło mi brakować pieniędzy. Nie miałem co jeść, za co płacić rachunków. Wiem, że to dziwne, w tym wieku płacić za rachunki, ale brata nie było, więc musiałem się tym zająć. –opowiadałem.
Cher wyraźnie zmiękła pod wpływem początku mojej historii.
-Więc musiałem jakoś zarobić. W szkole poznałem takiego typa, który często chodził za szatnię i palił jointy. Raz poszedłem za nim i zapytałem skąd je ma. Podał mi numer tego, od kogo je bierze.
Po lekcjach zadzwoniłem. Umówiłem się z nim, na spotkanie. Poprosiłem go, czy mógłby dla niego sprzedawać narkotyki, bo sam też potrzebuję pieniędzy. W tedy wydawało się to najszybsze zarobienie pieniędzy. Mając tego dużo w domu, spróbowałem. Zamieniło się to potem w nałóg. Chłopaki pomogli mi z tym zerwać na jakiś czas, ale tak się nie da, jak mas je cały czas pod ręką. Pod ich wpływem się nie denerwuję, zachowuje się swobodnie, nie martwię się niczym. I co najważniejsze, mam za co żyć. – zacisnąłem szczękę.
-Ja –zamknęła powieki- ja nie wiedziałam.
-Nie dałaś mi się przedtem wytłumaczyć..-próbowałem nie pokazać po sobie smutku.
-Ale nadal nie rozumiem, dlaczego dźgnąłeś Austina.
-Wziąłem wtedy prochy.
-Ale to tego nie tłumaczy. Na pewno miałeś chociaż odrobinę trzeźwości!
-Cher.. ja to zrobiłem, bo nie mogłem patrzeć, jak się obściskujecie tam razem-uniosłem ton.
-My się nie obściskiwaliśmy Justin!-dodała zdziwiona.
-Wyglądało na coś innego- odaparłem.
-Austin jest moim znajomym. Rozmawialiśmy zaledwie dwie godziny, plus kilka w szpitalu-zaśmiała się.
-Ale widać, ja na ciebie patrzy-spojrzałem na swoje nogi.
-Patrzy jak?-zachichotała.
-No a jak może patrzeć chłopak na taką dziewczynę-pokazałem na nią.
Zarumieniła się. Tęskniłem za tym. Za jej rumienieniem się, kiedy powiem jej komplement.
-Ja i tak wiem, że się z nim nie obściskiwałam-była uparta.
-Nie obściskiwałaś się z nim, jasne. To z kim się całowałaś?-spoważniałem.
-A dlaczego cię to obchodzi?-zadziwiła się.
-Nie chcę, żeby jakiś pajac cię zranił-nasza rozmowa stała się bardziej napięta.
-My nie jesteśmy razem! A tak poza tym co cię to obchodzi?
-Bo coś do ciebie czuję, Cher.
_________________________________________
Wiem, że miałam dodawać rozdziały do 4 dni, ale zaliczałam kilka przedmiotów. A w weekend miałam urodziny i rozumiecie, melanż :D
MAM DO WAS PROŚBĘ!
WCHODZĄC NA BLOGA, NAD ARCHIWUM BLOGA DODAŁAM MOJEGO TWITTERA, JAKBYŚCIE MIELI JAKIEŚ PYTANIA I CO NAJWAŻNIEJSZE TERAZ, INFORMOWANYCH.
TROSZKĘ SIĘ W TYM GUBIĘ, DLATEGO KAŻDY KTO CHCE BYĆ INFORMOWANY O NOWYCH ROZDZIAŁACH, PISZE TAM W KOMENTARZU SWOJĄ NAZWĘ W TWITTERA.
INACZEJ NIE BĘDĘ INFORMOWAĆ!!!
Nie otrzymałem odpowiedzi. Pewnie się przesłyszałem. Otarłem oko od słonego płynu.
Wszystkie zmartwienia wróciły. Nie wiem, jak mogłem na to pozwolić.
Prochy wzięły górę nade mną. Normalnie bym tego nie zrobił. Lubię Cher, chyba nawet bardzo, ale nigdy nie postąpiłbym tak na trzeźwo. Pociągnąłem nosem. Jestem totalnym palantem.
Skrzywdziłem dziewczynę, na której mi zależało. Na początku narkotyki, a potem ten cały Austin.
Przecież to jej wybór, czy woli jego czy mnie. Powinienem od razu jej wszystko wytłumaczyć.. jestem idiotą. Cher jest cudowną dziewczyną. Ma charakter, potrafi zawalczyć o swoje.
Jest mądra, zabawna, seksowna, piękna i tak słodko się rumieni, kiedy mówię jej jakiś komplement.
Nie wybaczy mi. Ja to wszystko robiłem, bo mi na niej zależy. Wszystko stracone.
CHER
-Cześć kochanie-cmoknęła mnie w policzek Kim- Matko! Jesteś cała przemoczona!
-Złapał mnie dreszcz-odpowiedziałam ze sztucznym uśmiechem.
-Chodź, dam ci coś suchego-przytuliła mnie.
Mój telefon zawibrował. Wyciągnęłam go. Nieznany numer dzwoni.
-Słucham?-zapytałam.
-Cher, tu Austin! Stało się coś strasznego-odpowiedział.
-Boże, co jest?-przestraszyłam się.
-Tęsknie!-odparł.
Zachichotałam.
-Austin, to miała być naprawdę wyjątkowa sytuacja-mój humor się poprawił.
-Ale to jest wyjątkowa sytuacja-udawał smutnego.
-Musisz wytrzymać do rana. Przyjdę zaraz jak wstanę-powiedziałam.
-No okej. Śpij dobrze-dał mi buziaka do telefonu.
-Dobranoc-zaśmiałam się.
Weszłam po schodach, do pokoju przyjaciółki.
-Kto dzwonił?-uśmiechnęła się.
-Austin-odparłam siadając na łóżku.
-Cher. Powiesz mi jak to się stało?-zapytała po chwili, pocierając moje ramie.
-Chłopcy ci nie powiedzieli?-zdziwiłam się.
-Nie-wywróciła oczami.
Westchnęłam.
-Jak nie czujesz się dobrze, to nie musisz-zapewniła.
-Nie, jest okej. –spuściłam głowę- Zaczęło się na imprezie. Tańczyłam z Austinem.
Rozmawialiśmy, śmialiśmy się, wszystko było dobrze. Nagle podszedł Just i mnie mu odbił. Był na prochach- westchnęłam-pokłóciłam się z nim i wyszłam z Austinem na zewnątrz. Zaczęłam mu się tłumaczyć z głupiego zachowania Justina. Powiedziałam, że jest moim byłym chłopakiem i był pod wpływem alkoholu. Chłopak powiedział, że nie mogę dać sobą manipulować. Pocałował mnie- przerwałam- Trwało to dłuższą chwilę. Niespodziewanie chłopak na mnie upadł. Zaczął kaszleć i pluć krwią. Wtedy zobaczyłam Justina. Z nożem. Pomogłam Austinowi usiąść i podeszłam do niego. Zaczęliśmy się kłócić, a on –westchnęłam- on mnie uderzył- moje oczy zaszły łzami.
-Zaraz… co zrobił?-wytrzeszczyła oczy.
-Nie karz mi tego powtarzać-pociągnęłam nosem.
-Cher kochanie-przytuliła mnie do swojej klatki piersiowej.
Ponownie pociągnęłam nosem. Zapanowała między nami niezręczna cisza.
-Nie wiem co powiedzieć-otarłam policzek.
-Nic nie musisz mówić bejb-odparła, nadal do mnie przytulona.
-Dasz mi coś suchego?-zapytałam.
-Jasne, już-wstała i podeszła do szafy. Wyciągnęła parę spodenek i bluzkę. –Proszę.
-Mogę wziąć prysznic?
-Jeszcze się pytasz?- zdziwiła się- idź, a ja zrobię coś do jedzenia.
-Kocham Cię-cmoknęłam ją w policzek.
AUSTIN
Obudziła mnie sprzątaczka. Zaczęła myć podłogi w mojej sali. Zjadłem śniadanie i zacząłem czytać książkę, którą przyniosła mi mama. Lekarz oznajmił, że wyjdę stąd za kilka dni.
Ciągle nie rozumiem tego, dlaczego ten Justin to zrobił. Przecież nic mu nie zrobiłem.
Tylko.. pocałowałem się z Cher. Była smutna, chciałem ją pocieszyć.
Niespodziewanie, ktoś wszedł na salę.
-Cześć-powiedziała Cher, z wymalowanym uśmiechem.
-Cześć piękna-odpowiedziałem, odkładając książkę i siadając.
-Jak się czujesz?-zapytała siadając na łóżku.
-Jest dobrze-złapałem ją za rękę.
-Przyniosłam Ci coś -wstała i chwyciła za swoją torbę- zapewne szpitalne jedzenie niezbyt ci smakuje co?
-Nie bardzo-skrzywiłem się.
-Dlatego przyniosłam ci coś dobrego- zachichotała- Jabłka, pomarańcze, banany, czekoladę, cukierki, jogurty..
-Cher-przerwałem jej- ja tu nie zostaję na wieki -zaśmiałem się.
-No nie, ale ..
-Nie potrzeba mi aż tyle, ale dziękuję. Jesteś kochana- cmoknąłem ją w czoło.
-Jak się czujesz?-zapytała
-Powtarzasz się- dodałem z uśmiechem.
Policzki dziewczyny zmieszały się z kolorem jej włosów.
Ktoś wszedł na salę.
CHER
-Co ty tu robisz?-wstałam gwałtownie kiedy ktoś wszedł na salę.
-Chciałem porozmawiać-odparł.
-Możemy pogadać gdzie indziej, nie tu!-syknęłam.
-Nie z tobą. Z nim-pokazał na Austina.
-Ze mną?-zdziwił się.
-Tak, z tobą-dodał ze sztucznym uśmiechem- Cher zostawisz nas samych?
-Niech zostanie-dodał szybko Austin.
Zmieszał się.
-No okej-westchnął.
Justin przez chwilę patrzył na swoje supry, aż spojrzał na leżącego na łóżku Austina.
-Przepraszam-powiedział cicho.
-Słucham?-zdziwił się Aust.
-Powiedziałem, że przepraszam- dodał poważniej.
-Wiem co powiedziałeś, ale.. ty mnie przepraszasz?-był wyraźnie zdziwiony.
-Tak. Nie wiem, co we mnie wtedy wstąpiło-westchnął-zachowałem się ostatni gówniarz, wiem o tym. Dlatego przyszedłem Cię przeprosić-dodał.
-Nie spodziewałem się tego-odparł Austin.
-Naprawdę, jest mi z tym źle, wiedząc, że masz mi to za złe.
-Nie mam ci tego za złe.
-Co?-zdziwił się Just.
-Wiem, że byłeś na prochach-powiedział.
-Zaraz, co?-zapytał zdziwiony- Cher, powiedziałaś mu!?-wkurzył się.
-Nic mi nie mówiła-odpowiedział za mnie Austin- sam się domyśliłem.
-Jak?-Justin nadal nie rozumiał.
-Stary, nikt by czegoś takiego nie robił po alkoholu-zaśmiał się.
-Możliwe-odparł obojętnie- Jeszcze raz przepraszam.
-Spoko, wybaczam-uśmiechnął się.
-Fajnie. To.. na razie-uniósł kącik ust, jako uśmiech i skierował się do wyjścia.
-Justin!-wstałam nagle-możemy porozmawiać?
-Jasne-zdziwił się.
-Zaraz wracam-uśmiechnęłam się do Austina i wyszłam z Justinem na korytarz.
-Co się stało, że chcesz ze mną rozmawiać?-zadrwił.
-Już zaczynasz?-poprawiłam włosy.
-Mów, trochę mi się spieszy-odparł.
-Chciałam Ci powiedzieć, że mnie zaskoczyłeś. Nie spodziewałam się, że przyjdziesz tu i osobiście przeprosisz Austina.
-Też się tego nie spodziewałem- uśmiechnął się sztucznie.
-Możesz przestać się tak zachowywać?-podirytowałam się.
-Jak ?-uniósł brwi.
-Jakby nic na świecie Cię nie obchodziło!-powiedziałam wyższym tonem.
-Cher-westchnął- to nie jest tak..
-A jak?-zapytałam.
-Ty o niczym nie wiesz-usiadł na krześle.
-To może mi powiesz?-zaproponowałam.
Był wyraźnie zdziwiony odpowiedzią.
-Na pewno chcesz wiedzieć?-upewnił się.
-Tak-opowiedziałam bez chwili zawahania.
-Okej. Ale nie tutaj. Wolałbym.. w jakimś innym miejscu- zmieszał się.
-Dobra. Pójdę tylko po torebkę-oznajmiłam.
Weszłam na salę.
-Austin, nie będziesz się gniewał, jak przyjdę później?-zapytałam.
-Nie, no co ty. Przecież nie masz na piśmie, że musisz ze mną tu siedzieć-zaśmiał się.
-Przyjadę wieczorem dobrze?-uśmiechnęłam się.
-Jasne.
-Pa-pocałowałam go w policzek i wyszłam.
JUSTIN
-To o czym chciałeś ze mną porozmawiać?-zapytała Cher.
-Chciałem w końcu wszystko wyjaśnić-oznajmiłem.
-Proszę bardzo, oto pana kawa, a to pani herbata-powiedziała kelnerka przynosząc nasze zamówienie.
-Dziękuję-odpowiedziała Cher.
Wziąłem łyk kawy.
-Więc?-zapytała Cher, a jej brwi ułożyły się w prostą linię.
-Może zacznę od tego, co stało się u mnie w domu-westchnąłem.
-Jak chcesz-dodała obojętnie.
-Więc.. jeśli chodzi o te narkotyki, które u mnie znalazłaś to tak, są moje.
-Wiedziałam-przerwała mi.
-Ale nie wiesz, dlaczego- spoważniałem- Jak pewnie pamiętasz, moi rodzice nie żyją. Odkąd zamieszkałem z bratem, każdy z nas martwił się o siebie, o czym już też wiesz.
Skinęła głową, biorąc łyk swojego napoju.
-Kiedy brat wyjechał na swój pierwszy „handel” po świecie, zostałem sam. Miałem z czternaście lat, może więcej. Nie pamiętam. Poznałem wtedy Andy’iego i całą resztę. Zżyliśmy się bardzo. Wychodziliśmy razem na automaty, do kina, na różne festyny, aż zaczęło mi brakować pieniędzy. Nie miałem co jeść, za co płacić rachunków. Wiem, że to dziwne, w tym wieku płacić za rachunki, ale brata nie było, więc musiałem się tym zająć. –opowiadałem.
Cher wyraźnie zmiękła pod wpływem początku mojej historii.
-Więc musiałem jakoś zarobić. W szkole poznałem takiego typa, który często chodził za szatnię i palił jointy. Raz poszedłem za nim i zapytałem skąd je ma. Podał mi numer tego, od kogo je bierze.
Po lekcjach zadzwoniłem. Umówiłem się z nim, na spotkanie. Poprosiłem go, czy mógłby dla niego sprzedawać narkotyki, bo sam też potrzebuję pieniędzy. W tedy wydawało się to najszybsze zarobienie pieniędzy. Mając tego dużo w domu, spróbowałem. Zamieniło się to potem w nałóg. Chłopaki pomogli mi z tym zerwać na jakiś czas, ale tak się nie da, jak mas je cały czas pod ręką. Pod ich wpływem się nie denerwuję, zachowuje się swobodnie, nie martwię się niczym. I co najważniejsze, mam za co żyć. – zacisnąłem szczękę.
-Ja –zamknęła powieki- ja nie wiedziałam.
-Nie dałaś mi się przedtem wytłumaczyć..-próbowałem nie pokazać po sobie smutku.
-Ale nadal nie rozumiem, dlaczego dźgnąłeś Austina.
-Wziąłem wtedy prochy.
-Ale to tego nie tłumaczy. Na pewno miałeś chociaż odrobinę trzeźwości!
-Cher.. ja to zrobiłem, bo nie mogłem patrzeć, jak się obściskujecie tam razem-uniosłem ton.
-My się nie obściskiwaliśmy Justin!-dodała zdziwiona.
-Wyglądało na coś innego- odaparłem.
-Austin jest moim znajomym. Rozmawialiśmy zaledwie dwie godziny, plus kilka w szpitalu-zaśmiała się.
-Ale widać, ja na ciebie patrzy-spojrzałem na swoje nogi.
-Patrzy jak?-zachichotała.
-No a jak może patrzeć chłopak na taką dziewczynę-pokazałem na nią.
Zarumieniła się. Tęskniłem za tym. Za jej rumienieniem się, kiedy powiem jej komplement.
-Ja i tak wiem, że się z nim nie obściskiwałam-była uparta.
-Nie obściskiwałaś się z nim, jasne. To z kim się całowałaś?-spoważniałem.
-A dlaczego cię to obchodzi?-zadziwiła się.
-Nie chcę, żeby jakiś pajac cię zranił-nasza rozmowa stała się bardziej napięta.
-My nie jesteśmy razem! A tak poza tym co cię to obchodzi?
-Bo coś do ciebie czuję, Cher.
_________________________________________
Wiem, że miałam dodawać rozdziały do 4 dni, ale zaliczałam kilka przedmiotów. A w weekend miałam urodziny i rozumiecie, melanż :D
MAM DO WAS PROŚBĘ!
WCHODZĄC NA BLOGA, NAD ARCHIWUM BLOGA DODAŁAM MOJEGO TWITTERA, JAKBYŚCIE MIELI JAKIEŚ PYTANIA I CO NAJWAŻNIEJSZE TERAZ, INFORMOWANYCH.
TROSZKĘ SIĘ W TYM GUBIĘ, DLATEGO KAŻDY KTO CHCE BYĆ INFORMOWANY O NOWYCH ROZDZIAŁACH, PISZE TAM W KOMENTARZU SWOJĄ NAZWĘ W TWITTERA.
INACZEJ NIE BĘDĘ INFORMOWAĆ!!!