Wiem, że dawno nie dodawałam rozdziału. Czerwiec był miesiącem na poprawianie ocen, więc musiałam się ostro wziąć do pracy! Teraz, kiedy są wakacje, chcę odpocząć, wybawić się i spędzać jak najwięcej czasu poza domem. Także do końca wakacji, zawieszam opowiadanie. Oczywiście, kiedy będę miała czas, to będę pisać dalej, ale będziecie już wtedy informowani :)
Miłych wakacji kochani <3
wtorek, 16 lipca 2013
niedziela, 2 czerwca 2013
Sixteen.
CHER
-Słucham?!-zapytałam zaskoczona.
-Nieważne- dodał oschle.
Zmieszana tą sytuacją nie wiedziałam co mam powiedzieć, dlatego postanowiłam nic już nie mówić. Wypiłam do końca swoją herbatę. Robiło się między nami dziwne napięcie, dlatego postanowiłam się odezwać.
-Wybaczam Ci-oznajmiłam.
Just momentalnie podniósł głowę, jakby czekał, aż coś powiem. Jego oczy zabłyszczały.
-Poważnie?-uniósł kącik ust.
-Tak-byłam obojętna.
-Cher, ja obiecuję, że będę nad sobą panował-odparł szybko podekscytowany.
-Nie skończyłam. Wybaczam ci tą sprawę z narkotykami. Ale to co zrobiłeś Austinowi ci nie wybaczę.- chwyciłam swoją torebkę i wyszłam.
JUSTIN
-Proszę-odpowiedział głos zza drzwi.
Wszedłem do środka.
-Cześć Austin-odparłem sucho.
-Co ty tu robisz?-zapytał dziwnie.
-Chciałem pogadać w cztery oczy-powiedziałem.
-No okej- zszedł z łóżka i stanął naprzeciwko mnie.
-Odczep się od Cher-syknąłem.
-Słucham?-zaśmiał się.
-Dobrze słyszałeś. Odwal się od niej- powtórzyłem wyższym tonem, trzymając ręce w kieszeniach tak, że wystawały mi tylko kciuki.
-Bo?-jego źrenice się powiększyły.
-Bo następnym razem mogę zrobić ci coś gorszego-odparłem.
-Grozisz mi?-odparł uśmiechnięty.
-Można też tak to nazwać-wywróciłem oczami.
-Czyli mi grozisz-dodał z pogardą.
-Posłuchaj mnie. Gdyby wtedy nie było przy tobie Cher, skończyłbyś gorzej, więc się ciesz, że jeszcze żyjesz lamusie-warknąłem.
-Chyba masz ze sobą problemy chłopcze -zachichotał.
-Chyba niczego nie rozumiesz-także się zaśmiałem.
-Nie od czepię się od niej-dodał poważnie.
-Bo?-przedłużyłem.
-Bo jesteś dla niej potworem-syknął.
-Odszczekaj to!-warknąłem przez zaciśniętą szczękę.
-Nie! Wszyscy, którzy Cię chociaż raz w życiu widzieli, powiedzą to samo! Bawisz się uczuciami innych. Jesteś potworem i nie zasługujesz na Charlotte-dodał prawie krzycząc.
-Nie wpieprzaj się w nie swoje sprawy, bo możesz skończyć gorzej niż teraz!-byłem już totalnie zły.
-Będę się wpieprzał, bo Cher nie zasługuje na takie traktowanie! –powiedział podchodząc do mnie bliżej.
-Odszczekaj to natychmiast-chwyciłem ręką za jego bluzę, podnosząc pięść.
-Co się tu dzieje?! Ochrona!-krzyknął lekarz, wchodząc na salę.
Na salę wbiegło dwóch wysokich gości, którzy od razu chwycili mnie za ręce.
-Jeszcze się policzymy-syknąłem spode łba, a ochrona wyprowadziła mnie z budynku.
Stanąłem i otrzepałem swoją kurtkę.
-Mógłbym sam wyjść-krzyknąłem do wejścia, w którym znikali ochroniarze.
Obróciłem się na pięcie. Pełno ludzi patrzyło się na mnie. Wyciągnąłem paczkę papierosów z kieszeni. Wziąłem jednego i podpaliłem. Schodząc po schodach, zaciągnąłem się.
-Co się gapisz?-syknąłem do jakiejś babci, która przeszywała mnie wzrokiem, jak inni staruszkowie.
Pokręciła głową i sobie poszła. Podszedłem do mojej Yamahy. Wyrzuciłem w połowie spalonego papierosa i go zdeptałem. Wsiadłem na motor i odjechałem spod szpitala.
* * *
Waliłem w worek z taką siłą, jaką tylko w sobie miałem.
-Co tu robisz?-rozległ się dziewczęcy głos z końca sali. Automatycznie się odwróciłem.
-Mógłbym zapytać o to samo -syknąłem.
-To studio mojego taty-dodała zadowolona.
-Fajnie-odparłem sucho i wróciłem do swojego zajęcia.
Usłyszałem, jak idzie w moją stronę.
-Justin. Widzę, że coś cię gryzie-stanęła obok worka, pewnie dlatego, żebym na nią spojrzał.
-Przypomnij mi swoje imię kochanie-uśmiechnąłem się.
-Lizy-odparła.
-Więc Lizy. Nie potrzebuję twojej pomocy. Nic mi nie jest. Przyszedłem tu po prostu, żeby się odstresować-mówiłem waląc w worek.
-Nie wierzę ci- skrzyżowała ręce na piersi.
-Wierz czy nie-ściągnąłem rękawice- nie potrzebuję twojej pomocy mała.
-Chodzi o Cher, prawda?-spoważniała.
-Nawet jeśli, nie musisz zaprzątać sobie tym główki skarbie-zachichotałem.
-Czyli chodzi o nią-dodała z radością.
Miała rację. Zacząłem walić w worek jeszcze mocniej.
-Źle to robisz. Daj-uśmiechnęła się i wzięła rękawice. Stanęła przed workiem i zaczęła mi tłumaczyć, jak powinienem dobrze uderzyć.
-Jesteś dobra-oblizałem usta.
-Jasne-wywróciła oczami.
Dziewczyna poszła usiąść na ławkę, a ja podszedłem do torby po wodę. Napiłem się, po czym usiadłem koło niej.
-Śledziłaś mnie-spojrzałem na nią.
-Co? Nie! No co ty!-speszyła się.
-Lizy-spojrzałem na nią z uśmiechem.
-Nie śledziłam cię! To by było.. co najmniej dziwne!-odparła
-Ja i tak wiem, że mnie śledziłaś-upierałem się.
-Nie!-powiedziała
-Tak- zaprzeczyłem jej słowom.
-Nie!
-Tak!
-Nie!
-Tak!
-Nie!
-Tak!
-Nie!
-Tak!
-Nie!
-Nie!-zażartowałem.
-Tak!-odpowiedziała.
-Haha-zaśmiałem się.
-Co? Nie!-wstała, a jej policzy się zaróżowiły.
-Lizy-spojrzałem na nią spode łba.
Dziewczyna spuściła głowę. Podszedłem do niej i chwyciłem za brodę, podnosząc ją. Spojrzałem w jej piękne, niebieskie oczy. Pocałowałem ją lekko w kącik ust.
-Dlaczego to zrobiłeś?-zająknęła się.
-Nie mogłem się powstrzymać. Jesteś taka piękna-uśmiechnąłem się.
Jej policzki stały się jeszcze bardziej czerwone.
-Na razie-pocałowałem ją ponownie, tyle że w policzek- Lizy.
Chwyciłem za torbę i wszedłem do sali. Stanąłem za ścianą tak, abym mógł zobaczyć co robi Lizy.
Nie spodziewałem się po niej takiej reakcji. Zaczęła skakać, piszczeć, robić gwiazdy i salta.
Chłopacy mieli rację.
Podobam jej się.
CHER
Unikałam dzisiaj Justina, jak ognia. Niby się pogodziliśmy, ale jakoś dziwnie mi przebywać w jego towarzystwie.
-Dzięki tato. Z Kim wrócimy autobusem-powiedziałam wysiadając z samochodu.
-Dobrze córeczko. Udanego treningu-pomachał mi i odjechał .
Weszłam do studia i przywitałam się z dziewczynami.
-Cześć dziewczyny-powiedziała Lizy, wchodząc do szatni.
-Cześć-przeciągnęła Megan.
-Co tam?-zapytała uśmiechnięta.
-Dobrze.. chyba-powiedziała Nicole.
-To super-zachichotała, przebierając się.
Wysłałyśmy sobie z Meg dziwne spojrzenia. Coś było nie tak. Lizy, która nigdy się do nikogo nie odzywała, która była zawsze ponura i mierzyła wszystkich wzrokiem, była miła.
-Ej, Cher. Możemy chwilkę porozmawiać?-zapytała uśmiechnięta Lizy.
-No jasne-zmieszałam się, a dziewczyna chwyciła mnie za nadgarstek i wyprowadziła przed szatnię.
-Słuchaj Cher, chciałam Cię przeprosić-zaczęła.
-Co?-zdziwiłam się.
-Chciałam Cię przeprosić. No wiesz, za to co się stało ostatnio przed studiem-zachichotała.
-Lizy czemu jesteś taka szczęśliwa?-musiałam o to zapytać.
-Ale ja zawsze jestem szczęśliwa!-dodała z uśmiechem.
-Nie obraź się, ale nie jesteś-odparłam.
-Mam po prostu dobry humor. Więc jeszcze raz przepraszam.
-Nie ma sprawy-odpowiedziałam.
-Ej dziewczyny jest zbiórka!- powiedziała zza drzwi Megan.
-Już idziemy-odpowiedziała za mnie Lizy, po czym chwyciła mnie za rękę i przeszłyśmy przez szatnię na salę.
-Dobrze że jesteście już wszystkie-odparł trener spoglądając na mnie i Lizy- zanim zaczniemy.. Mamy nową koleżankę.
-Cześć-powiedziała nieśmiało.
-To jest Mandy-dodał trener.
Mandy była naprawdę bardzo ładną dziewczyną. Miała bardzo długie, brązowe włosy. Była troszkę grubsza niż my. Nie była gruba, była.. normalna. To właśnie sprawiało, że była taka piękna.
-Cześć Mandy-powiedziałam do niej.
-Cześć-uśmiechnęła się do mnie.
-Dobra laski! To robicie dwa kółeczka i będziecie ćwiczyć w parach.
Zaczęłyśmy biec. Podbiegłam do Mandy.
-Jestem Cher-powiedziałam w biegu.
-Miło mi cię poznać-zachichotała, poprawiając włosy.
-Trenowałaś już kiedyś boks?-zapytałam.
-Ej stary! Patrz jaki pulpecik!-krzyknął jeden z chłopaków.
-O matko, szkoda że nie wziąłem chleba, bo tyle tu pasztetu-zaczął sobie kpić drugi.
-O jezu! Hahahah jaki klopsik-zaśmiał się jeszcze kolejny.
-Spójrz na swój krzywy ryj!-odkrzyknęłam im.
Mandy zrobiła się smutna. To nie było w porządku co do niej.
-Nie przejmuj się nimi. To palanty -wywróciłam oczami, a Mandy się zaśmiała.
-Dobierajcie się w pary dziewczyny!-krzyknął trener
Chciałam być w parze z Madny, ale ktoś chwycił mój nadgarstek i pociągnął do siebie.
-Cher będziesz ze mną w parze?-zapytała uśmiechnięta Lizy.
-Pewnie-zmieszałam się.
-Dobra! Bierzcie rękawice i ćwiczycie uniki przed ciosami! Ruchy laski! Do roboty!-krzyczał trener.
Lizy podała mi rękawice i zaczęłyśmy ćwiczyć. Lizy wykonywała ciosy, a ja próbowałam ich uniknąć. I tak na zmianę. Dziewczyna co chwilę spoglądała w jakieś miejsce. Odwróciłam się.
-I wszystko jasne- pomyślałam.
Patrzyła na Justina.
-Lizy, idę się napić-oznajmiłam jej.
-Jasne-odparła, wycierając czoło.
Podeszłam do mojej torby, która jak na złość znajdowała się koło Justina.
Wyciągnęłam butelkę i się napiłam.
-Kolejna ofiara?-zapytałam z kpiną chłopaka.
-Masz coś konkretnego na myśli?-chyba domyślił się moich zamiarów.
-Nie, skąd. Tylko Lizy jest dzisiaj dziwnie miła-spojrzałam na bruneta.
-Przecież wszystko sobie wyjaśniliśmy. Dlaczego się tak zachowujesz?-objął mnie w talii.
-Nie próbuj ogarnąć dziewczyny przed okresem skarbie-założyłam ręce za jego szyję.
-Jesteś przed okresem?-poruszył brwiami.
-Nie, po-zachichotałam.
-Czyli jesteś płodna- zaśmiał się.
-Nie dla psa kiełbasa- wyrwałam się z „uścisku”.
Schowałam wodę do torby.
-To na razie.. Justin-zrobiłam smutną minkę.
-Nie dasz buziaka?-próbował zgapić mój wyraz twarzy.
-Chodź tu-zrobiłam dzióbek i przycisnęłam swoje wargi do jego.
Po chwili poczułam jego język na swojej wardze.
-Na razie-uśmiechnęłam się i poszłam do przyglądającej się całemu zdarzeniu Lizy.
-To co gotowa?-zapytałam ją uśmiechnięta.
-Pewnie-odpowiedziała poważnie.
KIM
Stałam pod studiem na Circle Way, czekając na Cher. Kolana wystawały mi z obcisłych, wytartych rurek. Na nogach miałam czarne, znoszone Vansy, a na czarną bokserkę narzuciłam koszulę moro.
Blond loki opadały na moich ramionach. W uszach miałam słuchawki, a na nosie czarne okulary.
Ze studia wybiegł Justin. Spojrzał na mnie.
-Hej piękna-powiedział zawadiacko.
Zachichotałam, wyciągając słuchawki.
-Nic nie odpowiesz mała?-podszedł bliżej.
-Za wysokie progi Justin-powiedziałam, ściągając okulary.
- O fuj!-spoważniał.
Podszedł do, jak mi się wydaje, swojego samochodu. Z budynku wybiegła dziewczyna o czarnych włosach. Kiedy zobaczyła Justina, uregulowała kroki. Podeszła do niego.
-Cześć Justin-powiedziała sztucznie.
Włożyłam słuchawki do uszu, żeby myśleli, że nie słyszę. Zaczęłam udawać, że ruszam głową w rytm muzyki.
-Lizy?-zdziwił się-Znów mnie śledziłaś?-zaśmiał się.
-Co? Nie! Ja tylko wychodziłam i cię zobaczyłam, dlatego postanowiłam podejść-zachichotała.
-Okej. To cię podwiozę-oznajmił otwierając drzwi auta.
-Ale ja mieszkam kilka ulic dalej-zaprotestowała.
-W takim razie, jedziemy do mnie-pokazał jej ręką, żeby weszła do środka samochodu.
Zamknął za nią drzwi.
-Kim, następnym razem, jak chcesz podsłuchiwać to rób to bardziej dyskretnie, bo gdybyś słuchała muzyki, nie ruszałabyś głową- wysłał mi buziaka.
Udałam, że go złapałam i przyłożyłam go do ust, po czym sama udałam, że wysyłam mu buziaka. Także udał, że go złapał i przyłożył go sobie do serca.
Zaśmiałam się. Podszedł do mnie, zostawiając Lizy samą w samochodzie.
-Kiedy masz wolne?-zachichotał, kładąc rękę koło mojej głowy.
-Teraz-zażartowałam.
-Oh, doprawdy?-spojrzał na mnie spode łba, przybliżając się.
Muszę przyznać, wyglądał seksownie. Gdyby nie to, że Cher z nim kręci, wzięłabym się za niego.
-Doprawdy-przygryzłam wargę.
Chłopak przybliżył swoją twarz do mojej. Miał piękne, czekoladowe oczy.
Pocałował mnie. Z każdą chwilą, nasz pocałunek stawał się namiętniejszy. Chłopak wsunął swój język. Złapałam go za szyję, przyciągając do siebie, a on przycisnął mnie do muru, podnosząc moją prawą nogę. Chciałam czuć się tak już zawsze. Odepchnęłam się od niego.
-Jak już mówiłam, za wysokie progi Justin-uśmiechnęłam się.
-Do zobaczenia Kim-oblizał usta i wsiadł do samochodu, w którym czekała na niego Lizy.
Patrzyłam jak odpala samochód i odjeżdża.
Ze studia wybiegła Cher.
-Przepraszam, że tyle musiałaś czekać, ale rozmawiałam z trenerem-cmoknęła mnie w policzek.
-Nic się nie stało-odparłam.
-Pamiętasz tą Lizy?-zapytała.
-Jakbym mogła nie pamiętać-zakpiłam.
Zaczęłyśmy iść.
-Była dziś strasznie dziwna- skrzywiła się.
- A co z Justinem?-zmieniłam temat.
-No tak jakby.. całowaliśmy się-odpowiedziała zmieszana.
-Co? Ale wy przecież..
-Opowiem ci wszystko w domu-przerwała mi.
___________________________________
DOŁĄCZ DO INFORMOWANYCH!
WPISZ SWOJĄ NAZWĘ Z TWITTERA TUTAJ --> http://crazylifewithbieber.blogspot.com/p/informow.html I BĄDŹ NA BIEŻĄCO !!
Waliłem w worek z taką siłą, jaką tylko w sobie miałem.
-Co tu robisz?-rozległ się dziewczęcy głos z końca sali. Automatycznie się odwróciłem.
-Mógłbym zapytać o to samo -syknąłem.
-To studio mojego taty-dodała zadowolona.
-Fajnie-odparłem sucho i wróciłem do swojego zajęcia.
Usłyszałem, jak idzie w moją stronę.
-Justin. Widzę, że coś cię gryzie-stanęła obok worka, pewnie dlatego, żebym na nią spojrzał.
-Przypomnij mi swoje imię kochanie-uśmiechnąłem się.
-Lizy-odparła.
-Więc Lizy. Nie potrzebuję twojej pomocy. Nic mi nie jest. Przyszedłem tu po prostu, żeby się odstresować-mówiłem waląc w worek.
-Nie wierzę ci- skrzyżowała ręce na piersi.
-Wierz czy nie-ściągnąłem rękawice- nie potrzebuję twojej pomocy mała.
-Chodzi o Cher, prawda?-spoważniała.
-Nawet jeśli, nie musisz zaprzątać sobie tym główki skarbie-zachichotałem.
-Czyli chodzi o nią-dodała z radością.
Miała rację. Zacząłem walić w worek jeszcze mocniej.
-Źle to robisz. Daj-uśmiechnęła się i wzięła rękawice. Stanęła przed workiem i zaczęła mi tłumaczyć, jak powinienem dobrze uderzyć.
-Jesteś dobra-oblizałem usta.
-Jasne-wywróciła oczami.
Dziewczyna poszła usiąść na ławkę, a ja podszedłem do torby po wodę. Napiłem się, po czym usiadłem koło niej.
-Śledziłaś mnie-spojrzałem na nią.
-Co? Nie! No co ty!-speszyła się.
-Lizy-spojrzałem na nią z uśmiechem.
-Nie śledziłam cię! To by było.. co najmniej dziwne!-odparła
-Ja i tak wiem, że mnie śledziłaś-upierałem się.
-Nie!-powiedziała
-Tak- zaprzeczyłem jej słowom.
-Nie!
-Tak!
-Nie!
-Tak!
-Nie!
-Tak!
-Nie!
-Tak!
-Nie!
-Nie!-zażartowałem.
-Tak!-odpowiedziała.
-Haha-zaśmiałem się.
-Co? Nie!-wstała, a jej policzy się zaróżowiły.
-Lizy-spojrzałem na nią spode łba.
Dziewczyna spuściła głowę. Podszedłem do niej i chwyciłem za brodę, podnosząc ją. Spojrzałem w jej piękne, niebieskie oczy. Pocałowałem ją lekko w kącik ust.
-Dlaczego to zrobiłeś?-zająknęła się.
-Nie mogłem się powstrzymać. Jesteś taka piękna-uśmiechnąłem się.
Jej policzki stały się jeszcze bardziej czerwone.
-Na razie-pocałowałem ją ponownie, tyle że w policzek- Lizy.
Chwyciłem za torbę i wszedłem do sali. Stanąłem za ścianą tak, abym mógł zobaczyć co robi Lizy.
Nie spodziewałem się po niej takiej reakcji. Zaczęła skakać, piszczeć, robić gwiazdy i salta.
Chłopacy mieli rację.
Podobam jej się.
CHER
Unikałam dzisiaj Justina, jak ognia. Niby się pogodziliśmy, ale jakoś dziwnie mi przebywać w jego towarzystwie.
-Dzięki tato. Z Kim wrócimy autobusem-powiedziałam wysiadając z samochodu.
-Dobrze córeczko. Udanego treningu-pomachał mi i odjechał .
Weszłam do studia i przywitałam się z dziewczynami.
-Cześć dziewczyny-powiedziała Lizy, wchodząc do szatni.
-Cześć-przeciągnęła Megan.
-Co tam?-zapytała uśmiechnięta.
-Dobrze.. chyba-powiedziała Nicole.
-To super-zachichotała, przebierając się.
Wysłałyśmy sobie z Meg dziwne spojrzenia. Coś było nie tak. Lizy, która nigdy się do nikogo nie odzywała, która była zawsze ponura i mierzyła wszystkich wzrokiem, była miła.
-Ej, Cher. Możemy chwilkę porozmawiać?-zapytała uśmiechnięta Lizy.
-No jasne-zmieszałam się, a dziewczyna chwyciła mnie za nadgarstek i wyprowadziła przed szatnię.
-Słuchaj Cher, chciałam Cię przeprosić-zaczęła.
-Co?-zdziwiłam się.
-Chciałam Cię przeprosić. No wiesz, za to co się stało ostatnio przed studiem-zachichotała.
-Lizy czemu jesteś taka szczęśliwa?-musiałam o to zapytać.
-Ale ja zawsze jestem szczęśliwa!-dodała z uśmiechem.
-Nie obraź się, ale nie jesteś-odparłam.
-Mam po prostu dobry humor. Więc jeszcze raz przepraszam.
-Nie ma sprawy-odpowiedziałam.
-Ej dziewczyny jest zbiórka!- powiedziała zza drzwi Megan.
-Już idziemy-odpowiedziała za mnie Lizy, po czym chwyciła mnie za rękę i przeszłyśmy przez szatnię na salę.
-Dobrze że jesteście już wszystkie-odparł trener spoglądając na mnie i Lizy- zanim zaczniemy.. Mamy nową koleżankę.
-Cześć-powiedziała nieśmiało.
-To jest Mandy-dodał trener.
Mandy była naprawdę bardzo ładną dziewczyną. Miała bardzo długie, brązowe włosy. Była troszkę grubsza niż my. Nie była gruba, była.. normalna. To właśnie sprawiało, że była taka piękna.
-Cześć Mandy-powiedziałam do niej.
-Cześć-uśmiechnęła się do mnie.
-Dobra laski! To robicie dwa kółeczka i będziecie ćwiczyć w parach.
Zaczęłyśmy biec. Podbiegłam do Mandy.
-Jestem Cher-powiedziałam w biegu.
-Miło mi cię poznać-zachichotała, poprawiając włosy.
-Trenowałaś już kiedyś boks?-zapytałam.
-Ej stary! Patrz jaki pulpecik!-krzyknął jeden z chłopaków.
-O matko, szkoda że nie wziąłem chleba, bo tyle tu pasztetu-zaczął sobie kpić drugi.
-O jezu! Hahahah jaki klopsik-zaśmiał się jeszcze kolejny.
-Spójrz na swój krzywy ryj!-odkrzyknęłam im.
Mandy zrobiła się smutna. To nie było w porządku co do niej.
-Nie przejmuj się nimi. To palanty -wywróciłam oczami, a Mandy się zaśmiała.
-Dobierajcie się w pary dziewczyny!-krzyknął trener
Chciałam być w parze z Madny, ale ktoś chwycił mój nadgarstek i pociągnął do siebie.
-Cher będziesz ze mną w parze?-zapytała uśmiechnięta Lizy.
-Pewnie-zmieszałam się.
-Dobra! Bierzcie rękawice i ćwiczycie uniki przed ciosami! Ruchy laski! Do roboty!-krzyczał trener.
Lizy podała mi rękawice i zaczęłyśmy ćwiczyć. Lizy wykonywała ciosy, a ja próbowałam ich uniknąć. I tak na zmianę. Dziewczyna co chwilę spoglądała w jakieś miejsce. Odwróciłam się.
-I wszystko jasne- pomyślałam.
Patrzyła na Justina.
-Lizy, idę się napić-oznajmiłam jej.
-Jasne-odparła, wycierając czoło.
Podeszłam do mojej torby, która jak na złość znajdowała się koło Justina.
Wyciągnęłam butelkę i się napiłam.
-Kolejna ofiara?-zapytałam z kpiną chłopaka.
-Masz coś konkretnego na myśli?-chyba domyślił się moich zamiarów.
-Nie, skąd. Tylko Lizy jest dzisiaj dziwnie miła-spojrzałam na bruneta.
-Przecież wszystko sobie wyjaśniliśmy. Dlaczego się tak zachowujesz?-objął mnie w talii.
-Nie próbuj ogarnąć dziewczyny przed okresem skarbie-założyłam ręce za jego szyję.
-Jesteś przed okresem?-poruszył brwiami.
-Nie, po-zachichotałam.
-Czyli jesteś płodna- zaśmiał się.
-Nie dla psa kiełbasa- wyrwałam się z „uścisku”.
Schowałam wodę do torby.
-To na razie.. Justin-zrobiłam smutną minkę.
-Nie dasz buziaka?-próbował zgapić mój wyraz twarzy.
-Chodź tu-zrobiłam dzióbek i przycisnęłam swoje wargi do jego.
Po chwili poczułam jego język na swojej wardze.
-Na razie-uśmiechnęłam się i poszłam do przyglądającej się całemu zdarzeniu Lizy.
-To co gotowa?-zapytałam ją uśmiechnięta.
-Pewnie-odpowiedziała poważnie.
KIM
Stałam pod studiem na Circle Way, czekając na Cher. Kolana wystawały mi z obcisłych, wytartych rurek. Na nogach miałam czarne, znoszone Vansy, a na czarną bokserkę narzuciłam koszulę moro.
Blond loki opadały na moich ramionach. W uszach miałam słuchawki, a na nosie czarne okulary.
Ze studia wybiegł Justin. Spojrzał na mnie.
-Hej piękna-powiedział zawadiacko.
Zachichotałam, wyciągając słuchawki.
-Nic nie odpowiesz mała?-podszedł bliżej.
-Za wysokie progi Justin-powiedziałam, ściągając okulary.
- O fuj!-spoważniał.
Podszedł do, jak mi się wydaje, swojego samochodu. Z budynku wybiegła dziewczyna o czarnych włosach. Kiedy zobaczyła Justina, uregulowała kroki. Podeszła do niego.
-Cześć Justin-powiedziała sztucznie.
Włożyłam słuchawki do uszu, żeby myśleli, że nie słyszę. Zaczęłam udawać, że ruszam głową w rytm muzyki.
-Lizy?-zdziwił się-Znów mnie śledziłaś?-zaśmiał się.
-Co? Nie! Ja tylko wychodziłam i cię zobaczyłam, dlatego postanowiłam podejść-zachichotała.
-Okej. To cię podwiozę-oznajmił otwierając drzwi auta.
-Ale ja mieszkam kilka ulic dalej-zaprotestowała.
-W takim razie, jedziemy do mnie-pokazał jej ręką, żeby weszła do środka samochodu.
Zamknął za nią drzwi.
-Kim, następnym razem, jak chcesz podsłuchiwać to rób to bardziej dyskretnie, bo gdybyś słuchała muzyki, nie ruszałabyś głową- wysłał mi buziaka.
Udałam, że go złapałam i przyłożyłam go do ust, po czym sama udałam, że wysyłam mu buziaka. Także udał, że go złapał i przyłożył go sobie do serca.
Zaśmiałam się. Podszedł do mnie, zostawiając Lizy samą w samochodzie.
-Kiedy masz wolne?-zachichotał, kładąc rękę koło mojej głowy.
-Teraz-zażartowałam.
-Oh, doprawdy?-spojrzał na mnie spode łba, przybliżając się.
Muszę przyznać, wyglądał seksownie. Gdyby nie to, że Cher z nim kręci, wzięłabym się za niego.
-Doprawdy-przygryzłam wargę.
Chłopak przybliżył swoją twarz do mojej. Miał piękne, czekoladowe oczy.
Pocałował mnie. Z każdą chwilą, nasz pocałunek stawał się namiętniejszy. Chłopak wsunął swój język. Złapałam go za szyję, przyciągając do siebie, a on przycisnął mnie do muru, podnosząc moją prawą nogę. Chciałam czuć się tak już zawsze. Odepchnęłam się od niego.
-Jak już mówiłam, za wysokie progi Justin-uśmiechnęłam się.
-Do zobaczenia Kim-oblizał usta i wsiadł do samochodu, w którym czekała na niego Lizy.
Patrzyłam jak odpala samochód i odjeżdża.
Ze studia wybiegła Cher.
-Przepraszam, że tyle musiałaś czekać, ale rozmawiałam z trenerem-cmoknęła mnie w policzek.
-Nic się nie stało-odparłam.
-Pamiętasz tą Lizy?-zapytała.
-Jakbym mogła nie pamiętać-zakpiłam.
Zaczęłyśmy iść.
-Była dziś strasznie dziwna- skrzywiła się.
- A co z Justinem?-zmieniłam temat.
-No tak jakby.. całowaliśmy się-odpowiedziała zmieszana.
-Co? Ale wy przecież..
-Opowiem ci wszystko w domu-przerwała mi.
___________________________________
DOŁĄCZ DO INFORMOWANYCH!
WPISZ SWOJĄ NAZWĘ Z TWITTERA TUTAJ --> http://crazylifewithbieber.blogspot.com/p/informow.html I BĄDŹ NA BIEŻĄCO !!
poniedziałek, 27 maja 2013
Fifteen.
JUSTIN
-Kto tam jest?-zapytałem
Nie otrzymałem odpowiedzi. Pewnie się przesłyszałem. Otarłem oko od słonego płynu.
Wszystkie zmartwienia wróciły. Nie wiem, jak mogłem na to pozwolić.
Prochy wzięły górę nade mną. Normalnie bym tego nie zrobił. Lubię Cher, chyba nawet bardzo, ale nigdy nie postąpiłbym tak na trzeźwo. Pociągnąłem nosem. Jestem totalnym palantem.
Skrzywdziłem dziewczynę, na której mi zależało. Na początku narkotyki, a potem ten cały Austin.
Przecież to jej wybór, czy woli jego czy mnie. Powinienem od razu jej wszystko wytłumaczyć.. jestem idiotą. Cher jest cudowną dziewczyną. Ma charakter, potrafi zawalczyć o swoje.
Jest mądra, zabawna, seksowna, piękna i tak słodko się rumieni, kiedy mówię jej jakiś komplement.
Nie wybaczy mi. Ja to wszystko robiłem, bo mi na niej zależy. Wszystko stracone.
CHER
-Cześć kochanie-cmoknęła mnie w policzek Kim- Matko! Jesteś cała przemoczona!
-Złapał mnie dreszcz-odpowiedziałam ze sztucznym uśmiechem.
-Chodź, dam ci coś suchego-przytuliła mnie.
Mój telefon zawibrował. Wyciągnęłam go. Nieznany numer dzwoni.
-Słucham?-zapytałam.
-Cher, tu Austin! Stało się coś strasznego-odpowiedział.
-Boże, co jest?-przestraszyłam się.
-Tęsknie!-odparł.
Zachichotałam.
-Austin, to miała być naprawdę wyjątkowa sytuacja-mój humor się poprawił.
-Ale to jest wyjątkowa sytuacja-udawał smutnego.
-Musisz wytrzymać do rana. Przyjdę zaraz jak wstanę-powiedziałam.
-No okej. Śpij dobrze-dał mi buziaka do telefonu.
-Dobranoc-zaśmiałam się.
Weszłam po schodach, do pokoju przyjaciółki.
-Kto dzwonił?-uśmiechnęła się.
-Austin-odparłam siadając na łóżku.
-Cher. Powiesz mi jak to się stało?-zapytała po chwili, pocierając moje ramie.
-Chłopcy ci nie powiedzieli?-zdziwiłam się.
-Nie-wywróciła oczami.
Westchnęłam.
-Jak nie czujesz się dobrze, to nie musisz-zapewniła.
-Nie, jest okej. –spuściłam głowę- Zaczęło się na imprezie. Tańczyłam z Austinem.
Rozmawialiśmy, śmialiśmy się, wszystko było dobrze. Nagle podszedł Just i mnie mu odbił. Był na prochach- westchnęłam-pokłóciłam się z nim i wyszłam z Austinem na zewnątrz. Zaczęłam mu się tłumaczyć z głupiego zachowania Justina. Powiedziałam, że jest moim byłym chłopakiem i był pod wpływem alkoholu. Chłopak powiedział, że nie mogę dać sobą manipulować. Pocałował mnie- przerwałam- Trwało to dłuższą chwilę. Niespodziewanie chłopak na mnie upadł. Zaczął kaszleć i pluć krwią. Wtedy zobaczyłam Justina. Z nożem. Pomogłam Austinowi usiąść i podeszłam do niego. Zaczęliśmy się kłócić, a on –westchnęłam- on mnie uderzył- moje oczy zaszły łzami.
-Zaraz… co zrobił?-wytrzeszczyła oczy.
-Nie karz mi tego powtarzać-pociągnęłam nosem.
-Cher kochanie-przytuliła mnie do swojej klatki piersiowej.
Ponownie pociągnęłam nosem. Zapanowała między nami niezręczna cisza.
-Nie wiem co powiedzieć-otarłam policzek.
-Nic nie musisz mówić bejb-odparła, nadal do mnie przytulona.
-Dasz mi coś suchego?-zapytałam.
-Jasne, już-wstała i podeszła do szafy. Wyciągnęła parę spodenek i bluzkę. –Proszę.
-Mogę wziąć prysznic?
-Jeszcze się pytasz?- zdziwiła się- idź, a ja zrobię coś do jedzenia.
-Kocham Cię-cmoknęłam ją w policzek.
AUSTIN
Obudziła mnie sprzątaczka. Zaczęła myć podłogi w mojej sali. Zjadłem śniadanie i zacząłem czytać książkę, którą przyniosła mi mama. Lekarz oznajmił, że wyjdę stąd za kilka dni.
Ciągle nie rozumiem tego, dlaczego ten Justin to zrobił. Przecież nic mu nie zrobiłem.
Tylko.. pocałowałem się z Cher. Była smutna, chciałem ją pocieszyć.
Niespodziewanie, ktoś wszedł na salę.
-Cześć-powiedziała Cher, z wymalowanym uśmiechem.
-Cześć piękna-odpowiedziałem, odkładając książkę i siadając.
-Jak się czujesz?-zapytała siadając na łóżku.
-Jest dobrze-złapałem ją za rękę.
-Przyniosłam Ci coś -wstała i chwyciła za swoją torbę- zapewne szpitalne jedzenie niezbyt ci smakuje co?
-Nie bardzo-skrzywiłem się.
-Dlatego przyniosłam ci coś dobrego- zachichotała- Jabłka, pomarańcze, banany, czekoladę, cukierki, jogurty..
-Cher-przerwałem jej- ja tu nie zostaję na wieki -zaśmiałem się.
-No nie, ale ..
-Nie potrzeba mi aż tyle, ale dziękuję. Jesteś kochana- cmoknąłem ją w czoło.
-Jak się czujesz?-zapytała
-Powtarzasz się- dodałem z uśmiechem.
Policzki dziewczyny zmieszały się z kolorem jej włosów.
Ktoś wszedł na salę.
CHER
-Co ty tu robisz?-wstałam gwałtownie kiedy ktoś wszedł na salę.
-Chciałem porozmawiać-odparł.
-Możemy pogadać gdzie indziej, nie tu!-syknęłam.
-Nie z tobą. Z nim-pokazał na Austina.
-Ze mną?-zdziwił się.
-Tak, z tobą-dodał ze sztucznym uśmiechem- Cher zostawisz nas samych?
-Niech zostanie-dodał szybko Austin.
Zmieszał się.
-No okej-westchnął.
Justin przez chwilę patrzył na swoje supry, aż spojrzał na leżącego na łóżku Austina.
-Przepraszam-powiedział cicho.
-Słucham?-zdziwił się Aust.
-Powiedziałem, że przepraszam- dodał poważniej.
-Wiem co powiedziałeś, ale.. ty mnie przepraszasz?-był wyraźnie zdziwiony.
-Tak. Nie wiem, co we mnie wtedy wstąpiło-westchnął-zachowałem się ostatni gówniarz, wiem o tym. Dlatego przyszedłem Cię przeprosić-dodał.
-Nie spodziewałem się tego-odparł Austin.
-Naprawdę, jest mi z tym źle, wiedząc, że masz mi to za złe.
-Nie mam ci tego za złe.
-Co?-zdziwił się Just.
-Wiem, że byłeś na prochach-powiedział.
-Zaraz, co?-zapytał zdziwiony- Cher, powiedziałaś mu!?-wkurzył się.
-Nic mi nie mówiła-odpowiedział za mnie Austin- sam się domyśliłem.
-Jak?-Justin nadal nie rozumiał.
-Stary, nikt by czegoś takiego nie robił po alkoholu-zaśmiał się.
-Możliwe-odparł obojętnie- Jeszcze raz przepraszam.
-Spoko, wybaczam-uśmiechnął się.
-Fajnie. To.. na razie-uniósł kącik ust, jako uśmiech i skierował się do wyjścia.
-Justin!-wstałam nagle-możemy porozmawiać?
-Jasne-zdziwił się.
-Zaraz wracam-uśmiechnęłam się do Austina i wyszłam z Justinem na korytarz.
-Co się stało, że chcesz ze mną rozmawiać?-zadrwił.
-Już zaczynasz?-poprawiłam włosy.
-Mów, trochę mi się spieszy-odparł.
-Chciałam Ci powiedzieć, że mnie zaskoczyłeś. Nie spodziewałam się, że przyjdziesz tu i osobiście przeprosisz Austina.
-Też się tego nie spodziewałem- uśmiechnął się sztucznie.
-Możesz przestać się tak zachowywać?-podirytowałam się.
-Jak ?-uniósł brwi.
-Jakby nic na świecie Cię nie obchodziło!-powiedziałam wyższym tonem.
-Cher-westchnął- to nie jest tak..
-A jak?-zapytałam.
-Ty o niczym nie wiesz-usiadł na krześle.
-To może mi powiesz?-zaproponowałam.
Był wyraźnie zdziwiony odpowiedzią.
-Na pewno chcesz wiedzieć?-upewnił się.
-Tak-opowiedziałam bez chwili zawahania.
-Okej. Ale nie tutaj. Wolałbym.. w jakimś innym miejscu- zmieszał się.
-Dobra. Pójdę tylko po torebkę-oznajmiłam.
Weszłam na salę.
-Austin, nie będziesz się gniewał, jak przyjdę później?-zapytałam.
-Nie, no co ty. Przecież nie masz na piśmie, że musisz ze mną tu siedzieć-zaśmiał się.
-Przyjadę wieczorem dobrze?-uśmiechnęłam się.
-Jasne.
-Pa-pocałowałam go w policzek i wyszłam.
JUSTIN
-To o czym chciałeś ze mną porozmawiać?-zapytała Cher.
-Chciałem w końcu wszystko wyjaśnić-oznajmiłem.
-Proszę bardzo, oto pana kawa, a to pani herbata-powiedziała kelnerka przynosząc nasze zamówienie.
-Dziękuję-odpowiedziała Cher.
Wziąłem łyk kawy.
-Więc?-zapytała Cher, a jej brwi ułożyły się w prostą linię.
-Może zacznę od tego, co stało się u mnie w domu-westchnąłem.
-Jak chcesz-dodała obojętnie.
-Więc.. jeśli chodzi o te narkotyki, które u mnie znalazłaś to tak, są moje.
-Wiedziałam-przerwała mi.
-Ale nie wiesz, dlaczego- spoważniałem- Jak pewnie pamiętasz, moi rodzice nie żyją. Odkąd zamieszkałem z bratem, każdy z nas martwił się o siebie, o czym już też wiesz.
Skinęła głową, biorąc łyk swojego napoju.
-Kiedy brat wyjechał na swój pierwszy „handel” po świecie, zostałem sam. Miałem z czternaście lat, może więcej. Nie pamiętam. Poznałem wtedy Andy’iego i całą resztę. Zżyliśmy się bardzo. Wychodziliśmy razem na automaty, do kina, na różne festyny, aż zaczęło mi brakować pieniędzy. Nie miałem co jeść, za co płacić rachunków. Wiem, że to dziwne, w tym wieku płacić za rachunki, ale brata nie było, więc musiałem się tym zająć. –opowiadałem.
Cher wyraźnie zmiękła pod wpływem początku mojej historii.
-Więc musiałem jakoś zarobić. W szkole poznałem takiego typa, który często chodził za szatnię i palił jointy. Raz poszedłem za nim i zapytałem skąd je ma. Podał mi numer tego, od kogo je bierze.
Po lekcjach zadzwoniłem. Umówiłem się z nim, na spotkanie. Poprosiłem go, czy mógłby dla niego sprzedawać narkotyki, bo sam też potrzebuję pieniędzy. W tedy wydawało się to najszybsze zarobienie pieniędzy. Mając tego dużo w domu, spróbowałem. Zamieniło się to potem w nałóg. Chłopaki pomogli mi z tym zerwać na jakiś czas, ale tak się nie da, jak mas je cały czas pod ręką. Pod ich wpływem się nie denerwuję, zachowuje się swobodnie, nie martwię się niczym. I co najważniejsze, mam za co żyć. – zacisnąłem szczękę.
-Ja –zamknęła powieki- ja nie wiedziałam.
-Nie dałaś mi się przedtem wytłumaczyć..-próbowałem nie pokazać po sobie smutku.
-Ale nadal nie rozumiem, dlaczego dźgnąłeś Austina.
-Wziąłem wtedy prochy.
-Ale to tego nie tłumaczy. Na pewno miałeś chociaż odrobinę trzeźwości!
-Cher.. ja to zrobiłem, bo nie mogłem patrzeć, jak się obściskujecie tam razem-uniosłem ton.
-My się nie obściskiwaliśmy Justin!-dodała zdziwiona.
-Wyglądało na coś innego- odaparłem.
-Austin jest moim znajomym. Rozmawialiśmy zaledwie dwie godziny, plus kilka w szpitalu-zaśmiała się.
-Ale widać, ja na ciebie patrzy-spojrzałem na swoje nogi.
-Patrzy jak?-zachichotała.
-No a jak może patrzeć chłopak na taką dziewczynę-pokazałem na nią.
Zarumieniła się. Tęskniłem za tym. Za jej rumienieniem się, kiedy powiem jej komplement.
-Ja i tak wiem, że się z nim nie obściskiwałam-była uparta.
-Nie obściskiwałaś się z nim, jasne. To z kim się całowałaś?-spoważniałem.
-A dlaczego cię to obchodzi?-zadziwiła się.
-Nie chcę, żeby jakiś pajac cię zranił-nasza rozmowa stała się bardziej napięta.
-My nie jesteśmy razem! A tak poza tym co cię to obchodzi?
-Bo coś do ciebie czuję, Cher.
_________________________________________
Wiem, że miałam dodawać rozdziały do 4 dni, ale zaliczałam kilka przedmiotów. A w weekend miałam urodziny i rozumiecie, melanż :D
MAM DO WAS PROŚBĘ!
WCHODZĄC NA BLOGA, NAD ARCHIWUM BLOGA DODAŁAM MOJEGO TWITTERA, JAKBYŚCIE MIELI JAKIEŚ PYTANIA I CO NAJWAŻNIEJSZE TERAZ, INFORMOWANYCH.
TROSZKĘ SIĘ W TYM GUBIĘ, DLATEGO KAŻDY KTO CHCE BYĆ INFORMOWANY O NOWYCH ROZDZIAŁACH, PISZE TAM W KOMENTARZU SWOJĄ NAZWĘ W TWITTERA.
INACZEJ NIE BĘDĘ INFORMOWAĆ!!!
Nie otrzymałem odpowiedzi. Pewnie się przesłyszałem. Otarłem oko od słonego płynu.
Wszystkie zmartwienia wróciły. Nie wiem, jak mogłem na to pozwolić.
Prochy wzięły górę nade mną. Normalnie bym tego nie zrobił. Lubię Cher, chyba nawet bardzo, ale nigdy nie postąpiłbym tak na trzeźwo. Pociągnąłem nosem. Jestem totalnym palantem.
Skrzywdziłem dziewczynę, na której mi zależało. Na początku narkotyki, a potem ten cały Austin.
Przecież to jej wybór, czy woli jego czy mnie. Powinienem od razu jej wszystko wytłumaczyć.. jestem idiotą. Cher jest cudowną dziewczyną. Ma charakter, potrafi zawalczyć o swoje.
Jest mądra, zabawna, seksowna, piękna i tak słodko się rumieni, kiedy mówię jej jakiś komplement.
Nie wybaczy mi. Ja to wszystko robiłem, bo mi na niej zależy. Wszystko stracone.
CHER
-Cześć kochanie-cmoknęła mnie w policzek Kim- Matko! Jesteś cała przemoczona!
-Złapał mnie dreszcz-odpowiedziałam ze sztucznym uśmiechem.
-Chodź, dam ci coś suchego-przytuliła mnie.
Mój telefon zawibrował. Wyciągnęłam go. Nieznany numer dzwoni.
-Słucham?-zapytałam.
-Cher, tu Austin! Stało się coś strasznego-odpowiedział.
-Boże, co jest?-przestraszyłam się.
-Tęsknie!-odparł.
Zachichotałam.
-Austin, to miała być naprawdę wyjątkowa sytuacja-mój humor się poprawił.
-Ale to jest wyjątkowa sytuacja-udawał smutnego.
-Musisz wytrzymać do rana. Przyjdę zaraz jak wstanę-powiedziałam.
-No okej. Śpij dobrze-dał mi buziaka do telefonu.
-Dobranoc-zaśmiałam się.
Weszłam po schodach, do pokoju przyjaciółki.
-Kto dzwonił?-uśmiechnęła się.
-Austin-odparłam siadając na łóżku.
-Cher. Powiesz mi jak to się stało?-zapytała po chwili, pocierając moje ramie.
-Chłopcy ci nie powiedzieli?-zdziwiłam się.
-Nie-wywróciła oczami.
Westchnęłam.
-Jak nie czujesz się dobrze, to nie musisz-zapewniła.
-Nie, jest okej. –spuściłam głowę- Zaczęło się na imprezie. Tańczyłam z Austinem.
Rozmawialiśmy, śmialiśmy się, wszystko było dobrze. Nagle podszedł Just i mnie mu odbił. Był na prochach- westchnęłam-pokłóciłam się z nim i wyszłam z Austinem na zewnątrz. Zaczęłam mu się tłumaczyć z głupiego zachowania Justina. Powiedziałam, że jest moim byłym chłopakiem i był pod wpływem alkoholu. Chłopak powiedział, że nie mogę dać sobą manipulować. Pocałował mnie- przerwałam- Trwało to dłuższą chwilę. Niespodziewanie chłopak na mnie upadł. Zaczął kaszleć i pluć krwią. Wtedy zobaczyłam Justina. Z nożem. Pomogłam Austinowi usiąść i podeszłam do niego. Zaczęliśmy się kłócić, a on –westchnęłam- on mnie uderzył- moje oczy zaszły łzami.
-Zaraz… co zrobił?-wytrzeszczyła oczy.
-Nie karz mi tego powtarzać-pociągnęłam nosem.
-Cher kochanie-przytuliła mnie do swojej klatki piersiowej.
Ponownie pociągnęłam nosem. Zapanowała między nami niezręczna cisza.
-Nie wiem co powiedzieć-otarłam policzek.
-Nic nie musisz mówić bejb-odparła, nadal do mnie przytulona.
-Dasz mi coś suchego?-zapytałam.
-Jasne, już-wstała i podeszła do szafy. Wyciągnęła parę spodenek i bluzkę. –Proszę.
-Mogę wziąć prysznic?
-Jeszcze się pytasz?- zdziwiła się- idź, a ja zrobię coś do jedzenia.
-Kocham Cię-cmoknęłam ją w policzek.
AUSTIN
Obudziła mnie sprzątaczka. Zaczęła myć podłogi w mojej sali. Zjadłem śniadanie i zacząłem czytać książkę, którą przyniosła mi mama. Lekarz oznajmił, że wyjdę stąd za kilka dni.
Ciągle nie rozumiem tego, dlaczego ten Justin to zrobił. Przecież nic mu nie zrobiłem.
Tylko.. pocałowałem się z Cher. Była smutna, chciałem ją pocieszyć.
Niespodziewanie, ktoś wszedł na salę.
-Cześć-powiedziała Cher, z wymalowanym uśmiechem.
-Cześć piękna-odpowiedziałem, odkładając książkę i siadając.
-Jak się czujesz?-zapytała siadając na łóżku.
-Jest dobrze-złapałem ją za rękę.
-Przyniosłam Ci coś -wstała i chwyciła za swoją torbę- zapewne szpitalne jedzenie niezbyt ci smakuje co?
-Nie bardzo-skrzywiłem się.
-Dlatego przyniosłam ci coś dobrego- zachichotała- Jabłka, pomarańcze, banany, czekoladę, cukierki, jogurty..
-Cher-przerwałem jej- ja tu nie zostaję na wieki -zaśmiałem się.
-No nie, ale ..
-Nie potrzeba mi aż tyle, ale dziękuję. Jesteś kochana- cmoknąłem ją w czoło.
-Jak się czujesz?-zapytała
-Powtarzasz się- dodałem z uśmiechem.
Policzki dziewczyny zmieszały się z kolorem jej włosów.
Ktoś wszedł na salę.
CHER
-Co ty tu robisz?-wstałam gwałtownie kiedy ktoś wszedł na salę.
-Chciałem porozmawiać-odparł.
-Możemy pogadać gdzie indziej, nie tu!-syknęłam.
-Nie z tobą. Z nim-pokazał na Austina.
-Ze mną?-zdziwił się.
-Tak, z tobą-dodał ze sztucznym uśmiechem- Cher zostawisz nas samych?
-Niech zostanie-dodał szybko Austin.
Zmieszał się.
-No okej-westchnął.
Justin przez chwilę patrzył na swoje supry, aż spojrzał na leżącego na łóżku Austina.
-Przepraszam-powiedział cicho.
-Słucham?-zdziwił się Aust.
-Powiedziałem, że przepraszam- dodał poważniej.
-Wiem co powiedziałeś, ale.. ty mnie przepraszasz?-był wyraźnie zdziwiony.
-Tak. Nie wiem, co we mnie wtedy wstąpiło-westchnął-zachowałem się ostatni gówniarz, wiem o tym. Dlatego przyszedłem Cię przeprosić-dodał.
-Nie spodziewałem się tego-odparł Austin.
-Naprawdę, jest mi z tym źle, wiedząc, że masz mi to za złe.
-Nie mam ci tego za złe.
-Co?-zdziwił się Just.
-Wiem, że byłeś na prochach-powiedział.
-Zaraz, co?-zapytał zdziwiony- Cher, powiedziałaś mu!?-wkurzył się.
-Nic mi nie mówiła-odpowiedział za mnie Austin- sam się domyśliłem.
-Jak?-Justin nadal nie rozumiał.
-Stary, nikt by czegoś takiego nie robił po alkoholu-zaśmiał się.
-Możliwe-odparł obojętnie- Jeszcze raz przepraszam.
-Spoko, wybaczam-uśmiechnął się.
-Fajnie. To.. na razie-uniósł kącik ust, jako uśmiech i skierował się do wyjścia.
-Justin!-wstałam nagle-możemy porozmawiać?
-Jasne-zdziwił się.
-Zaraz wracam-uśmiechnęłam się do Austina i wyszłam z Justinem na korytarz.
-Co się stało, że chcesz ze mną rozmawiać?-zadrwił.
-Już zaczynasz?-poprawiłam włosy.
-Mów, trochę mi się spieszy-odparł.
-Chciałam Ci powiedzieć, że mnie zaskoczyłeś. Nie spodziewałam się, że przyjdziesz tu i osobiście przeprosisz Austina.
-Też się tego nie spodziewałem- uśmiechnął się sztucznie.
-Możesz przestać się tak zachowywać?-podirytowałam się.
-Jak ?-uniósł brwi.
-Jakby nic na świecie Cię nie obchodziło!-powiedziałam wyższym tonem.
-Cher-westchnął- to nie jest tak..
-A jak?-zapytałam.
-Ty o niczym nie wiesz-usiadł na krześle.
-To może mi powiesz?-zaproponowałam.
Był wyraźnie zdziwiony odpowiedzią.
-Na pewno chcesz wiedzieć?-upewnił się.
-Tak-opowiedziałam bez chwili zawahania.
-Okej. Ale nie tutaj. Wolałbym.. w jakimś innym miejscu- zmieszał się.
-Dobra. Pójdę tylko po torebkę-oznajmiłam.
Weszłam na salę.
-Austin, nie będziesz się gniewał, jak przyjdę później?-zapytałam.
-Nie, no co ty. Przecież nie masz na piśmie, że musisz ze mną tu siedzieć-zaśmiał się.
-Przyjadę wieczorem dobrze?-uśmiechnęłam się.
-Jasne.
-Pa-pocałowałam go w policzek i wyszłam.
JUSTIN
-To o czym chciałeś ze mną porozmawiać?-zapytała Cher.
-Chciałem w końcu wszystko wyjaśnić-oznajmiłem.
-Proszę bardzo, oto pana kawa, a to pani herbata-powiedziała kelnerka przynosząc nasze zamówienie.
-Dziękuję-odpowiedziała Cher.
Wziąłem łyk kawy.
-Więc?-zapytała Cher, a jej brwi ułożyły się w prostą linię.
-Może zacznę od tego, co stało się u mnie w domu-westchnąłem.
-Jak chcesz-dodała obojętnie.
-Więc.. jeśli chodzi o te narkotyki, które u mnie znalazłaś to tak, są moje.
-Wiedziałam-przerwała mi.
-Ale nie wiesz, dlaczego- spoważniałem- Jak pewnie pamiętasz, moi rodzice nie żyją. Odkąd zamieszkałem z bratem, każdy z nas martwił się o siebie, o czym już też wiesz.
Skinęła głową, biorąc łyk swojego napoju.
-Kiedy brat wyjechał na swój pierwszy „handel” po świecie, zostałem sam. Miałem z czternaście lat, może więcej. Nie pamiętam. Poznałem wtedy Andy’iego i całą resztę. Zżyliśmy się bardzo. Wychodziliśmy razem na automaty, do kina, na różne festyny, aż zaczęło mi brakować pieniędzy. Nie miałem co jeść, za co płacić rachunków. Wiem, że to dziwne, w tym wieku płacić za rachunki, ale brata nie było, więc musiałem się tym zająć. –opowiadałem.
Cher wyraźnie zmiękła pod wpływem początku mojej historii.
-Więc musiałem jakoś zarobić. W szkole poznałem takiego typa, który często chodził za szatnię i palił jointy. Raz poszedłem za nim i zapytałem skąd je ma. Podał mi numer tego, od kogo je bierze.
Po lekcjach zadzwoniłem. Umówiłem się z nim, na spotkanie. Poprosiłem go, czy mógłby dla niego sprzedawać narkotyki, bo sam też potrzebuję pieniędzy. W tedy wydawało się to najszybsze zarobienie pieniędzy. Mając tego dużo w domu, spróbowałem. Zamieniło się to potem w nałóg. Chłopaki pomogli mi z tym zerwać na jakiś czas, ale tak się nie da, jak mas je cały czas pod ręką. Pod ich wpływem się nie denerwuję, zachowuje się swobodnie, nie martwię się niczym. I co najważniejsze, mam za co żyć. – zacisnąłem szczękę.
-Ja –zamknęła powieki- ja nie wiedziałam.
-Nie dałaś mi się przedtem wytłumaczyć..-próbowałem nie pokazać po sobie smutku.
-Ale nadal nie rozumiem, dlaczego dźgnąłeś Austina.
-Wziąłem wtedy prochy.
-Ale to tego nie tłumaczy. Na pewno miałeś chociaż odrobinę trzeźwości!
-Cher.. ja to zrobiłem, bo nie mogłem patrzeć, jak się obściskujecie tam razem-uniosłem ton.
-My się nie obściskiwaliśmy Justin!-dodała zdziwiona.
-Wyglądało na coś innego- odaparłem.
-Austin jest moim znajomym. Rozmawialiśmy zaledwie dwie godziny, plus kilka w szpitalu-zaśmiała się.
-Ale widać, ja na ciebie patrzy-spojrzałem na swoje nogi.
-Patrzy jak?-zachichotała.
-No a jak może patrzeć chłopak na taką dziewczynę-pokazałem na nią.
Zarumieniła się. Tęskniłem za tym. Za jej rumienieniem się, kiedy powiem jej komplement.
-Ja i tak wiem, że się z nim nie obściskiwałam-była uparta.
-Nie obściskiwałaś się z nim, jasne. To z kim się całowałaś?-spoważniałem.
-A dlaczego cię to obchodzi?-zadziwiła się.
-Nie chcę, żeby jakiś pajac cię zranił-nasza rozmowa stała się bardziej napięta.
-My nie jesteśmy razem! A tak poza tym co cię to obchodzi?
-Bo coś do ciebie czuję, Cher.
_________________________________________
Wiem, że miałam dodawać rozdziały do 4 dni, ale zaliczałam kilka przedmiotów. A w weekend miałam urodziny i rozumiecie, melanż :D
MAM DO WAS PROŚBĘ!
WCHODZĄC NA BLOGA, NAD ARCHIWUM BLOGA DODAŁAM MOJEGO TWITTERA, JAKBYŚCIE MIELI JAKIEŚ PYTANIA I CO NAJWAŻNIEJSZE TERAZ, INFORMOWANYCH.
TROSZKĘ SIĘ W TYM GUBIĘ, DLATEGO KAŻDY KTO CHCE BYĆ INFORMOWANY O NOWYCH ROZDZIAŁACH, PISZE TAM W KOMENTARZU SWOJĄ NAZWĘ W TWITTERA.
INACZEJ NIE BĘDĘ INFORMOWAĆ!!!
niedziela, 19 maja 2013
Fourteen.
-Cher kochanie, Kim
przyszła!-krzyknęła z kuchni mama.
-Już schodzę!-odkrzyknęłam.
Stanęłam przed lustrem. Miałam na sobie czarne, obcisłe rurki, białą, luźną bluzkę z pączkiem, którą włożyłam w spodnie i lekko wytartą katanę. Poprawiłam włosy, chwyciłam torbę i zeszłam na dół.
-Ile można?-zaśmiała się przyjaciółka.
-Faktycznie długo czekałaś-wywróciłam oczami.
Kim była ubrana w jeansy, szarą bluzkę z napisem ‘KISS ME’, skórzaną kurtkę i czarne buty na obcasie.
-Udanej zabawy dziewczynki-cmoknęła nas w policzek mama.
-Dziękujemy pani Reed-uśmiechnęła się Kim.
-Kim, naprawdę nie ma problemu, żeby Cher została u Ciebie na noc?-zapytała.
-Mamo!-posłałam jej groźne spojrzenie, zakładając trampki.
-Kochanie, przestań mi tu wywracać oczami! Muszę wiedzieć, czy nie sprawiasz kłopotu!-odpowiedziała mi.
-Spokojnie proszę pani. Rodzice się zgodzili, nie ma problemu-odparła z uśmiechem.
-W takim razie, dobrze. To bawcie się dobrze-dodała.
-Pa mamo! Nie dzwoń! Ciesz się rocznicą-zaśmiałam się, wychodząc przed dom.
-Dobrze, nie będę-wywróciła oczami i zamknęła drzwi.
-To to czas na imprezę-zanuciła Kim. Obie wybuchłyśmy śmiechem.
-Już schodzę!-odkrzyknęłam.
Stanęłam przed lustrem. Miałam na sobie czarne, obcisłe rurki, białą, luźną bluzkę z pączkiem, którą włożyłam w spodnie i lekko wytartą katanę. Poprawiłam włosy, chwyciłam torbę i zeszłam na dół.
-Ile można?-zaśmiała się przyjaciółka.
-Faktycznie długo czekałaś-wywróciłam oczami.
Kim była ubrana w jeansy, szarą bluzkę z napisem ‘KISS ME’, skórzaną kurtkę i czarne buty na obcasie.
-Udanej zabawy dziewczynki-cmoknęła nas w policzek mama.
-Dziękujemy pani Reed-uśmiechnęła się Kim.
-Kim, naprawdę nie ma problemu, żeby Cher została u Ciebie na noc?-zapytała.
-Mamo!-posłałam jej groźne spojrzenie, zakładając trampki.
-Kochanie, przestań mi tu wywracać oczami! Muszę wiedzieć, czy nie sprawiasz kłopotu!-odpowiedziała mi.
-Spokojnie proszę pani. Rodzice się zgodzili, nie ma problemu-odparła z uśmiechem.
-W takim razie, dobrze. To bawcie się dobrze-dodała.
-Pa mamo! Nie dzwoń! Ciesz się rocznicą-zaśmiałam się, wychodząc przed dom.
-Dobrze, nie będę-wywróciła oczami i zamknęła drzwi.
-To to czas na imprezę-zanuciła Kim. Obie wybuchłyśmy śmiechem.
* * *
Trzymając rękę przyjaciółki, przeciskałam się przez tłum ludzi. Głośna muzyka, alkohol, pół nagie dziewczyny, przystojni faceci. Typowa balanga. Przedostałyśmy się przez tańczących ludzi, do stolika z napojami. Kim podała mi puszkę piwa. Bez chwili zawahania otworzyłam je i upiłam łyk. Tego mi brakowało. Kilku chłopaków zeszło z kanapy, a ja szybko pociągnęłam Kim za sobą, siadając na nią. Wypatrywałyśmy, jak co imprezę, przystojnych kolesi. Moja puszka powoli stawała się pusta. Kim szturchnęła mnie w brzuch. Spojrzałam na nią pytająco. Skinęła głową w prawo. W naszym kierunku szli dwaj faceci. Oby dawaj bruneci. Przyjaciółka uśmiechnęła się do mnie.
-Cześć dziewczyny-powiedział jeden.
-Siema-odpowiedziała Kim.
-Jestem Austin, a to mój przyjaciel Lucas –uśmiechnął się słodko.
-Ja jestem Cher, a to moja przyjaciółka Kim-zachichotałam.
-Więc-usiedli z koło nas na kanapie- do jakiej szkoły chodzicie?- zapytał Lucas.
-Do Bruins -dodała z uśmiechem Kim.
-My do Red Sox-odparł Austin.
-Sorry, idę po picie-powiedziała przechodząc przez Austina.
-Idę z tobą-odparł.
Podeszłam do stołu, chwyciłam czystą szklankę i zrobiłam sobie drinka. Chłopak wziął puszkę z piwem.
-Ile masz lat?-zapytał.
-16-zachichotałam.
-Taka młoda i spożywa alkohol?-zaśmiał się.
-I kto to mówi-szturchnęłam go, biorąc łyk napoju.
-Zatańczysz?-zapytał po chwili.
-Jasne.
Chwycił moją rękę, po czym udaliśmy się tam, gdzie większość gości. Objęłam go rękami wokół szyi, a on swoje dłonie przeniósł na moje biodra. Miał duże, niebieskie oczy, które było wdać przy ciemnym świetle. Nie powiem, był przystojny. Wydawał mi się miły, a na pewno przyzwoity.
JUSTIN
Zatrzymałem samochód przed domem laski ze szkoły. Wcześniej dostałem sms’a , że urządza domówkę. Wyszedłem z mercedesa i poprawiłem skórzaną kurtkę. Schowałem kluczyki do kieszeni i ruszyłem w stronę domu. Głośną muzykę było słychać już na sąsiedniej ulicy. Mój telefon zawibrował. Odblokowałem go.
Od: Andy
Będziemy za kilka minut.
Schowałem iPhona do kieszeni i wszedłem do środka. Dom prawie pękał w szwach od ilości osób. Od razu podszedłem do stołu z alkoholem. Wziąłem puszkę piwa, otworzyłem i duszkiem wypiłem. Wziąłem kolejne. Stanąłem w kącie pokoju, żeby mieć lepszy widok na tańczące panny. Pijąc złotawy napój, moją uwagę przykuła dziewczyna siedząca na kanapie z jakimś gościem. Po chwili niepewności, rozpoznałem ją. To była Kim! Przyjaciółka Cher! Na pewno musiała tu być razem z nią. Zacząłem rozglądać się po pokoju w jej poszukiwaniu. Na próżno. Wyrzuciłem puszkę do worka, który leżał pod stołem. Niespodziewanie ktoś klepnął mnie w plecy. Odwróciłem się zdenerwowany.
-Siema stary-zaśmiał się Andy.
-Joł-przybiliśmy piątkę- masz towar?
-No jasne!
-Chodź na górę!-skinąłem głową.
Zaczęliśmy przeciskać się przez tańczący tłum. Zauważyłem znajomy mi kolor włosów. To bez wątpienia była Cher. Tańczyła z jakimś lamusem. Niech od zabierze od niej swoje łapy!
-Stary, ruchy!-popchnął mnie Nathan.
-Idę no!-syknąłem nie spuszczając oka z dziewczyny.
Cher nie była brzydka. Ale dupę miała dobrą. Przeleciałbym ją. Szkoda, że nic nie wyszło z tej akcji, sprzed kilku dni. Weszliśmy na górę i zamknęliśmy się w łazience. Ktoś, kto by to widział, na pewno by miał dziwne myśli, widząc sześciu chłopaków, wchodzących razem do kibla.
-Wyciągaj-powiedziałem siadając na szafce.
-Daj rękę-nakazał Andy. Podałem mu ją, a on nasypał mi dosyć sporo ,białego proszku. Bez wahania wciągnąłem go nosem. Moje oczy lekko się zaszkliły. Zamrugałem kilka razy, żeby pozbyć się słonego płynu. Chłopacy zrobili to samo. Po chwili poczułem, jak moje serce szybciej bije.
-To co? Idziemy się zabawić-zaśmiał się Andy .
-No pewnie-dodałem i wyszliśmy z łazienki, schodząc na dół.
-Chcesz piwo?-zapytał Andy
-Nie. Znaczy.. idźcie, zaraz przyjdę-powiedziałem z uśmiechem.
-Jak chcesz. My idziemy wyrywać laski-zaśmiał się.
Zacząłem przyglądać się Cher i temu typkowi. Stali dokładnie w tym samym miejscu, gdzie byli przedtem. Piosenka zmieniła się na wolną. Ich dwoje zaczęło się do siebie przybliżać. Musiałem zainterweniować. Podszedłem do nich
-Odbijanko- walnąłem go lekko biodrem, a chłopak odskoczył na bok.
-Justin.. czy ty musisz być wszędzie tam gdzie ja?-zdenerwowała się.
-Zostałem zaproszony. Nie moja wina, że mamy tych samych znajomych kochanie-położyłem jej ręce na moich ramionach, a swoje położyłem na jej biodrach.
-Zostaw mnie-chciała wyrwać się z uścisku, ale ja przycisnąłem ją do siebie.
-Co ty masz na nosie?-zapytała, po czym przejechała swoim malutkim palcem po moim nosie-Justin?! Dragi? Naprawdę?-dodała zła.
-Tak-powiedziałem, a moje ręce wsunąłem pod jej spodnie.
-Zostaw mnie-odsunęła się ode mnie- jeżeli mamy rozmawiać, kiedy jesteś na prochach, to zapomnij o tym!-syknęła, po czym przecisnęła się przez tłum, wychodząc na zewnątrz z tym gościem.
CHER
Wyszliśmy z Austinem przed dom, by zaczerpnąć trochę świeżego powietrza.
-Wszystko w porządku?-zapytał łapiąc mnie za rękę.
-Jasne-skłamałam
-Cher-spojrzał mi w oczy- mi możesz powiedzieć. Chodzi o tego gościa?
-Tak, o niego-westchnęłam.
-Kim on jest?-zapytał z troską.
-To jest… mój były chłopak-ponownie skłamałam.
-Zawsze się tak zachowuje?-zaśmiał się.
-Nie zawsze. Pewnie.. wypił za dużo- w tamtym momencie, kłamstwo było moim drugim imieniem.
-Pewnie tak-dodał, przejeżdżając ręką po moim policzku -Nie możesz dać sobą manipulować.
-Wiem, ale on jest strasznie nachalny- odparłam patrząc mu w oczy.
Austin nic nie odpowiedział. Nachylił się nade mną i delikatnie dotknął moich ust, swoimi. Zrobił to tak delikatnie, że ledwo co poczułam jego wargi na moich.
-Powiedz, żebym przestał, a przestanę- powiedział.
-Nie przestawaj- szepnęłam.
Nasz pocałunek z każdą chwilą stawał się bardziej namiętny. Niespodziewanie Austin jęknął, opadając i przygryzając moją wargę. Złapałam go.
-Wszystko okej?-zapytałam.
Chłopak zaczął gwałtownie kaszleć. Z jego ust zaczęła lecieć krew. Zamarłam.
-Austin!-krzyknęłam.
-Jest dobrze-powiedział biorąc gwałtowne oddechy.
Spojrzałam przed siebie, nadal trzymając go w ramionach. Moim oczom ukazał się Justin. Justin z nożem.
-Chodź-pomogłam mu usiąść na ziemi-zaraz przyjdę. Pooddychaj spokojnie.
-Okej-dodał, a jego klatka gwałtownie się poruszała.
Podeszłam do Justina.
-Czy ciebie do reszty pojebało?-krzyknęłam mu w twarz.
-Musiał wiedzieć, że nie może Cię mieć-dodał obojętnie.
-Nie jestem niczyją własnością do cholery!-warknęłam.
-Jesteś moja!-syknął chowając nóż do kieszeni.
-Nie, nie jestem! Kurwa, co ci odbiło, żeby dźgać bezbronnego chłopaka z plecy?-kontynuowałam.
-Faktycznie kurwa bezbronny! Całował cię! Nie mogłem na to pozwolić-krzyknął- z resztą, nie pamiętasz co zaszło między nami kilka dniu temu? Mogłaś mieć mnie całego-szepnął.
-Już ci powiedziałam, nie jestem twoją własnością i nigdy nią nie będę. Jesteś nic nie wartym skurwielem, któremu zależy tylko na dymaniu. Jeżeli tak cię do tego ciągnie, to idź do burdelu!
Chłopak zwinął rękę w pięść. Zamachnął się i uderzył mnie nią w policzek. Pod wpływem siły, moja głowa skierowała się w prawo. Chwyciłam za bolący policzek. Spojrzałam na rękę. Krew.
Spojrzałam na chłopaka i przewiesiłam swoje ręce na jego szyi. Uśmiechnęłam się sztucznie i najmocniej jak umiałam, uderzyłam go kolanem w krocze. Skulił się pod wpływem bólu. Zostawiłam go, opadającego na ziemię i podbiegłam do Austina. Kilka osób wyszło z domu. Zauważyli całe zamieszanie i podeszli do nas.
-Wszystko w porządku?-zapytałam chłopaka.
-Jest okej-jego oddech się uregulował, co mnie uspokoiło.
-Na co czekacie? Wezwijcie karetkę!-krzyknęłam do patrzących się na nas ludzi.
* * *
-Jak to się stało? Podejrzewasz może kogoś?-zapytał lekarz.
-Byłem na imprezie. I wie pan, jak to jest na imprezie. Całowałem się i.. na coś się nabiłem-odpowiedział Austin.
-Czyli mam rozumieć, że nikogo pan nie podejrzewa-dodał lekarz.
-Nie-odparł chłopak.
-Dobrze.
-Panie doktorze?-podeszłam do niego- w jakim on jest stanie?
-Nie jest najgorzej. Zszyliśmy ranę na plecach, zatrzymaliśmy krwotok. Zostanie u nas trochę na obserwacji.
-Ale wszystko będzie dobrze?
-Tak, będzie dobrze-uśmiechnął się do mnie- przepraszam, ale czekają na mnie inni pacjenci.
-Oczywiście-uśmiechnęłam się do niego.
Usiadłam przy łóżku chłopaka.
-Jak się czujesz?-zapytałam, chwytając jego rękę.
-Lepiej-uśmiechnął się.
-Bałam się, że coś ci się stało.
-Cher.. to był Justin prawda?-zapytał cicho.
-Tak-spuściłam głowę- nie wiem co mu odbiło!
-On nie był pod wpływem alkoholu, tak?
-Nie-oblizałam usta-ale.. skąd ty to możesz wiedzieć.
-Długa historia-westchnął, nadal trzymając mnie za rękę- Cher, może wydać ci się to dziwne, ale rozmawiając z tobą czuję się, jakbyśmy się znali już długi czas, a nie tylko trzy godziny-zaśmiał się.
-Od pieluchy?-zachichotałam
-Od pieluchy-uśmiechnął się.
KIM
Siedziałam z Lucasem popijając piwo. Ktoś do nas podszedł.
-Lucas?-zapytał ten ktoś- kope lat stary!
-Andy?- i wtedy wszystko stało się jasne.
-No aż tak się nie zmieniłem-zaśmiał się. To był ten Andy. Andy od Justina.
-Zaraz.. Kim?-spojrzał na mnie blondyn.
-Pamiętasz mnie?-zdziwiłam się.
-No pewnie. Jedliśmy razem lunch- uśmiechnął się.
-Piwo?-zapytał go Lucas
-Jasne-odparł, odbierając od niego puszkę.
-Zaraz wracam. Muszę zadzwonić do Cher, bo nigdzie jej nie ma-poinformowałam ich.
-Okej. Ej stary, chodź na górę, mam dobry towar-szepnął mi do ucha, ale na tyle głośno, że usłyszałam.
-Wiem, że chcecie wciągnąć dragi. Spoko, idźcie, ja zaraz wrócę-zdziwieni moją reakcją, zaśmiali się i poszli na górę. Ja poszłam do łazienki, a oni do pokoju.
Wyciągnęłam telefon i wybrałam numer Cher.
-Słucham?-odezwała się.
-Gdzie ty jesteś?-zapytałam.
-W szpitalu.
-Co?! Jak to?! Nic ci nie jest?-spanikowałam.
-Nic mi nie jest. Tylko Austinowi coś się przytrafiło.
-Boże.. gdzie jesteście ?-dopytywałam.
-Na West Boston Road.
-Już tam jade!
-Okej, pa-rozłączyłam się.
Udałam się do pokoju, gdzie byli Lucas i Andy.
-Oo Kim-uśmiechnął się Lucas.
-Boże, jacy narkomani!-zaśmiałam się.
-Chcesz?-zaproponował Andy.
Zawahałam się- no okej.
Nasypał mi białego proszku na rękę.
-Wciągnij nosem-zdziwiłam się, ale tak zrobiłam. Moje oczy zaczęły łzawić.
-Dobra dziewczynka-poklepał mnie po plecach Andy.
-Dobra chłopaki! Musicie mnie zawieźć do szpitala na West Boston Road-dodałam już poważna.
-Dlaczego?-zaśmiał się Andy.
-Bo coś się stało Austinowi, a Cher z nim jest!
-Co?-Lucas zrobił wielkie oczy- jedziemy!
CHER
Leżałam z Austinem na łóżku. Rozmawialiśmy o swoich życiach, rodzinach, o szkole. Był o wiele inny niż Justin. Był wrażliwy, opiekuńczy, miły, troskliwy. A Justin? Kompletna odwrotność!
Ktoś wszedł na salę. To była Kim, Lucas i Andy.
-Andy?-zdziwiłam się.
-Cześć Cher-zaśmiał się. Zapomniałam, że no.. pogodziliśmy się.
-Co się stało?-zapytał Lucas.
-Andy, mogę Cię na słówko?-zapytałam.
-Jasne-wyszliśmy przed salę.
-Trudno mi o tym mówić..
-Co mu jest?-zapytał
-Został dźgnięty nożem w plecy-posmutniałam.
-Boże.. kto mu to zrobił?-spoważniał
-Justin-westchnęłam
-Co?-jego oczy zrobiły się wielkie- to niemożliwe!
-Ale to zrobił!-powiedziałam wyższym tonem!
-Nie wierzę!-potrząsnął głową.
-A mnie uderzył-powiedziałam cicho.
-Co?-jego głos był przepełniony troską
-To co słyszałeś-zamknęłam oczy.
-Tutaj?-dotknął mojego policzka
-Tak.
-To szmata!
-Co? Przecież to twój przyjaciel!-dodałam.
-Ale nie powinien podnosić ręki na kobietę!-syknął cicho.
Westchnęłam.
-Słuchaj.. to nie może tak się skończyć! Justin musi za to zapłacić, nawet jeżeli jest moim przyjacielem.
-On był pod wpływem narkotyków.
-To go nie usprawiedliwia! –dodał- Nie pozwolę na to Cher.
Moje oczy zaszły łzami. Podeszłam do niego i objęłam swoje ręce, w okól jego talii. Zrobił to samo.
-Dziękuję Ci.-szepnęłam.
-Możesz na mnie liczyć, pamiętaj-powiedział.
-Zawiózł być Kim do domu?-zapytałam
-Pewnie-uśmiechnął się.
Trzymając rękę przyjaciółki, przeciskałam się przez tłum ludzi. Głośna muzyka, alkohol, pół nagie dziewczyny, przystojni faceci. Typowa balanga. Przedostałyśmy się przez tańczących ludzi, do stolika z napojami. Kim podała mi puszkę piwa. Bez chwili zawahania otworzyłam je i upiłam łyk. Tego mi brakowało. Kilku chłopaków zeszło z kanapy, a ja szybko pociągnęłam Kim za sobą, siadając na nią. Wypatrywałyśmy, jak co imprezę, przystojnych kolesi. Moja puszka powoli stawała się pusta. Kim szturchnęła mnie w brzuch. Spojrzałam na nią pytająco. Skinęła głową w prawo. W naszym kierunku szli dwaj faceci. Oby dawaj bruneci. Przyjaciółka uśmiechnęła się do mnie.
-Cześć dziewczyny-powiedział jeden.
-Siema-odpowiedziała Kim.
-Jestem Austin, a to mój przyjaciel Lucas –uśmiechnął się słodko.
-Ja jestem Cher, a to moja przyjaciółka Kim-zachichotałam.
-Więc-usiedli z koło nas na kanapie- do jakiej szkoły chodzicie?- zapytał Lucas.
-Do Bruins -dodała z uśmiechem Kim.
-My do Red Sox-odparł Austin.
-Sorry, idę po picie-powiedziała przechodząc przez Austina.
-Idę z tobą-odparł.
Podeszłam do stołu, chwyciłam czystą szklankę i zrobiłam sobie drinka. Chłopak wziął puszkę z piwem.
-Ile masz lat?-zapytał.
-16-zachichotałam.
-Taka młoda i spożywa alkohol?-zaśmiał się.
-I kto to mówi-szturchnęłam go, biorąc łyk napoju.
-Zatańczysz?-zapytał po chwili.
-Jasne.
Chwycił moją rękę, po czym udaliśmy się tam, gdzie większość gości. Objęłam go rękami wokół szyi, a on swoje dłonie przeniósł na moje biodra. Miał duże, niebieskie oczy, które było wdać przy ciemnym świetle. Nie powiem, był przystojny. Wydawał mi się miły, a na pewno przyzwoity.
JUSTIN
Zatrzymałem samochód przed domem laski ze szkoły. Wcześniej dostałem sms’a , że urządza domówkę. Wyszedłem z mercedesa i poprawiłem skórzaną kurtkę. Schowałem kluczyki do kieszeni i ruszyłem w stronę domu. Głośną muzykę było słychać już na sąsiedniej ulicy. Mój telefon zawibrował. Odblokowałem go.
Od: Andy
Będziemy za kilka minut.
Schowałem iPhona do kieszeni i wszedłem do środka. Dom prawie pękał w szwach od ilości osób. Od razu podszedłem do stołu z alkoholem. Wziąłem puszkę piwa, otworzyłem i duszkiem wypiłem. Wziąłem kolejne. Stanąłem w kącie pokoju, żeby mieć lepszy widok na tańczące panny. Pijąc złotawy napój, moją uwagę przykuła dziewczyna siedząca na kanapie z jakimś gościem. Po chwili niepewności, rozpoznałem ją. To była Kim! Przyjaciółka Cher! Na pewno musiała tu być razem z nią. Zacząłem rozglądać się po pokoju w jej poszukiwaniu. Na próżno. Wyrzuciłem puszkę do worka, który leżał pod stołem. Niespodziewanie ktoś klepnął mnie w plecy. Odwróciłem się zdenerwowany.
-Siema stary-zaśmiał się Andy.
-Joł-przybiliśmy piątkę- masz towar?
-No jasne!
-Chodź na górę!-skinąłem głową.
Zaczęliśmy przeciskać się przez tańczący tłum. Zauważyłem znajomy mi kolor włosów. To bez wątpienia była Cher. Tańczyła z jakimś lamusem. Niech od zabierze od niej swoje łapy!
-Stary, ruchy!-popchnął mnie Nathan.
-Idę no!-syknąłem nie spuszczając oka z dziewczyny.
Cher nie była brzydka. Ale dupę miała dobrą. Przeleciałbym ją. Szkoda, że nic nie wyszło z tej akcji, sprzed kilku dni. Weszliśmy na górę i zamknęliśmy się w łazience. Ktoś, kto by to widział, na pewno by miał dziwne myśli, widząc sześciu chłopaków, wchodzących razem do kibla.
-Wyciągaj-powiedziałem siadając na szafce.
-Daj rękę-nakazał Andy. Podałem mu ją, a on nasypał mi dosyć sporo ,białego proszku. Bez wahania wciągnąłem go nosem. Moje oczy lekko się zaszkliły. Zamrugałem kilka razy, żeby pozbyć się słonego płynu. Chłopacy zrobili to samo. Po chwili poczułem, jak moje serce szybciej bije.
-To co? Idziemy się zabawić-zaśmiał się Andy .
-No pewnie-dodałem i wyszliśmy z łazienki, schodząc na dół.
-Chcesz piwo?-zapytał Andy
-Nie. Znaczy.. idźcie, zaraz przyjdę-powiedziałem z uśmiechem.
-Jak chcesz. My idziemy wyrywać laski-zaśmiał się.
Zacząłem przyglądać się Cher i temu typkowi. Stali dokładnie w tym samym miejscu, gdzie byli przedtem. Piosenka zmieniła się na wolną. Ich dwoje zaczęło się do siebie przybliżać. Musiałem zainterweniować. Podszedłem do nich
-Odbijanko- walnąłem go lekko biodrem, a chłopak odskoczył na bok.
-Justin.. czy ty musisz być wszędzie tam gdzie ja?-zdenerwowała się.
-Zostałem zaproszony. Nie moja wina, że mamy tych samych znajomych kochanie-położyłem jej ręce na moich ramionach, a swoje położyłem na jej biodrach.
-Zostaw mnie-chciała wyrwać się z uścisku, ale ja przycisnąłem ją do siebie.
-Co ty masz na nosie?-zapytała, po czym przejechała swoim malutkim palcem po moim nosie-Justin?! Dragi? Naprawdę?-dodała zła.
-Tak-powiedziałem, a moje ręce wsunąłem pod jej spodnie.
-Zostaw mnie-odsunęła się ode mnie- jeżeli mamy rozmawiać, kiedy jesteś na prochach, to zapomnij o tym!-syknęła, po czym przecisnęła się przez tłum, wychodząc na zewnątrz z tym gościem.
CHER
Wyszliśmy z Austinem przed dom, by zaczerpnąć trochę świeżego powietrza.
-Wszystko w porządku?-zapytał łapiąc mnie za rękę.
-Jasne-skłamałam
-Cher-spojrzał mi w oczy- mi możesz powiedzieć. Chodzi o tego gościa?
-Tak, o niego-westchnęłam.
-Kim on jest?-zapytał z troską.
-To jest… mój były chłopak-ponownie skłamałam.
-Zawsze się tak zachowuje?-zaśmiał się.
-Nie zawsze. Pewnie.. wypił za dużo- w tamtym momencie, kłamstwo było moim drugim imieniem.
-Pewnie tak-dodał, przejeżdżając ręką po moim policzku -Nie możesz dać sobą manipulować.
-Wiem, ale on jest strasznie nachalny- odparłam patrząc mu w oczy.
Austin nic nie odpowiedział. Nachylił się nade mną i delikatnie dotknął moich ust, swoimi. Zrobił to tak delikatnie, że ledwo co poczułam jego wargi na moich.
-Powiedz, żebym przestał, a przestanę- powiedział.
-Nie przestawaj- szepnęłam.
Nasz pocałunek z każdą chwilą stawał się bardziej namiętny. Niespodziewanie Austin jęknął, opadając i przygryzając moją wargę. Złapałam go.
-Wszystko okej?-zapytałam.
Chłopak zaczął gwałtownie kaszleć. Z jego ust zaczęła lecieć krew. Zamarłam.
-Austin!-krzyknęłam.
-Jest dobrze-powiedział biorąc gwałtowne oddechy.
Spojrzałam przed siebie, nadal trzymając go w ramionach. Moim oczom ukazał się Justin. Justin z nożem.
-Chodź-pomogłam mu usiąść na ziemi-zaraz przyjdę. Pooddychaj spokojnie.
-Okej-dodał, a jego klatka gwałtownie się poruszała.
Podeszłam do Justina.
-Czy ciebie do reszty pojebało?-krzyknęłam mu w twarz.
-Musiał wiedzieć, że nie może Cię mieć-dodał obojętnie.
-Nie jestem niczyją własnością do cholery!-warknęłam.
-Jesteś moja!-syknął chowając nóż do kieszeni.
-Nie, nie jestem! Kurwa, co ci odbiło, żeby dźgać bezbronnego chłopaka z plecy?-kontynuowałam.
-Faktycznie kurwa bezbronny! Całował cię! Nie mogłem na to pozwolić-krzyknął- z resztą, nie pamiętasz co zaszło między nami kilka dniu temu? Mogłaś mieć mnie całego-szepnął.
-Już ci powiedziałam, nie jestem twoją własnością i nigdy nią nie będę. Jesteś nic nie wartym skurwielem, któremu zależy tylko na dymaniu. Jeżeli tak cię do tego ciągnie, to idź do burdelu!
Chłopak zwinął rękę w pięść. Zamachnął się i uderzył mnie nią w policzek. Pod wpływem siły, moja głowa skierowała się w prawo. Chwyciłam za bolący policzek. Spojrzałam na rękę. Krew.
Spojrzałam na chłopaka i przewiesiłam swoje ręce na jego szyi. Uśmiechnęłam się sztucznie i najmocniej jak umiałam, uderzyłam go kolanem w krocze. Skulił się pod wpływem bólu. Zostawiłam go, opadającego na ziemię i podbiegłam do Austina. Kilka osób wyszło z domu. Zauważyli całe zamieszanie i podeszli do nas.
-Wszystko w porządku?-zapytałam chłopaka.
-Jest okej-jego oddech się uregulował, co mnie uspokoiło.
-Na co czekacie? Wezwijcie karetkę!-krzyknęłam do patrzących się na nas ludzi.
* * *
-Jak to się stało? Podejrzewasz może kogoś?-zapytał lekarz.
-Byłem na imprezie. I wie pan, jak to jest na imprezie. Całowałem się i.. na coś się nabiłem-odpowiedział Austin.
-Czyli mam rozumieć, że nikogo pan nie podejrzewa-dodał lekarz.
-Nie-odparł chłopak.
-Dobrze.
-Panie doktorze?-podeszłam do niego- w jakim on jest stanie?
-Nie jest najgorzej. Zszyliśmy ranę na plecach, zatrzymaliśmy krwotok. Zostanie u nas trochę na obserwacji.
-Ale wszystko będzie dobrze?
-Tak, będzie dobrze-uśmiechnął się do mnie- przepraszam, ale czekają na mnie inni pacjenci.
-Oczywiście-uśmiechnęłam się do niego.
Usiadłam przy łóżku chłopaka.
-Jak się czujesz?-zapytałam, chwytając jego rękę.
-Lepiej-uśmiechnął się.
-Bałam się, że coś ci się stało.
-Cher.. to był Justin prawda?-zapytał cicho.
-Tak-spuściłam głowę- nie wiem co mu odbiło!
-On nie był pod wpływem alkoholu, tak?
-Nie-oblizałam usta-ale.. skąd ty to możesz wiedzieć.
-Długa historia-westchnął, nadal trzymając mnie za rękę- Cher, może wydać ci się to dziwne, ale rozmawiając z tobą czuję się, jakbyśmy się znali już długi czas, a nie tylko trzy godziny-zaśmiał się.
-Od pieluchy?-zachichotałam
-Od pieluchy-uśmiechnął się.
KIM
Siedziałam z Lucasem popijając piwo. Ktoś do nas podszedł.
-Lucas?-zapytał ten ktoś- kope lat stary!
-Andy?- i wtedy wszystko stało się jasne.
-No aż tak się nie zmieniłem-zaśmiał się. To był ten Andy. Andy od Justina.
-Zaraz.. Kim?-spojrzał na mnie blondyn.
-Pamiętasz mnie?-zdziwiłam się.
-No pewnie. Jedliśmy razem lunch- uśmiechnął się.
-Piwo?-zapytał go Lucas
-Jasne-odparł, odbierając od niego puszkę.
-Zaraz wracam. Muszę zadzwonić do Cher, bo nigdzie jej nie ma-poinformowałam ich.
-Okej. Ej stary, chodź na górę, mam dobry towar-szepnął mi do ucha, ale na tyle głośno, że usłyszałam.
-Wiem, że chcecie wciągnąć dragi. Spoko, idźcie, ja zaraz wrócę-zdziwieni moją reakcją, zaśmiali się i poszli na górę. Ja poszłam do łazienki, a oni do pokoju.
Wyciągnęłam telefon i wybrałam numer Cher.
-Słucham?-odezwała się.
-Gdzie ty jesteś?-zapytałam.
-W szpitalu.
-Co?! Jak to?! Nic ci nie jest?-spanikowałam.
-Nic mi nie jest. Tylko Austinowi coś się przytrafiło.
-Boże.. gdzie jesteście ?-dopytywałam.
-Na West Boston Road.
-Już tam jade!
-Okej, pa-rozłączyłam się.
Udałam się do pokoju, gdzie byli Lucas i Andy.
-Oo Kim-uśmiechnął się Lucas.
-Boże, jacy narkomani!-zaśmiałam się.
-Chcesz?-zaproponował Andy.
Zawahałam się- no okej.
Nasypał mi białego proszku na rękę.
-Wciągnij nosem-zdziwiłam się, ale tak zrobiłam. Moje oczy zaczęły łzawić.
-Dobra dziewczynka-poklepał mnie po plecach Andy.
-Dobra chłopaki! Musicie mnie zawieźć do szpitala na West Boston Road-dodałam już poważna.
-Dlaczego?-zaśmiał się Andy.
-Bo coś się stało Austinowi, a Cher z nim jest!
-Co?-Lucas zrobił wielkie oczy- jedziemy!
CHER
Leżałam z Austinem na łóżku. Rozmawialiśmy o swoich życiach, rodzinach, o szkole. Był o wiele inny niż Justin. Był wrażliwy, opiekuńczy, miły, troskliwy. A Justin? Kompletna odwrotność!
Ktoś wszedł na salę. To była Kim, Lucas i Andy.
-Andy?-zdziwiłam się.
-Cześć Cher-zaśmiał się. Zapomniałam, że no.. pogodziliśmy się.
-Co się stało?-zapytał Lucas.
-Andy, mogę Cię na słówko?-zapytałam.
-Jasne-wyszliśmy przed salę.
-Trudno mi o tym mówić..
-Co mu jest?-zapytał
-Został dźgnięty nożem w plecy-posmutniałam.
-Boże.. kto mu to zrobił?-spoważniał
-Justin-westchnęłam
-Co?-jego oczy zrobiły się wielkie- to niemożliwe!
-Ale to zrobił!-powiedziałam wyższym tonem!
-Nie wierzę!-potrząsnął głową.
-A mnie uderzył-powiedziałam cicho.
-Co?-jego głos był przepełniony troską
-To co słyszałeś-zamknęłam oczy.
-Tutaj?-dotknął mojego policzka
-Tak.
-To szmata!
-Co? Przecież to twój przyjaciel!-dodałam.
-Ale nie powinien podnosić ręki na kobietę!-syknął cicho.
Westchnęłam.
-Słuchaj.. to nie może tak się skończyć! Justin musi za to zapłacić, nawet jeżeli jest moim przyjacielem.
-On był pod wpływem narkotyków.
-To go nie usprawiedliwia! –dodał- Nie pozwolę na to Cher.
Moje oczy zaszły łzami. Podeszłam do niego i objęłam swoje ręce, w okól jego talii. Zrobił to samo.
-Dziękuję Ci.-szepnęłam.
-Możesz na mnie liczyć, pamiętaj-powiedział.
-Zawiózł być Kim do domu?-zapytałam
-Pewnie-uśmiechnął się.
Weszliśmy na salę.
-Kim ,kochanie Andy cię odwiezie. Ale nie martw się, przyjadę za jakąś godzinę!-przytuliłam ją.
-Okej. Jakby co, to zadzwoń.
Kiedy wyszli, usiadłam przy Austinie.
-Muszę już iść-powiedziałam.
-Dasz mi swój numer?-zapytał
-Jasne-chwyciłam jego telefon i wbiłam numer- zadzwoń, jak będzie działo się coś poważnego.
-Oczywiście-uśmiechnął się.
-Na razie- cmoknęłam go w czoło.
-Tylko tyle?-wymusił smutną minkę.
Pocałowałam go w usta.
-Śpij dobrze-powiedziałam i wyszłam.
Szłam ciemną ulicą, którą oświetlały pojedyncze lampy. Do domu Kim nie było daleko.
Zauważyłam znajomą mi postać, siedzącą na ławce. Podeszłam do krzaka, podsłuchując. To był Just.
-Co ty kurwa zrobiłeś?-powiedział do siebie pociągając nosem- jesteś jebanym skurwielem-podniósł głowę do góry- już nigdy jej nie odzyskasz – otarł oko. Chyba płakał.
Niespodziewanie upadła mi torebka.
-Kto tam jest?-zapytał
___________________________________
Postanowiłam, że będę pisała wydarzenia z perspektywy Justina, Kim, Cher i Austina.
Podoba się wam rozdział ? :)
-Kim ,kochanie Andy cię odwiezie. Ale nie martw się, przyjadę za jakąś godzinę!-przytuliłam ją.
-Okej. Jakby co, to zadzwoń.
Kiedy wyszli, usiadłam przy Austinie.
-Muszę już iść-powiedziałam.
-Dasz mi swój numer?-zapytał
-Jasne-chwyciłam jego telefon i wbiłam numer- zadzwoń, jak będzie działo się coś poważnego.
-Oczywiście-uśmiechnął się.
-Na razie- cmoknęłam go w czoło.
-Tylko tyle?-wymusił smutną minkę.
Pocałowałam go w usta.
-Śpij dobrze-powiedziałam i wyszłam.
Szłam ciemną ulicą, którą oświetlały pojedyncze lampy. Do domu Kim nie było daleko.
Zauważyłam znajomą mi postać, siedzącą na ławce. Podeszłam do krzaka, podsłuchując. To był Just.
-Co ty kurwa zrobiłeś?-powiedział do siebie pociągając nosem- jesteś jebanym skurwielem-podniósł głowę do góry- już nigdy jej nie odzyskasz – otarł oko. Chyba płakał.
Niespodziewanie upadła mi torebka.
-Kto tam jest?-zapytał
___________________________________
Postanowiłam, że będę pisała wydarzenia z perspektywy Justina, Kim, Cher i Austina.
Podoba się wam rozdział ? :)
czwartek, 16 maja 2013
Thirteen.
Patrzyłam na Justina
z niedowierzeniem. Stawiałam na inną reakcję.
-Justin..-mój głos zadrżał.
Chłopak spuścił wzrok na rozbitą szklankę. Westchnął, łapiąc się rękami za głowę.
-Cher, to nie tak..- spojrzał na sufit.
-A jak?-powiedziałam z żalem
-Pozwól mi to wytłumaczyć-prosił.
-Masz minutę-odparłam obojętnie.
-Nie wiem od czego zacząć-westchnął.
-Może od początku?-zakpiłam.
-Nie wiem, jak Ci to powiedzieć-zmieszał się.
-Justin! Czy to zdajesz sobie sprawę, że jakby policja tu weszła, to już po tobie?-zapytałam.
-Ale nie przyjdą!-zaśmiał się.
-A skąd możesz być tego taki pewien?-rozmowa zaczęła mnie już irytować.
-Bo nikt o tym nie wie, oprócz chłopaków –odparł.
-I mnie-uświadomiłam go.
-I teraz Ciebie- zmierzwił włosy.
-Powiedz mi o co tu chodzi?- byłam nieugięta.
-Cher, nie zrozumiałabyś tego-dodał wyższym tonem.
-Nie zrozumiałabym czego?
-Tego wszystkiego-jego twarz wydawała się być smutna.
-Tego, że jesteś Dilerem? Że handlujesz narkotykami? - zakpiłam- uwierzyłabym.
-Cher, proszę cię-podszedł bliżej, trzymając ręce w kieszeniach.
-Nie!- cofnęłam się- za dużo już zobaczyłam- weszłam do jego pokoju.
-Cher, proszę! Posłuchaj mnie przez chwilę-wszedł za mną.
Ściągnęłam jego bluzkę i włożyłam stanik oraz swoją koszulkę.
-Już miałeś szansę. Czy ty naprawdę sądziłeś, że jak mnie tu przyprowadzisz, to jakimś cudem uda ci się to ukryć, prawda?
-Po części tak, ale.. to jest zbyt skomplikowane, żeby opowiedzieć o tym w tak krótkim czasie, słońce-spojrzał na mnie, oblizując usta.
Westchnęłam zakładając trampki.
-Może zapomnimy o tej całej sprawie i wrócimy do tego, czego nie skończyliśmy?-objął mnie w tali, podnosząc bluzkę.
Uniosłam rękę, po czym zwinnym ruchem wymierzyłam cios, w jego policzek . Odwrócił głowę, pod wpływem siły, a na skórze pojawił się czerwony ślad.
-To była chwila słabości-odparłam zła.
-Słabości powiadasz? –chwycił się za bolący policzek- ciekawe.
Fuknęłam.
-To jak będzie?-przygryzł wargę.
-Chyba sobie kpisz-zaśmiałam się- Na razie Just-chwyciłam torbę i wyszłam pokoju. Zeszłam na dół, a przyjaciele chłopaka automatycznie się na mnie spojrzeli.
-Cher zaczekaj!-dodał schodząc.
-Co?-syknęłam.
-Odwiozę cię-zaproponował,
-Nie dzięki. Kto wie, co trzymasz w samochodzie-spojrzałam na niego spode łba i wyszłam.
Przeszłam szybkim krokiem przez ulicę dochodząc do przystanku. Usiadłam na chodniku, opierając głowę o ręce. Westchnęłam, po raz kolejny tego dnia. Ludzie przechodzili koło mnie patrząc się dziwnie. Olałam ich totalnie.
-To nie jest prawda- powiedziałam do siebie w myślach.
* * *-Justin..-mój głos zadrżał.
Chłopak spuścił wzrok na rozbitą szklankę. Westchnął, łapiąc się rękami za głowę.
-Cher, to nie tak..- spojrzał na sufit.
-A jak?-powiedziałam z żalem
-Pozwól mi to wytłumaczyć-prosił.
-Masz minutę-odparłam obojętnie.
-Nie wiem od czego zacząć-westchnął.
-Może od początku?-zakpiłam.
-Nie wiem, jak Ci to powiedzieć-zmieszał się.
-Justin! Czy to zdajesz sobie sprawę, że jakby policja tu weszła, to już po tobie?-zapytałam.
-Ale nie przyjdą!-zaśmiał się.
-A skąd możesz być tego taki pewien?-rozmowa zaczęła mnie już irytować.
-Bo nikt o tym nie wie, oprócz chłopaków –odparł.
-I mnie-uświadomiłam go.
-I teraz Ciebie- zmierzwił włosy.
-Powiedz mi o co tu chodzi?- byłam nieugięta.
-Cher, nie zrozumiałabyś tego-dodał wyższym tonem.
-Nie zrozumiałabym czego?
-Tego wszystkiego-jego twarz wydawała się być smutna.
-Tego, że jesteś Dilerem? Że handlujesz narkotykami? - zakpiłam- uwierzyłabym.
-Cher, proszę cię-podszedł bliżej, trzymając ręce w kieszeniach.
-Nie!- cofnęłam się- za dużo już zobaczyłam- weszłam do jego pokoju.
-Cher, proszę! Posłuchaj mnie przez chwilę-wszedł za mną.
Ściągnęłam jego bluzkę i włożyłam stanik oraz swoją koszulkę.
-Już miałeś szansę. Czy ty naprawdę sądziłeś, że jak mnie tu przyprowadzisz, to jakimś cudem uda ci się to ukryć, prawda?
-Po części tak, ale.. to jest zbyt skomplikowane, żeby opowiedzieć o tym w tak krótkim czasie, słońce-spojrzał na mnie, oblizując usta.
Westchnęłam zakładając trampki.
-Może zapomnimy o tej całej sprawie i wrócimy do tego, czego nie skończyliśmy?-objął mnie w tali, podnosząc bluzkę.
Uniosłam rękę, po czym zwinnym ruchem wymierzyłam cios, w jego policzek . Odwrócił głowę, pod wpływem siły, a na skórze pojawił się czerwony ślad.
-To była chwila słabości-odparłam zła.
-Słabości powiadasz? –chwycił się za bolący policzek- ciekawe.
Fuknęłam.
-To jak będzie?-przygryzł wargę.
-Chyba sobie kpisz-zaśmiałam się- Na razie Just-chwyciłam torbę i wyszłam pokoju. Zeszłam na dół, a przyjaciele chłopaka automatycznie się na mnie spojrzeli.
-Cher zaczekaj!-dodał schodząc.
-Co?-syknęłam.
-Odwiozę cię-zaproponował,
-Nie dzięki. Kto wie, co trzymasz w samochodzie-spojrzałam na niego spode łba i wyszłam.
Przeszłam szybkim krokiem przez ulicę dochodząc do przystanku. Usiadłam na chodniku, opierając głowę o ręce. Westchnęłam, po raz kolejny tego dnia. Ludzie przechodzili koło mnie patrząc się dziwnie. Olałam ich totalnie.
-To nie jest prawda- powiedziałam do siebie w myślach.
-Cześć kochanie?-przywitała mnie w progu mama- jak było na zajęciach?
-Świetnie-uśmiechnęłam się- poznałam kilka dziewczyn. Mają super sprzęt, dużą salę. Jednym słowem.. wspaniale!-zachichotałam.
-Cieszę się, że ci się podoba-powiedział tata i mnie przytulił.
-To ja wam dziękuję, za ten niesamowity prezent- uśmiechnęłam się do nich.
-Cher- powiedziała nisko mama- a co to za kolega, który po ciebie przyjechał?
-No..-zdziwiłam się pytanie- poznałam go.. w szkole.
-To tylko kolega?-zaśmiał się tata..
-Tato!-krzyknęłam ze śmiechem.
-Tylko pytam-doparł.
-To ja ci odpowiadam. To tylko kolega.
-Skoro tak twierdzisz-zakpił.
-Mamo, powiedź coś- dodałam z uśmiechem.
-Lekcje zrobione?-zmieniła temat.
-Powiedz coś innego!- zaśmiałam się ponownie.
-Na górę-zaśmiała się.
-No już- chwyciłam torbę i poszłam na górę.
Mają dzisiaj dobry humor. Bardzo fajnie. Cieszę się, że w końcu się dogadujemy.
Usiadłam na łóżku i przejechałam ręką po włosach. Sprawdziłam książki i nie miałam nic zadane.
Położyłam się, chwyciłam za telefon i wybrałam numer Kim.
-Halo?-odezwała się.
-Za halo w mordę walą-zaśmiałam się.
-Cher-także się śmiała.
-Co tam?-zapytałam.
-To ty lepiej mów, jak było na treningu-była podekscytowana.
-Fajnie-odparłam poprawiając grzywkę.
-No Cher- fuknęła.
-Szczegóły?-zachichotałam.
-Szczegóły!-powtórzyła.
-No to pojechałam tam z Justinem. Byłam zdenerwowana, nawet bardzo. Dostałam karnet, poszłam do szatni i poznałam cztery dziewczyny. Lilly, Megan i Nicole. Bardzo fajne laski.
-Ej-przerwała mi- mówiłaś cztery, podałaś trzy.
-No i Lizy-westchnęłam.
-Westchnięcie! Czyli jej nie lubisz-zachichotała.
-Suka mi groziła-syknęłam.
-Co?! Szmata-warknęła i obie wybuchłyśmy śmiechem.
-Ale podobno jest dobra- dodałam
-Na pewno nie lepsza od ciebie-słodziła mi.
-Nie podlizuj się mała-powiedziałam.
-Mała to może być twoja pała, kochanie-odpowiedziała.
-Hahaha, Kim-zaśmiałam się.
-No co?- chichotała po drugiej stronie telefonu.
-Nie nic-odparłam.
-No kontynuuj-powiedziała stanowczym tonem.
-Na czym skończyłam? No tak. Weszłyśmy wszystkie na salę. Jest jak trzy razy nasza. Ten sprzęt! Coś cudownego. Trener mnie poinformował kiedy odbywają się treningi. Przebiegłyśmy z dziewczynami kilka kółek i zaczęłyśmy ćwiczyć. Dostałam swój własny worek i.. – ciągnęłam, a przyjaciółka się nie odzywała- Kim jesteś tam? – Cisza- KIM!!-krzyknęłam.
-Sorry! Mama mnie wołała. Muszę kończyć. Opowiesz mi resztę jutro. Dobranoc misiu-cmoknęła do słuchawki.
-Dobranoc kicia- zaśmiałam się i rozłączyłam.
Odłożyłam telefon na szafkę. Podeszłam do szafy i chwyciłam za szorty i luźny t-shirt. Weszłam do łazienki, ściągnęłam z siebie ubrania, związałam włosy w kok i weszłam pod prysznic. Odkręciłam ciepłą wodę, relaksując się. Ciepłe krople wody spływały po moim ciele.
Wzięłam długi prysznic i wyszłam z toalety siadając na łóżku. Sięgnęłam po telefon. Odblokowałam go kciukiem.
8 nieodebranych połączeń, 3 nowe wiadomości.
Rozsunęłam powiadomienia. Wszystkie połączenia, jak i wiadomości były od Justina. Nie otworzyłam żadnego smsa. Westchnęłam. Nie miałam ochoty z nim rozmawiać. Wsunęłam się pod kołdrę i przytuliłam do poduszki. Mój telefon zawibrował.
Justin dzwoni.
wywróciłam oczami. Kliknęłam odrzuć . Wyłączyłam komórkę i położyłam na podłodze pod łóżkiem. Okryłam się kołdrą po same uszy i zasnęłam.
* * *
-Co jest?-zapytała Kim
-Dlaczego Cię dzisiaj nie było w szkole?-odparłam do telefonu, stojąc w zatłoczonym autobusie.
-Sprawy rodzinne- dodała po chwili.
-Czegoś mi nie mówisz-zachichotałam.
-Co? Nie, skąd-zaprzeczyła- ty wiesz o wszystkim
-Racja-ściągnęłam usta
-Cher, muszę kończyć. Widzimy się później-powiedziała dziwnym tonem.
-No na razie-odpowiedziałam jej i się rozłączyłam.
Wyszłam ze śmierdzącego pojazdu i ruszyłam w kierunku domu.
Był piątek około 30’C.
Przez cały dzień unikałam Justina. Nie chciałam się na niego natknąć na korytarzu. Kto wie, co by odwalił. Na reszcie jest piątek i odpocznę.
Stanęłam na ganku. Próbowałam od kluczyć drzwi, ale nie mogłam. Chwyciłam za klamkę. Otwarte. Weszłam do środka
-Jestem!-krzyknęłam.
-O Cher!-uśmiechnął się tata- tak szybko w domu?
-Chciałam Cię zapytać o to samo-zaśmiałam się i cmoknęłam go w policzek.
-Bo wiesz.. Mamy z mamą dzisiaj rocznicę ślubu-stanął przy blacie kuchennym
-No racja! Wszystkiego najlepszego-dodałam z uśmiechem.
-Dziękuję skarbie-zachichotał- i dlatego zwolniłem się wcześniej, mówiąc mamie, że mam sprawy do załatwienia. A tak, jak już wróci po dwudziestej, zastanie romantyczną kolację.
-To świetnie-chwyciłam za jabłko.
-Myślisz, że jej się spodoba?-zapytał z nadzieją.
-A jaki masz dla niej prezent?-zapytałam z pełną buzią.
-Prezent, prezent.. o tu!-pokazał mi małe pudełko. Otworzyłam je, a moim oczom ukazał się pierścionek.
-Ze szczerego złota-uśmiechnął się.
-Tato, nie szalej, bo pójdziemy z torbami- zaśmialiśmy się oboje.
-Spodoba jej się?-dopytywał
-Na pewno-wstałam- przepraszam, ale musze iść się spakować na trening.
-Jasne-poszedł dokończyć, o ile się nie mylę, sałatkę.
-Tato?-zapytałam ze schodów.
-Słucham?-krzyknął.
-Zawieziesz mnie dzisiaj na trening?
-A co z twoim kolegą?-zdenerwowałam się lekko.
-Ee.. jest chory!-skłamałam
-Nie ma sprawy-odkrzyknął z kuchni.
Weszłam do pokoju. Rzuciłam torbę na łóżko i spakowałam rzeczy na trening. Niespodziewanie mój telefon zawibrował. Westchnęłam, myśląc, że to kolejna wiadomość od Justina. Odblokowałam telefon. Myliłam się. To był sms od znajomej ze szkoły.
Siema! Urządzam dzisiaj imprezę. Mam nadzieję, że wpadniesz. Przyprowadź ze sobą znajomych. Wbitka na Red River 43 na godzinę 21. –Suzie
Uśmiechnęłam się do ekranu. Dawno nie byłam na żadnej imprezie, a dobrze by mi zrobiła. Odstresowałabym się. Mój telefon ponownie wydał z siebie dźwięk wibracji. Spojrzałam na wyświetlacz. Kim dzwoni.
-Co jest?-odebrałam.
-Dostałaś wiadomość od Suzie?-zapytała podekscytowana.
-Dostałam-odpowiedziałam szczęśliwa.
-Idziesz?-zapytała ponownie.
-Raczej tak.
-To o której mam po ciebie wpaść?
-Tak o 21-zaśmiałam się.
-Ale impreza jest na 21-dodała zdziwiona
-Kim, przecież na imprezy nie przychodzi się punktualnie
-Okej!
-Sorry Kim, ale śpieszę się na trening.
-Dobra, to do zobaczenia-cmoknęłam do słuchawki.
Sięgnęłam po torbę i zeszłam na dół.
-Tato, jestem gotowa!-powiedziała wchodząc do kuchni.
-Oo-wytarł ręce o ścierkę- to już się ubieram.
-Czekam w samochodzie-uśmiechnęłam się i wyszłam.
Wsiadłam do auta, czekając na tatę.
To słodkie, że robi dla mamy kolację niespodziankę. A na pewno romantyczne.
-To jedziemy-powiedział tata, wsiadając do auta i odpalając.
Przejechaliśmy kawałek drogi, kiedy postanowiłam się odezwać.
-Miałbyś coś przeciwko, jeżeli wyszłabym dziś na imprezę?-uśmiechnęłam się.
-Raczej nie-odparł- wracasz na noc?
-A mam?-zachichotałam.
-Wiesz.. dzisiaj nasza rocznica, mogłabyś nie wracać-zaśmiał się.
-Okej, rozumiem! Nie musisz wnikać w szczegóły-dodałam.
-A o której wychodzisz?-zapytał.
-Kim wpadnie po mnie o 21.
-U niej przenocujesz?
-Zapewne tak.
* * *
-Ty tak serio?-powiedziała Megan, uderzając w worek.
-Serio. Groziła mi-odparłam uderzając w swój worek.
-Mówiłam Ci, że on jej się podoba.
-Ale przecież nic jej nie zrobiłam.
-Wiesz.. widziała was razem na sali. Nawet jak wychodziłaś, to powiedziałaś, że Just będzie na ciebie czekał.
-Już tego nie usłyszy-uderzyłam mocniej, czując napływającą adrenalinę.
-Co masz na myśli?-dodała.
-Długa historia. Powiedzmy, że poznałam Justina od innej strony.
-Czyli już nie jesteście razem?-zdziwiła się Meg.
-Co?-zachichotałam- mi nigdy nie byliśmy razem.
-Wyglądało, na coś innego- zaśmiała się.
-Jest dla mnie dobrym znajomym. A raczej był.
-Był?-zapytała dziwnie.
-Kiedyś ci opowiem-uśmiechnęłam się do niej.
-O wilku mowa- dodała Megan.
Skinęła głową w lewo, żebym tam spojrzała. W naszym kierunku szedł Just. Wywróciłam oczami.
-Cześć Cher-dodał ochryple.
-To ja was zostawię-powiedziała Megan, posyłając mi porozumiewawcze spojrzenie.
-Czego chcesz?-zapytałam obojętnie.
-Nie dawałaś znaku życia. Martwiłem się-objął mnie w talii.
-Zostaw mnie, okej?-syknęłam.
-Cher-posmutniał-proszę, daj mi to wytłumaczyć.
-Wiem już wystarczająco-dodałam wyrywając się z jego uścisku.
-Wcale nie wiesz-zdenerwował się-nic nie wiesz!
-Uspokój się!-warknęłam przez zęby- jesteś w miejscu publicznym.
-Gówno mnie to obchodzi! –krzyknął.
-Just, do cholery!-odkrzyknęłam mu.
-Co tu się dzieje? –podszedł do nas jeden z trenerów innej grupy.
-Nic takiego-odparłam szybko.
-Rozejść się do szatni. Zajęcia się skończyły-powiedział zdenerwowany.
Spojrzałam na Justina. Miał zaciśniętą szczękę i patrzył na mnie groźnie. Wywróciłam oczami i weszłam do szatni.
___________________________________________________________
Chcecie, żebym pisała rozdziały z perspektywy Justina ? :)
sobota, 11 maja 2013
Twelve.
-Puść mnie-warknęłam
przez zęby.
-Już to robię, mhm- uśmiechnęła się sztucznie.
Podniosłam rękę do góry chcąc się uwolnić , a dziewczyna prawie natychmiast przeniosła ścisk z przedramienia na nadgarstek.
-Posłuchaj mnie uważnie- spojrzała mi w oczy -Lepiej będzie, jak się odczepisz od Justina-syknęła.
-Dlaczego? Bo on mnie lubi, a o tobie nie ma najmniejszego pojęcia?-zrobiłam duże oczy i minę smutnego pieska
-Jeszcze się przekonamy, suko-ścisnęła mocniej mój nadgarstek.
-Co się tutaj dzieje ?-powiedział Just, wychodząc z pomieszczenia -Puść ją- zwrócił się do Lizy.
Posłuchała go i zabrała swoją rękę z mojej. Spojrzała na Justina, po czym prychnęła i sobie poszła.
-Dziwka-powiedziałam do siebie.
-Kto to był?-zapytał z odrazą Just.
-Dziewczyna z treningu-oznajmiłam.
-Nic ci nie zrobiła?-zbliżył się.
-Nie-odparłam obojętnie.
-To co? Jedziemy?-objął mnie swoim ramieniem.
-Jasne-spojrzałam na chłopaka i od razu zmienił mi się humor.
Weszłam do samochodu i zapięłam pasy.
Po dłuższej chwili jazdy zorientowałam się, że nie jedziemy w kierunku mojego domu.
-Just? Ale mój dom, jest po drugiej stronie miasta-oznajmiłam.
-Wiem. Jedziemy do mnie-odpowiedział z uśmieszkiem.
-Dlaczego?-spojrzałam na bruneta.
-Zjemy coś, a wtedy cię odwiozę-odparł.
-Ale mogliśmy coś zjeść po drodze-kontynuowałam.
-Siedź i nie marudź-zaśmiał się.
Wyciągnęłam telefon i napisałam sms do mamy.
Do: Mama
Jadę z kolegą coś zjeść. Jestem wyczerpana po treningu. Wrócę trochę później :*
Od: Mama
Dobrze, tylko nie wróć zbyt późno :)
-Już to robię, mhm- uśmiechnęła się sztucznie.
Podniosłam rękę do góry chcąc się uwolnić , a dziewczyna prawie natychmiast przeniosła ścisk z przedramienia na nadgarstek.
-Posłuchaj mnie uważnie- spojrzała mi w oczy -Lepiej będzie, jak się odczepisz od Justina-syknęła.
-Dlaczego? Bo on mnie lubi, a o tobie nie ma najmniejszego pojęcia?-zrobiłam duże oczy i minę smutnego pieska
-Jeszcze się przekonamy, suko-ścisnęła mocniej mój nadgarstek.
-Co się tutaj dzieje ?-powiedział Just, wychodząc z pomieszczenia -Puść ją- zwrócił się do Lizy.
Posłuchała go i zabrała swoją rękę z mojej. Spojrzała na Justina, po czym prychnęła i sobie poszła.
-Dziwka-powiedziałam do siebie.
-Kto to był?-zapytał z odrazą Just.
-Dziewczyna z treningu-oznajmiłam.
-Nic ci nie zrobiła?-zbliżył się.
-Nie-odparłam obojętnie.
-To co? Jedziemy?-objął mnie swoim ramieniem.
-Jasne-spojrzałam na chłopaka i od razu zmienił mi się humor.
Weszłam do samochodu i zapięłam pasy.
Po dłuższej chwili jazdy zorientowałam się, że nie jedziemy w kierunku mojego domu.
-Just? Ale mój dom, jest po drugiej stronie miasta-oznajmiłam.
-Wiem. Jedziemy do mnie-odpowiedział z uśmieszkiem.
-Dlaczego?-spojrzałam na bruneta.
-Zjemy coś, a wtedy cię odwiozę-odparł.
-Ale mogliśmy coś zjeść po drodze-kontynuowałam.
-Siedź i nie marudź-zaśmiał się.
Wyciągnęłam telefon i napisałam sms do mamy.
Do: Mama
Jadę z kolegą coś zjeść. Jestem wyczerpana po treningu. Wrócę trochę później :*
Od: Mama
Dobrze, tylko nie wróć zbyt późno :)
Po kilku minutach byliśmy na miejscu.
Chłopak zaparkował samochód na podjeździe.
Wysiadłam z jego mercedesa i stanęłam przed domem.
-Czyli to tutaj mieszkasz-odparłam przyglądając się budynkowi.
-Tak. Mój mały pałacyk -zaśmiał się-Chodź.
Ruszyłam za nim do drzwi. Od kluczył je i weszliśmy do środka.
Chłopak niespodziewanie stanął, a ja uderzyłam o jego plecy.
-Co wy tu robicie?-zapytał do kogoś.
Wychyliłam się zza jego pleców i zauważyłam, nikogo innego, jak paczkę jego przyjaciół. Westchnęłam.
-Wpadliśmy na chwilę po -przerwał kiedy mnie zobaczył- Co ona tutaj robi?
-Nie twój interes-syknął chłopak.
-Ona jest wszędzie!-warknął Andy.
-Przeszkadza ci to?-powiedziałam wyższym tonem.
-Kim ona jest, że wszędzie za tobą łazi?-nie zwrócił na mnie najmniejszej uwagi.
-Stary! To ty jesteś u mnie w domu-dodał nacisk na ‘u mnie’
-No tak, ale..
-Nie-przerwałam- Nie dam już dłużej siebie obrażać! Mogę sobie być gdzie chcę i z kim chcę. – stanęłam między nimi- A to już nie moja wina, że ty się we wszystko wpierdalasz i chuj mnie obchodzi, że Ci to przeszkadza. Spędzamy razem czas, bo tego chcemy! To ty jesteś wszędzie!
Zapadła cisza. Justin i Andy wybuchli śmiechem.
-Co was tak bawi?-dodałam zirytowana.
-Szacun –dodał rozbawiony Andy- Myślałem, że jesteś kolejną suką, która przylepiła się do Justina i łazi za nim, bo ma kasę i zazwyczaj odchodzi po kilku dniach -oznajmił.
-Słucham?-nie mogłam uwierzyć w to co słyszałam.
-Przepraszam, że tak się do ciebie odnosiłem, ale tak już jest, kiedy jakieś dziwki się do niego przylepiają i liżą mu dupę tylko dlatego, żeby im coś zafundował. Ty jesteś inna. Dlatego Cię przepraszam-dodał przyjaźnie.
-Spoko-odparłam zdziwiona.
-Cher, idź do mojego pokoju, zaraz przyjdę-uśmiechnął się do mnie Just- drugie drzwi na lewo.
-Okej-odwzajemniłam uśmiech i poszłam po schodach na górę.
Rozejrzałam się po korytarzu. W wewnątrz, budynek był o wiele większy niż na zewnątrz.
Weszłam do pokoju Justina. Był.. duży, dobrze urządzony i co najważniejsze, czysty.
Ściany były koloru szarego, a na nich plakaty przeróżnych sportowców, meble zaś były białe. Podeszłam do komody, na której stało kilka zdjęć. Bez wahania wzięłam jedno do ręki.
Był na nim mały Justin i prawdopodobnie jego rodzice. Zdjęcie było robione nad morzem, bo wszyscy w trójkę w stali w wodzie, która ciągnęła się przez horyzont. Nie dało się uwierzyć, że to mógł być Just. Taki malutki, słodki i z brakami w szczęce. Bardzo się zmienił.
Wyglądem oczywiście. Nie znałam go wcześniej, więc nie wiem jaki był. Odłożyłam ramkę z powrotem na miejsce. Ktoś wszedł do pokoju.
-Jak się czujesz, grzebiąc mi w rzeczach?-zakpił Justin.
-A-ale ja wcale nie grzebałam- wydukałam.
-Serio? To co robiłaś? - oparł się o ścianę, krzyżując ręce na piersi.
-Yy.. no sprawdzałam, czy nie masz kurzu-odparłam szybko, po czym poczułam jak się czerwienie.
-Jasne-przygryzł wargę.
-Przysięgam, nie grzebałam ci w rzeczach! Nie jestem aż taka wścibska-wywróciłam oczami.
-Fajnie-zachichotał, po czym usiadł na łóżko. Poklepał miejsce obok siebie, co oznaczało, żebym usiadła obok niego. I tak zrobiłam.
-Mieszkasz sam?
-Nie, z bratem-uśmiechnął się.
-Serio? Jest tu?-odwzajemniłam uśmiech.
-Nie-zaśmiał się.
-Oh-zawstydziłam się.
-Aktualnie wyjechał. Jeździ po świecie i handluje - odpowiedział.
-To spoko-dodałam.
-Jak wróci, kto wie. Może cię mu przedstawię-szturchnął mnie w ramię.
-Byłoby fajnie-uśmiech nie znikał z mojej twarzy- A twoi rodzice? Nie mieszkają tu? -zapytałam po chwili.
-Nie-odparł, a jego humor się zmienił.
-Dlaczego?
-Bo nie-znów odparł tym samym tonem.
Chłopak nie odzywał się przez dłuższą chwilę. Wzrok skupił na podłodze.
-Jak nie chcesz mówić, to nie musisz-odparłam zdziwiona jego zachowaniem.
-Nie mam rodziców-dodał szybko.
Mój żołądek wywrócił się o 180’,a przed oczami zrobiło mi się ciemno. Poczułam się strasznie.
-J-ja przepraszam. Nie wiedziałam-odpowiedziałam czując, jak poczucie winny mnie zżera.
-Nie wiedziałaś-dodał przenosząc wzrok na mnie.
-Naprawdę. Czuję się strasznie – spojrzałam na swoje ręce.
-Jest okej-mogłabym przysiąc, że się uśmiechnął.
Nie odzywałam się już ani słowem.
-Zginęli w wypadku, kiedy miałem dwanaście lat- powiedział chłopak, po chwili wspólnego milczenia
-Przykro mi-chwyciłam go za kolano.
-Od tamtej pory zamieszkałem z bratem. Każdy z nas zaczął martwić się o siebie. Nie było łatwo. Do teraz nie jest.
-Na pewno będzie lepiej.
-Nie! Nie będzie!-wstał gwałtownie- zawsze sobie wmawiałem, że kiedyś w końcu musi być dobrze, ale nie było! I nie będzie.
-Justin, usiądź-poprosiłam.
-Cher, ale..
-Usiądź!-powiedziałam wyższym tonem. Zrobił to.
-Cher, daj spokój - westchnął.
-Posłuchaj mnie przez chwilę- spojrzałam na jego pochmurną twarz- wiem, że przeszłość nie raz kopnęła cię w dupę, ale nie możesz być wiecznie pesymistycznie nastawiony do życia. Pamiętaj, masz przyjaciół, którzy na pewno ci pomogą. Nie warto zaprzątać sobie głowy tym co się stało. Wiem, że wspomnienia wracają, ale musisz być silny. I wierzyć, że będzie lepiej.-potarłam jego ramię.
Justin westchnął.
-Cher- spojrzał na mnie błagalnie- jeżeli chcesz mnie pocałować, to po prostu to zrób.
-Ale.. kto powiedział, że chcę Cię pocałować?- zdziwiłam się jego reakcją.
Zapadła niezręczna cisza. Chłopak patrzył na mnie z uśmiechem.
Zanim zdążyłam się zorientować co się dzieje, złączył nasze wargi.
Brunet złapał mnie za biodra i posadził sobie na kolanach. Położyłam rękę na jego ramieniu.
Z sekundy na sekundę nasz pocałunek stawał się bardziej namiętny.
Chwycił zębami za moją dolną wargę, ciągnąc ją lekko, a nasze języki się spotkały.
Wstałam, nie odrywając ust od jego i usiadłam na nim okrakiem.
Popchnęłam go lekko, a on bezwładnie opadł na łóżko.
Uśmiechnął się do mnie, przygryzając wargę. Odpowiedziałam mu tym samym.
-Chcesz tego?-zapytał z uśmieszkiem.
Pocałowałam go.
-Taka odpowiedź wystarczy?-zachichotałam.
Chłopak usiadł, obejmując mnie w talii. Patrzył chwilę w moje oczy.
Ponownie złączyliśmy nasze usta. Chwycił mnie za pośladki, wsuwając ręce pod majtki.
Jęknęłam kiedy je ścisnął. Poczułam, jak się uśmiecha. Przeniósł ręce na biodra, chwytając moją bluzkę z Nirvaną. Zaczął podciągać ją wyżej, aż mnie jej pozbawił.
Jego oczom ukazał się mój czerwony, koronkowy stanik. Spojrzał na mój biust, oblizując usta.
Zaśmiał się. Tym razem to ja chwyciłam jego bluzkę, a moment później leżała w jednym z kątów pokoju. Opadliśmy razem na łóżko. Po chwili patrzenia sobie w oczy, chłopak przewrócił mnie na plecy, a sam był nade mną. Jego ciepłe wargi, dotknęły moich. Odpiął guzik moich jeansów, rozpiął rozporek i ściągnął je ze mnie. Leżałam przed nim w samej bieliźnie. Następnie zrobił to samo ze swoimi spodniami. Pochylony nade mną zaczął całować moją szyję, lekko ją ssąc i przygryzając . Zjeżdżał swoimi ustami coraz niżej. Zostawiał mokre ślady po swoich pocałunkach na mojej klatce piersiowej. Uważnie przyglądałam się jego ruchom. Chwycił mnie za ramiona i posadził. Uśmiechając się, przeniósł ręce na moje plecy, szybko odpinając stanik i rzucając go w kąt razem z innymi częściami garderoby. Poczułam jak moje policzki się czerwienią.
- Jesteś piękna, beauty-przygryzł wargę.
Wzięłam jego dłonie i położyłam na moich piersiach. Zaskoczony tym gestem ścisnął je, co wywołało u mnie ciche jęknięcie. Popchnął mnie lekko na łóżko. Położył się obok mnie, obejmując w talii. Przeturlałam się u usiadłam na nim okrakiem, a jego ręce natychmiast powędrowały na moje pośladki. Schyliłam się i zaczęłam całować jego szyję. Ssąc ją, chłopak jęknął i ścisnął moje pośladki. Chwycił za końce majtek. Zaczął je lekko zsuwać. Niespodziewanie, ktoś zapukał do drzwi.
-Just? Jesteś tam?-zapytał Andy- Zejdź na chwilę.
-Okej!-odkrzyknął.
Zeszłam z niego, a on wstał, po czym założył jeansy i bluzkę.
-Zaczekaj na mnie-uśmiechnął się.
-Dobrze-odwzajemniłam uśmiech, przykrywając się kołdrą.
Otworzył drzwi. Już miał wychodzić, ale odwrócił się w moim kierunku.
-Masz zajebiste cycki kochanie-puścił mi oczko i wyszedł.
Siedziałam w jego łóżku, rozmyślając nad tym co się przed chwilą wydarzyło. Ja i Just.. i to między nami.. jeszcze chwila i by do czegoś doszło. Nie, żebym uważała, że nie jest atrakcyjny, pociągający i seksowny, ale traktuję go jako dobrego przyjaciela. Nikogo więcej. Nie mogłam dalej tego ciągnąć.
Wstałam i sięgnęłam po telefon. Odblokowałam go. 19:43. Justin wyszedł chwilę temu. Otworzyłam jedną z szuflad i wyciągnęłam białą bluzkę Justina. Bez wahania przeciągnęłam ją przez głowę. Sięgała mi przed kolana, jak dosyć długa sukienka. Mój telefon zawibrował. Odblokowałam go, a moim oczom ukazała się wiadomość. Wiadomość od Kim.
Od: Kim
I jak było na pierwszym treningu? xx
Bez chwili zawahania, odpisałam.
Do: Kim
Świetnie. Poznałam kilka fajnych dziewczyn. Ale też jedną chujową. Aktualnie jestem u Justina. Zadzwonię jak wrócę xx
Od: Kim
To nie przeszkadzam :) Będę czekać na telefon xx
Odłożyłam komórkę. Justin jeszcze nie wrócił. Postanowiłam zejść do niego.
Podeszła do drzwi, chcąc je otworzyć. Nacisnęłam na klamkę i lekko je otworzyłam, gdy nagle zobaczyłam czyjeś buty z pokoju naprzeciwko. Przymknęłam lekko drzwi, ale na tyle, żebym widziała co robi ten ktoś. Po chwili owa osoba wstała. To był Andy. Wyszedł z pomieszczenia z dużą torbą, która położył przed drzwiami i zszedł na dół. Upewniając się, że nikogo nie ma na korytarzu, wyszłam z pokoju i uklęknęłam przy torbie. Jednym ruchem rozpięłam zamek.
Moim oczom ukazało się mnóstwo małych opakowań białego proszków. Chwyciłam jedną z torebeczek i przeczytałam naklejkę, która było do niej przyklejona.
amfetamina 45g. Zamarłam. Poczułam, jak moje serce szybciej bije. Justin i narkotyki? I to cała torba narkotyków? Oparłam się o ścianę, biorąc głęboki wdech. Spojrzałam jeszcze raz na woreczek, który trzymałam w ręce. To nie może być prawdą. A może to nie było jego. Może to Andy’iego. Przypomniałam sobie, jak Andy pytał Justina, kiedy może do nich wpaść, bo mają jakieś sprawy do załatwienia. Modliłam się w duchu, żeby to nie było prawdą. Żeby Just nie był w to zamieszany. Usłyszałam, jak ktoś wchodzi po schodach. Odsunęłam się od ściany i stanęłam w ich kierunku. Just wchodził po schodach ze szklanką wody. Kiedy mnie zobaczył, uśmiechnął się.
-Cher, prosiłem Cię, żebyś została w pokoju-przygryzł wargę z uśmieszkiem.
-Justin-szczęka mi się za trzęsła- możesz mi to wytłumaczyć-podniosłam woreczek wyżej tak, żeby go zobaczył.
-O kurwa-chłopak zrobił duże oczy, upuszczając szklankę.
_______________________________________
PRZEPRASZAM WAS!
Miałam dodawać rozdziały do 3 dni, ale w tym tygodniu miałam dużo sprawdzianów i nie miałam czasu napisać rozdziału :c
Myślę, że kolejne będę pojawiały się do 4 dni. Bo wiecie, teraz końcówka roku szkolnego i trzeba popoprawiać oceny XD
Jak myślicie, czy to narkotyki Justina? Co będzie dalej z Cher i Justem ? :)
Jeżeli chcecie być informowani o nowych rozdziałach, napiszcie nazwę z tt :)
niedziela, 5 maja 2013
Eleven.
Postawiłam pudełko
na stole, po czym spojrzałam na rodziców.
-No otwórz-powiedział tata z uśmiechem na twarzy.
Przez chwilę przyglądałam się różowemu pudełku, po czym otworzyłam je.
Zastygłam.
-To jest niesamowite-wydukałam zachwycona.
Nie spodziewałam się totalnie.
W pudełku były czerwone rękawice bokserskie, ze złotym napisem CHER.
-Nie wiem, jak Wam dziękować-poczułam, jak łzy zbierają się w moich oczach.
-Ale to nie wszystko-dodała z uśmiechem mama.
-Zobacz głębiej-nakazał tata.
Wyciągnęłam rękawice, oglądając je. Następnie położyłam je obok pudełka. Moim oczom ukazały się szorty. Czerwone szorty, ze złotym napisem CHER na pupie.
-Jesteście najlepsi-podeszłam do rodziców zapłakana i ich przytuliłam-kocham Was.
-My ciebie też słoneczko. Wiedzieliśmy, że ci się spodoba-odparł tata, pocierając moje plecy.
-Ale..-dodała mama-to jeszcze nie wszystko.
-Co?-potarłam oczy od łez-jeszcze coś?
-Zaczekaj-powiedziała mama i zniknęła w salonie.
-Naprawdę nie wiem, jak mam wam za to podziękować-ponownie otarłam łzy z policzków.
-Nie musisz kochanie. Chcieliśmy z mamą sprawić ci prezent-odparł z uśmiechem tata.
Mama weszła do kuchni z dość dużą kopertą.
-Proszę myszko-podała mi ją.
-A co to?-zapytałam pociągając nosem.
-Zobacz-powiedział tata.
Otworzyłam kopertę i wyciągnęłam z niej kartkę. Była zgięta na pół, więc ją otworzyłam.
-No otwórz-powiedział tata z uśmiechem na twarzy.
Przez chwilę przyglądałam się różowemu pudełku, po czym otworzyłam je.
Zastygłam.
-To jest niesamowite-wydukałam zachwycona.
Nie spodziewałam się totalnie.
W pudełku były czerwone rękawice bokserskie, ze złotym napisem CHER.
-Nie wiem, jak Wam dziękować-poczułam, jak łzy zbierają się w moich oczach.
-Ale to nie wszystko-dodała z uśmiechem mama.
-Zobacz głębiej-nakazał tata.
Wyciągnęłam rękawice, oglądając je. Następnie położyłam je obok pudełka. Moim oczom ukazały się szorty. Czerwone szorty, ze złotym napisem CHER na pupie.
-Jesteście najlepsi-podeszłam do rodziców zapłakana i ich przytuliłam-kocham Was.
-My ciebie też słoneczko. Wiedzieliśmy, że ci się spodoba-odparł tata, pocierając moje plecy.
-Ale..-dodała mama-to jeszcze nie wszystko.
-Co?-potarłam oczy od łez-jeszcze coś?
-Zaczekaj-powiedziała mama i zniknęła w salonie.
-Naprawdę nie wiem, jak mam wam za to podziękować-ponownie otarłam łzy z policzków.
-Nie musisz kochanie. Chcieliśmy z mamą sprawić ci prezent-odparł z uśmiechem tata.
Mama weszła do kuchni z dość dużą kopertą.
-Proszę myszko-podała mi ją.
-A co to?-zapytałam pociągając nosem.
-Zobacz-powiedział tata.
Otworzyłam kopertę i wyciągnęłam z niej kartkę. Była zgięta na pół, więc ją otworzyłam.
Boston, May 24, 2013.
Zaświadczenie
Z przyjemnością oświadczam, iż Charlotte Reed, uczęszczająca do Studia Boksu na York Road, została przeniesiona do Studia na Circle Way.
z poważaniem
Andrew Dale.
Moje oczy, po raz
kolejny w tym dniu, zaszły słonym płynem. Rozpłakałam się na dobre.
-Jesteście najlepszymi rodzicami na świecie-rzuciłam im się na szyję.
*
*
*
-Jesteście najlepszymi rodzicami na świecie-rzuciłam im się na szyję.
*
*
*
-Nadal to do mnie nie dociera. –uśmiechnęłam się do przyjaciółki.
-Ale-posmutniała- to oznacza, że nie będziemy już razem trenować.
-Nie martw się. Będziemy się widywać po treningach. Z resztą, chodzimy razem do klasy-puściłam jej oczko.
-No tak, ale jednak wspólne treningi.. no wiesz-dodała.
-Nie rozmawiajmy już o tym-uśmiechnęłam się do niej.
-Okej, okej. – ruszyłyśmy korytarzem na stołówkę.
-Znowu zmieniłaś kolor włosów?-dodała po chwili ciszy.
-Miałam odrosty!-powiedziałam cicho, wchodząc do zatłoczonego pomieszczenia.
-Tak, jasne-zachichotała.
-Nie zaczynaj-wywróciłam oczami.
-No ładnie wyglądasz-odparła z uśmiechem, stając ze mną w kolejce po jedzenie.
-Dzięki-zaśmiałam się.
Po chwili czekania, wzięłyśmy spaghetti i usiadłyśmy przy stoliku.
-Więc?-powiedziała Kim, nakładając makaron na widelec- kiedy zaczynasz ?
-Pierwszy trening mam dzisiaj na 18.-dodałam jedząc.
-To fajnie-uśmiechnęła się.
Wiedziałam, że w jakimś stopniu, na pewno jest smutna, ale to strasznie kochane, że się mną interesowała.
-Siema girls- powiedział Just stając obok mnie-mogę?
Spojrzałam na Kim. Skinęła głową.
-Jasne, siadaj- uśmiechnęłam się do niego.
-Widzę zmieniłaś kolorek?-przygryzł wargę.
-Tak-dodałam zadziornie.
-Wyglądasz.. tak gorąco-zachichotał, jedząc swoje spaghetti .
-No wiem-uśmiechnęłam się.
Kim chrząknęła.
-Just, chyba jeszcze nie poznałeś jeszcze mojej przyjaciółki.-dodałam, zakładając włosy za ucho.
-Justin, to jest Kim, Kim, to Justin-Oznajmiłam.
-Cześć-uśmiechnęła się blondynka.
-Siema-dodał obojętnie chłopak.
Westchnęłam. Chyba się nie polubią. A szkoda.
-Ekh-chrząknął Just-Cher, zapomniałem ci powiedzieć-spojrzał na mnie- moi znajomi mogą się tu zaraz pojawić.
-Co?-spoważniałam- dlaczego nie powiedziałeś mi wcześniej?
Nie uzyskałam już odpowiedzi, ponieważ grupka chłopaków usiadła koło nas.
-Elo Just- powiedział uśmiechnięty Andy.
Kiedy go zobaczyłam, zebrało mi się na wymioty.
-Cher, wszystko dobrze?-zapytała Kim.
-Jasne-skłamałam.
-Cześć Cher-przywitał się ze mną Nathan.
-Hej-uśmiechnęłam się.
-Chyba nie znamy jeszcze twojej koleżanki-dodał.
-Chłopaki, to jest Kim, Kim, to jest Nathan, David, Ben, Max i Andy.
Chłopaki przywitali się z moją przyjaciółką.
-To co ? Dzisiaj?-zapytał Ben, Justina.
-Nie mogę, dzisiaj mam trening-odpowiedział, kończąc jedzenie.
-No tak, racja-odparł brunet.
-W takim razie jutro, tam gdzie zawsze-dodał Andy.
-Ok- odpowiedział obojętnie chłopak.
Niechętnie zjadłam swoją porcję spaghetti, po czym wstałam i odniosłam talerz. Wróciłam do stołu i wzięłam torbę.
-Kim, będziemy w kontakcie. Na razie chłopcy, Cześć Just.-powiedziałam, po czym wyszłam ze stołówki.
-Cher, czekaj-pociągnął mnie za nadgarstek znajomy głos.
-Co?-spojrzałam na Justina.
-Co jest?-zapytał z troską w głosie.
-Nic-odparłam spuszczając głos.
-Powiedz mi- podniósł moją głowę, za brodę, tak, żebym mogła spojrzeć mu w oczy.
-To nic takiego, tylko- przerwałam- nie przepadam za Andym i on chyba za mną też-odparłam.
Just zachichotał, po czym usiadł na ławce koło jednej z sal.
-Chodź-poklepał miejsce obok siebie. Usiadłam koło niego.
-Justin, nie zrozum mnie źle. Lubię cię i twoją grupę, ale przy Andym czuję się jakoś dziwnie-oznajmiłam.
-Nie musisz się martwić słońce-uśmiechnął się.
-Ale jak tak z wami siedzę, czuję się dziwnie-odparłam.
-Nie przejmuj się tym. Andy może ci się taki wydawać, ale nie znasz go prywatnie. Nie jest kimś złym-zachichotał.
-Może masz rację-uśmiechnęłam się.
-A jak tam z rodzicami?-zapytał ostrożnie.
-Super!- moja twarz rozpromieniła się.
-To super-zaśmiał się.
-Dostałam dzisiaj od nich prezent-dodałam.
-No proszę-uniósł brwi – a co takiego?
-Rękawice i szorty do boksu-uśmiechnęłam się.
-Zaakceptowali to, że trenujesz?-zapytał ze zdziwieniem.
-Zdziwił byś się-zachichotałam- to nie wszystko.
-No proszę-odwrócił się w moim kierunku, jakbym miała zacząć opowiadać dłuższą historię.
-Od dzisiaj nie trenuję już na York Road –oznajmiłam.
-Co? Jak to?-zdziwił się.
-Bo trenuję na Circle Way-dodałam podekscytowana.
-Żartujesz?-zapytał uśmiechnięty.
-Nie- odparłam szczęśliwa.
-To teraz będziemy spędzać razem więcej czasu-przyciągnął mnie do siebie, obejmując w talii.
-Na to wygląda-uśmiechnęłam się.
-Cieszę się-odparł, poprawiając włosy.
-Just?-zapytałam.
-Tak?-zmienił wyraz twarzy, na poważny.
-Na którą masz dzisiaj trening?-zapytałam.
-Na 18. A co?-uśmiechnął się.
-Podjechał byś po mnie? Nie wiem, jak tam trafić- zarumieniłam się
-Z chęcią-przygryzł wargę.
-Dzięki-cmoknęłam go w policzek.
*
*
*
-Mamo, tato! Wychodzę!-powiedziałam zakładając torbę na ramię.
-Wzięłam wszystko?-zapytał tata
-Tak, wzięłam i rękawice i szorty tatusiu-uśmiechnęłam się do niego.
-Dobrze –odwzajemnił uśmiech- jesteś pewna, że nie mam cię podwozić?
-Tak, jestem pewna. Kolega mnie tam zawiezie. Także tam trenuje-dodałam.
-No dobrze. To do zobaczenia-oznajmiła mama.
-Pa-powiedziałam wychodząc z domu i zamykając za sobą drzwi.
Stanęłam na schodkach, zauważając samochód Justina.
Podeszłam do niego, otworzyłam drzwi i usiadłam obok miejsca kierowcy.
-Cześć beauty -powiedział i pocałował mnie w policzek.
-Cześć-dodałam czując, jak moje policzki robią się czerwone.
-Gotowa na wycisk?- zachichotał.
-Tak, gotowa- oznajmiłam.
Chłopak odpalił silnik i ruszyliśmy.
Po kilku minutach byliśmy na miejscu.
Podczas, gdy jechaliśmy, wypytywałam się bruneta, jak tu jest.
-Chodź Cher-zaśmiał się –nie bój się
-Nie boję się-powiedziałam wychodząc z samochodu- po prostu się denerwuję.
-Nie masz czym. Ludzie tu są mili –objął mnie i ruszyliśmy w stronę Studia.
Weszliśmy do środka. Mój żołądek skręcał się ze zdenerwowania.
Justin podał lasce przy kasie, kawałek papieru, a ona przybiła na nim pieczątkę i oddała mu, prawdopodobnie karnet.
-Ja miałam pokazać to-podałam jej zaświadczenie.
-No tak-uśmiechnęła się- to ty jesteś tą nową
-Tak, to ja- odwzajemniłam uśmiech.
-Już wypiszę ci karnet i będziesz mogła iść- oznajmiła
-Wszystko okej?-zapytał Just
-Jasne-uśmiechnęłam się do niego.
-Proszę bardzo-podała mi zaświadczenie i mój karnet – przy każdym treningu, będziesz musiała podać mi karnet, a ja go podbiję.
Miłego treningu- uśmiechnęła się.
Schowałam kartki do torby i ruszyłam w stronę szatni.
-I tu nasze drogi się rozchodzą-powiedział Just, wypuszczając mnie z objęcia.
-Słucham?-zapytałam zdziwiona.
-Ty idziesz do damskiej, a ja do męskiej- zaśmiał się poprawiając włosy.
-No tak-zarumieniłam się.
-Nie denerwuj się, to tylko chwila. Zaraz znowu się spotkamy- puścił mi oczko i zniknął w swojej szatni.
Westchnęłam. Pchnęłam drzwi od szatni i weszłam do środka.
Moim oczom ukazały się cztery dziewczyny.
-Cześć-przywitałam się z nimi.
-O cześć-wydawały się okej – jesteś tu nowa?
-Tak-oznajmiłam.
-Jestem Lilly- blondynka rozłożyła ręce, chcąc żebym ją przytuliła.
-Cher-przytuliłam ją.
-Ja jestem Nicole-przytuliłyśmy się.
-A ja Megan-również się przytuliłyśmy.
-Miło was poznać-uśmiechnęłam się.
-Pierwszy raz tutaj?-zapytała Nicole.
-Tak. Rodzice mnie tu przenieśli z York Road-dodałam, zakładając moje nowe szorty.
-Fajne gatki-zaśmiała się Lilly.
-Prezent od rodziców-odparłam.
-Chodźcie, bo trener się zdenerwuje, że nas nie ma-oznajmiła Megan i wszystkie w czwórkę, wyszłyśmy z szatni.
-Megan?-zapytałam.
-Ta?
-Kto to tamta czarna?-zapytałam spoglądając na czwartą dziewczynę, która była w szatni.
-To Lizy. Jest tu najlepsza. Nie przyjaźni się z nikim. Taka Zosia samosia-zaśmiała się.
-Okej-zachichotałam.
Weszłyśmy na salę. Zaniemówiłam. Była z trzy razy większa od ten na York Road i ten cały sprzęt.
Bardzo się cieszyłam, że tutaj jestem.
Zobaczyłam, ja Justin podąża w moim kierunku.
-I co?-objął mnie- jest tu aż tak źle?
-Nie-odparłam z uśmiechem- jest super.
-Wiedziałem, że długo nie będziesz się martwić-szepnął mi do ucha.
-Chłopaki zbiórka!-krzyknął trener.
-Muszę iść-puścił mnie z objęcia –daj z siebie wszystko, beauty-uśmiechną się i poszedł do innych chłopaków.
-Ty go znasz?-zapytała Nicole.
-Tak, a w czym problem?-zapytałam.
-To twój chłopak?-podeszła do nas Lilly.
-Nie-odparłam.
-Radziłabym ci uważać. Nie obściskujcie się tutaj w Studiu- dodała Megan.
-A dlaczego nie?-zapytałam, nie ogarniając.
-On podoba się Lizy- odparła Megan.
-Więc?-zapytałam ze zdziwieniem.
-Więc lepiej z nią nie zadzierać-ciągnęła Megan- jest lepsza od nas wszystkich razem wziętych. A kiedy czegoś chce, dostaje to.
Spojrzałam w kierunku Lizy. Patrzyła na mnie.
Szybko odwróciłam wzrok.
-Nie boję się jej-oznajmiłam.
-Ale uważaj na nią- ostrzegła mnie Lilly
-No dobrze- wywróciłam oczami.
Dziewczyny zaśmiały się. Chyba je polubiłam, a one mnie.
Na salę wszedł dobrze zbudowany mężczyzna.
-Dobra laski! Zbiórka! Raz, raz!- stanęłyśmy w szeregu przed nim.
To zapewne nasz trener.
-Gdzie nasza nowa koleżanka?- zapytał.
-Tu -wyszłam przed szereg.
-Świetnie-uśmiechnął się- zapewne już poznałaś dziewczyny. Ja jestem Andrew. Twój trener. Zajęcia mamy w czwartki, piątki i poniedziałki na 18. Lepiej się nie spóźniaj- uśmiechnął się.
-Jasne-uśmiechnęłam się do niego.
-Dobra laski! 5 kołeczek i zaczynamy trening!-krzyknął.
Zrobiłyśmy 5 kółek i stanęłyśmy przed trenerem.
-Dobra. Brać rękawice i do roboty!-nakazał. –Cher-skinął, żebym podeszła od niego- masz rękawce?
-Tak-dodałam.
-Super. To będzie twój worek. Tylko ty na nim ćwiczysz, jasne?
Przytaknęłam.
-Dobra dziewczynka-poklepał mnie po plecach- a teraz wal w ten wór, jakbyś chciała kogoś pobić.
-Okej-zachichotałam.
-Laski, do roboty!-wydarł się trener.
Zaczęłam uderzać w worek tak, jak umiałam najlepiej.
-Dobrze Cher-pochwalił mnie Andrew, co dodało mi satysfakcji.
Zauważyłam, jak Just trenuje drugim końcu Sali. Był skupiony, a jego spocony podkoszulek przylegał do jego umięśnionego ciała. Wyglądał bardzo seksownie.
-Cher, nie obijaj się!-krzyknął trener.
Zaczęłam mocniej walić w worek.
Po dłuższym czasie, trener zagwizdał.
-Dobra dziewczyny! Na dzisiaj to tyle! Zróbcie jeszcze 2 kółeczka i do szatni!-krzyknął.
Po przebiegnięciu kółeczek, weszłyśmy do szatni.
-I jak?-zapytała Megan- jak ci się podobało?
-Super-odpowiedziałam, przebierając się.
-To fajnie, że ci się tu podoba-dodała Nicole.
-Tu jest świetnie-odparłam.
Lizy westchnęła i zapanowała niezręczna cisza.
-Dobra dziewczyny, to do jutra. Justin na mnie czeka, Na razie-uśmiechnęłam się do nich .
-Cześć Cher-odpowiedziały, a ja wyszłam z szatni.
Wyszłam przed budynek, czekając na chłopaka.
Ktoś złapał mnie za rękę.
-Posłuchaj mnie ruda!-warknęła Lizy trzymając mnie mocno za rękę- odczep się od Justina.
-Bo co?-syknęłam
-Bo nie będziesz już musiała martwić się oddychaniem-z jej oczu można było wyczytać jedynie gniew.
_______________________________________
Jest i 11 rozdział :)
Na dole rozmieściłam zdjęcia, jak mniej więcej wyobrażam sobie dane postaci :)
Kim
Megan
Nicole
Lilly
Lizy
Andy
Nathan
Ben
Max
David
czwartek, 2 maja 2013
Ten.
-Czego chcesz?-dodałam z obojętnością.
-Dowaliłaś mu-zaśmiał się.
-Słucham?-zdziwiłam się jego odpowiedzią.
-Pojechałaś mu, jak nic-spojrzał na mnie.
-To ty nie jesteś zły? Przecież ośmieszyłam waszą paczkę-dodałam ciągle nie ogarniając.
-Na początku miałem cię opierdolić, ale kiedy spojrzałem na twoją piękną buźkę, nie mogłem tego zrobić- odparł przygryzając wargę.
-Dzięki. Chyba.- poczułam, jak moje policzki się czerwienią.
-Twoje policzki zawsze robią się czerwone, kiedy mówię ci jakiś komplement-zachichotał.
-Dziwisz się? Mówisz mi je .. ty!-pokazałam na niego.
-Co z tego, że ja?-odparł.
-No, bo.. ty.. jesteś tobą !-wydukałam.
-I to jest tym powodem?-zaśmiał się.
-Nie ważne. Zmieńmy temat!- powiedziałam, idąc w stronę mojej szafki.
-Speszyłaś się?-dodał rozbawiony.
-Nie-otworzyłam szafkę i wyciągnęłam z niej książki do biologii.
-Kłamiesz-odparł z uśmiechem.
-Nie-dodałam zmieszana, zamykając szafkę
-Cher-położył obie ręce na szafce, koło mojej głowy.-Zawstydziłaś się?
-Jasne-spojrzałam w jego piękne, karmelowe oczy- a może frytki do tego?
-Jesteś niemożliwa-zaśmiał się.
-Wiem.-Zadzwonił dzwonek, a ja przeszłam pod jego rękami. - Przepraszam, ale musze iść na lekcje.
-Cher-dodał.
-Co znowu?-odwróciłam się do chłopaka.
-Dasz mi swój numer?-zapytał.
-Jasne-odparłam po chwili. W moim brzuchu poczułam stado motyli.
Chłopak podał mi telefon, a ja wpisałam numer, po czym mu go oddałam.- Proszę
-Do zobaczenia- odpowiedział patrząc na mnie spode łba.
Ruszyłam korytarzem do sali od biologii, która znajdowała się na pierwszym piętrze.
Nie było nikogo przed nią. Oznaczało to, że są już w sali.
Podeszłam do drzwi i weszłam.
-Przepraszam za spóźnienie!-powiedziałam siadając do ławki.
-Co było przyczyną twojego spóźnienia?-zapytał nauczyciel.
-W stołówce była duża kolejka-odparłam.
-Następnym razem wpisze ci spóźnienie do dziennika!-odparł zły.
Położyłam książki na ławce.
-I co chciał?-zapytała Kim, która siedzi na tym przedmiocie ze mną.
-Zdziwisz się, ale nie był zły-dodałam.
-No co ty?-zdziwiła się.
-Powiedział, że chciał mnie opierniczyć, ale jak na mnie spojrzał, to już mu przeszło-uśmiechnęłam się.
-No proszę-szturchnęła mnie.
-Cher! Nie dość, że się spóźniasz, to jeszcze rozmawiasz?! Twoje zachowanie jest karygodne!-krzyknął nauczyciel.
-Przepraszam-powiedziałam wystraszona.
-Później-szepnęłam do Kim, a ona pokiwała głową, że zrozumiała.
Przez resztę lekcji siedziałam cicho. Po dzwonku, wyszłam z klasy i ruszyłam do szafki, a Kim ze mną. Wbiłam kod i ją otworzyłam, po czym schowałam książki.
-Zaraz francuski-dodała Kim
-Niestety-westchnęłam.
-Jest sprawdzian-dodała ponownie.
-Co?-zdziwiłam się.-Jak to?
-No tak.-zaśmiała się.
-Z czego?-ciągnęłam dalej zdziwiona, że nic o tym nie wiedziałam.
-Z jakiegoś działu czy coś-odparła obojętnie.
-Nic nie umiem-wyciągnęłam komórkę i sprawdziłam godzinę.- Chyba się zrywam.
-Jak chcesz-spojrzała na mnie- powiem, że źle się poczułaś.
-Kocham Cię-cmoknęłam ją w policzek- To do zobaczenia.
-Miałaś mi dokończyć!-krzyknęła.
-Później-pomachałam jej.
Wyszłam ze szkoły i poszłam prosto na przystanek .
Poczekałam kilka minut na autobus. Kiedy już przyjechał, weszłam do środka i stanęłam przy oknie. Obok stała babka z dzieckiem w wózku. Była około dwudziestki i nie przejmowała się zbytnio dzieckiem. Przypatrywałam się jej krótką chwilę. Totalny plastik.
Na ogół nie oceniam ludzi od razu po wyglądzie, ale było po niej widać, że jest pusta.
Z resztą rozmawiała jeszcze przez telefon, żując gumę, jak dziwka.
Była ubrana na różowo, opalona na solarce i mocny makijaż.
Wysiadłam z autobusu i przeszłam kawałek do domu.
Wyciągnęłam klucze z torby i od kluczyłam drzwi.
Ściągnęłam buty, rzuciłam torbę i podeszłam do lodówki.
Wyciągnęłam z niej pepsi i się napiłam. Podeszłam do szafki i wybrałam sobie American Pie. Włożyłam płytę do odtwarzacza i usiadłam na kanapie.
Po chwili oglądania filmu, mój telefon zawibrował.
Wyciągnęłam go z kieszeni, przesunęłam palcem po ekranie.
Wiadomość.
Od: (jakiś numer)
Już po szkole śliczna? –Just
Zapisałam numer
chłopaka i odpisałam.
Do: Justin
Zerwałam się z francuskiego. Właśnie oglądam film.
Od: Justin
Niegrzeczna. Haha.
Chciałem z tobą porozmawiać na stołówce, kiedy przyszli chłopacy.
Do: Justin
A o czym?
Od: Justin
O twojej kłótni z rodzicami.
Jak nie chcesz o tym gadać, nie musisz, ale chciałbym ci pomóc, beauty.
Do: Justin
Miło, że się przejmujesz. Mam zamiar z nimi porozmawiać, jak wrócą z pracy.
Od: Justin
To daj mi później znać, jak poszło.
Do: Justin
Na pewno xx
Może nie znam Justina długo, ale wydaje mi się, że nie jest taki, na jakiego wygląda. Odłożyłam telefon i kontynuowałam oglądanie. Po jakimś czasie, film mi się znudził i go wyłączyłam. Poszłam do kuchni i otworzyłam lodówkę. Wyciągnęłam ser i zrobiłam sobie kanapkę.
-Cher? Jesteś w domu?-powiedziała mama, wchodząc do domu.
-Tak, jestem w kuchni-poczułam, jak mój żołądek się skręca.
-Cześć kochanie-dodała, wchodząc z tatą do kuchni i kładąc zakupy na stole.
-Cześć-odpowiedziałam.
-Rozpakujesz zakupy?-zapytał tata wieszając kurtkę.
-Jasne- zaczęłam wyciągać z reklamówki artykuły spożywcze.
-Jak było w szkole?-zapytała mama po chwili.
-Pani kazała ci dać kartkę z ocenami-odpowiedziałam, wkładając mleko i jogurty do lodówki.
-O, to dobrze- odparła.
-Mamo?-powiedziałam, wkładając kawę do szafki.
-Słucham?-spojrzała na mnie.
-Chciałabym z tobą porozmawiać. Z tobą i tatą-odpowiedziałam, siadając na krześle.
-My także, Cher-dodał tata siadając na obok mnie z mamą.
-Chciałabym Was przeprosić. Za to, jak się ostatnio zachowywałam. Wiem, że nie powinnam, bo przecież jesteście moimi rodzicami, ale zrozumcie mnie! Chcieliście zabronić mi trenować czegoś, co kocham najbardziej. To jakbym straciła Was.
-Kochanie-zaczęła mama- my też jesteśmy temu winni- spojrzała na tatę.
-Chcieliśmy cię chronić, ale wiemy, że nic ci nie grozi.-dodał tata.
-Boks jest moim całym życiem.-uśmiechnęłam się.
-Zauważyliśmy to myszko-chwyciła mnie za kolano mama.
-I mamo, ja przepraszam cię, za to co powiedziałam ci wczoraj. Kocham cię i zawsze będę z tobą.
-Zdaliśmy sobie z tatą sprawę, że nie zajmowaliśmy się tobą, jak dobrzy rodzice, a ty, tak szybko dorosłaś-łzy napłynęły jej do oczu.
-Mamo, nie płacz-dodałam, także mając łzy w oczach.
-Ja po prostu nie mogę się pogodzić z myślą, że przez ten cały czas cię zaniedbywaliśmy-odparła, a tata ją przytulił.
-Przepraszamy cię kochanie -powiedział tata i wszyscy w trójkę się przytuliliśmy.
-Ja też was przepraszam. Obiecuję, że się poprawię-dodałam przez łzy.
-My również-odpowiedzieli jednocześnie.
Po chwili uścisku, spojrzeliśmy na siebie uśmiechnięci.
-Słuchajcie, ja zaraz wracam. Muszę wjechać na chwilę do mechanika-spojrzał na mamę-no wiesz, po ten olej do samochodu.
-A no tak, racja-dodała mama- Jedź, a ja zrobię kolację -pocałowali się, a tata chwycił kurtkę i wyszedł zamykając za sobą drzwi.
-Co będzie na kolacje?-zapytałam, a mama zaczęła wyciągać coś z lodówki.
-Zapiekanka-odpowiedziała z uśmiechem.
-Mniam-oblizałam usta.
-Cher-zaśmiała się-ale to dopiero na kolację.
-To idę do siebie. Jakby co to wołaj-uśmiechnęłam się i wyszłam z kuchni.
Weszłam po schodach do pokoju. Stanęłam przed lustrem i zaczęłam przyglądać się moim włosom.
-To jakaś masakra!-powiedziałam do siebie, przyglądając się uważnie włosom przy skórze głowy- mam odrosty!
Szybkim krokiem przeszłam do łazienki. Otworzyłam szafkę.
Moim oczom ukazało się kilka pudełek farb do włosów.
Przyznam, że nie lubię mieć ciągle tego samego koloru, więc często go zmieniam.
Wyciągnęłam pudełka z szafki. Różowa, niebieska, ruda, czarna, fioletowa i czerwona.
Ostatecznie wybrałam czerwoną. Weszłam do pokoju i wyciągnęłam z szafy, jakąś starą koszulkę. Ponownie weszłam do toalety. Ściągnęłam bluzę i założyłam wcześniej wybraną, starą koszulkę. Wyciągnęłam z opakowania rękawiczki, rozrobiłam farbę ze specjalną wodą i zaczęłam ją nakładać od skóry głowy. Następnie rozprowadziłam farbę po całych włosach.
Trwało to trochę , bo moje włosy nie należą do najkrótszych.
Odczekałam 30 minut i zmyłam farbę . Wysuszyłam włosy je i wyprostowałam.
Spojrzałam w lustro. Wyglądałam lepiej niż w rudych. Schowałam suszarkę i prostownicę do szafki, opakowanie, po farbie wyrzuciłam do kosza oraz zmieniłam starą bluzkę na bluzę, którą miałam wcześniej. Wyszłam z toalety i zeszłam po schodach na dół. Stanęłam w wejściu do kuchni.
-I jak ci się podobam?-zapytałam, a mama podskoczyła przestraszona.
-Jejku Cher-odwróciła się -znowu?
-Tak!-zachichotałam.
-Dlaczego? Masz takie piękne, naturalne, blond włosy-podeszła, dotykając je.
-Mamo, proszę cię! Nie lubię ich-dodałam.
-No jak wolisz.-zaśmiała się
-Podoba ci się?-zapytałam z uśmiechem.
-Wiesz..-zażartowała.
-Mamo!-zaśmiałam się
-Wyglądasz pięknie-odparła przyglądając mi się.
-Dziękuję.-odpowiedziałam- liczyłam na taką odpowiedź.
-Zmieniając temat-dodała, wracając do tego, co robiła-Odrobiłaś lekcję?
-Yyy.. no ten, tego.. jasne!-skłamałam.
-Idź-dodała –bo nie zjesz kolacji.
-Musisz mnie bardziej przekonać-zaśmiałam się.
-Cher-spoważniała-idź.
-No dobra- wzięłam torbę z korytarza i poszłam do siebie.
Usiadłam na łóżku i wyciągnęłam książki. Zrobiłam zadania z chemii i historii. Podczas odrabiania zadań z biologii, mój telefon zawibrował. Sięgnęłam po niego i go odblokowałam. Wiadomość.
Od: Justin
Już po?
Do: Justin
Tak. Miałeś rację, powinnam z nimi porozmawiać od razu.
Już wszystko jest w porządku. Dziękuję Ci.
Od: Justin
To super. Fajnie, że pomogłem.
Do: Justin
Sorry Just, ale muszę się uczyć.
Od: Justin
Dobrze już nie przeszkadzam. Jakby coś się działo, pisz.
Odłożyłam telefon i dokończyłam biologię. Nie mam pojęcia, kiedy zasnęłam, ale obudziło mnie pukanie do drzwi.
-Wstawaj kochanie-weszła do pokoju mama- musisz się jeszcze wyszykować do szkoły.
-Co? Już rano?-wstałam przestraszona.
-Tak-zaśmiała się- jak się już ogarniesz, zejdź na dół.
-No dobrze-powiedziałam wstając z łóżka, a mama wyszła z pokoju.
Znowu mi się to zdarzyło. Powinnam się wcześniej kłaść i nie robić wszystkiego na ostatnią chwilę. Sięgnęłam do szafy po jeansy, białą bluzkę z Nirvaną i skórzaną kurtkę. Ubrałam się, po czym podeszłam do lustra, nałożyłam podkład, zrobiłam kreski i pomalowałam rzęsy tuszem. Przeczesałam szczotką, moje czerwone włosy. Chwyciłam do ręki torbę i zeszłam na dół. Weszłam do kuchni, a rodzice już siedzieli przy stole.
-Cześć-powiedziałam uśmiechnięta, siadając.
-Cześć kochanie-dodał tata.
-Proszę, zjedz śniadanie, bo kolacji nie zdążyłaś -zaśmiała się mama, podając mi kanapki i herbatę.
-Dziękuję-odpowiedziałam.
-Cher, razem z mamą, mamy coś dla ciebie -powiedział i wstał od stołu. Spojrzałam na mamę, a tata poszedł do salonu. Po chwili przyszedł z dość dużym pudełkiem - Proszę skarbie-podał mi je. Spojrzałam na rodziców ze zdziwieniem.
-A z jakiej to okazji?-zapytałam z radością.
-Po prostu otwórz-dodała mama.
_____________________
Miałam dodać rozdział wczoraj, ale nie zdążyłam go dokończyć.
I chciałabym wam podziękować, za 2 tysiące wejść <3
Do: Justin
Zerwałam się z francuskiego. Właśnie oglądam film.
Od: Justin
Niegrzeczna. Haha.
Chciałem z tobą porozmawiać na stołówce, kiedy przyszli chłopacy.
Do: Justin
A o czym?
Od: Justin
O twojej kłótni z rodzicami.
Jak nie chcesz o tym gadać, nie musisz, ale chciałbym ci pomóc, beauty.
Do: Justin
Miło, że się przejmujesz. Mam zamiar z nimi porozmawiać, jak wrócą z pracy.
Od: Justin
To daj mi później znać, jak poszło.
Do: Justin
Na pewno xx
Może nie znam Justina długo, ale wydaje mi się, że nie jest taki, na jakiego wygląda. Odłożyłam telefon i kontynuowałam oglądanie. Po jakimś czasie, film mi się znudził i go wyłączyłam. Poszłam do kuchni i otworzyłam lodówkę. Wyciągnęłam ser i zrobiłam sobie kanapkę.
-Cher? Jesteś w domu?-powiedziała mama, wchodząc do domu.
-Tak, jestem w kuchni-poczułam, jak mój żołądek się skręca.
-Cześć kochanie-dodała, wchodząc z tatą do kuchni i kładąc zakupy na stole.
-Cześć-odpowiedziałam.
-Rozpakujesz zakupy?-zapytał tata wieszając kurtkę.
-Jasne- zaczęłam wyciągać z reklamówki artykuły spożywcze.
-Jak było w szkole?-zapytała mama po chwili.
-Pani kazała ci dać kartkę z ocenami-odpowiedziałam, wkładając mleko i jogurty do lodówki.
-O, to dobrze- odparła.
-Mamo?-powiedziałam, wkładając kawę do szafki.
-Słucham?-spojrzała na mnie.
-Chciałabym z tobą porozmawiać. Z tobą i tatą-odpowiedziałam, siadając na krześle.
-My także, Cher-dodał tata siadając na obok mnie z mamą.
-Chciałabym Was przeprosić. Za to, jak się ostatnio zachowywałam. Wiem, że nie powinnam, bo przecież jesteście moimi rodzicami, ale zrozumcie mnie! Chcieliście zabronić mi trenować czegoś, co kocham najbardziej. To jakbym straciła Was.
-Kochanie-zaczęła mama- my też jesteśmy temu winni- spojrzała na tatę.
-Chcieliśmy cię chronić, ale wiemy, że nic ci nie grozi.-dodał tata.
-Boks jest moim całym życiem.-uśmiechnęłam się.
-Zauważyliśmy to myszko-chwyciła mnie za kolano mama.
-I mamo, ja przepraszam cię, za to co powiedziałam ci wczoraj. Kocham cię i zawsze będę z tobą.
-Zdaliśmy sobie z tatą sprawę, że nie zajmowaliśmy się tobą, jak dobrzy rodzice, a ty, tak szybko dorosłaś-łzy napłynęły jej do oczu.
-Mamo, nie płacz-dodałam, także mając łzy w oczach.
-Ja po prostu nie mogę się pogodzić z myślą, że przez ten cały czas cię zaniedbywaliśmy-odparła, a tata ją przytulił.
-Przepraszamy cię kochanie -powiedział tata i wszyscy w trójkę się przytuliliśmy.
-Ja też was przepraszam. Obiecuję, że się poprawię-dodałam przez łzy.
-My również-odpowiedzieli jednocześnie.
Po chwili uścisku, spojrzeliśmy na siebie uśmiechnięci.
-Słuchajcie, ja zaraz wracam. Muszę wjechać na chwilę do mechanika-spojrzał na mamę-no wiesz, po ten olej do samochodu.
-A no tak, racja-dodała mama- Jedź, a ja zrobię kolację -pocałowali się, a tata chwycił kurtkę i wyszedł zamykając za sobą drzwi.
-Co będzie na kolacje?-zapytałam, a mama zaczęła wyciągać coś z lodówki.
-Zapiekanka-odpowiedziała z uśmiechem.
-Mniam-oblizałam usta.
-Cher-zaśmiała się-ale to dopiero na kolację.
-To idę do siebie. Jakby co to wołaj-uśmiechnęłam się i wyszłam z kuchni.
Weszłam po schodach do pokoju. Stanęłam przed lustrem i zaczęłam przyglądać się moim włosom.
-To jakaś masakra!-powiedziałam do siebie, przyglądając się uważnie włosom przy skórze głowy- mam odrosty!
Szybkim krokiem przeszłam do łazienki. Otworzyłam szafkę.
Moim oczom ukazało się kilka pudełek farb do włosów.
Przyznam, że nie lubię mieć ciągle tego samego koloru, więc często go zmieniam.
Wyciągnęłam pudełka z szafki. Różowa, niebieska, ruda, czarna, fioletowa i czerwona.
Ostatecznie wybrałam czerwoną. Weszłam do pokoju i wyciągnęłam z szafy, jakąś starą koszulkę. Ponownie weszłam do toalety. Ściągnęłam bluzę i założyłam wcześniej wybraną, starą koszulkę. Wyciągnęłam z opakowania rękawiczki, rozrobiłam farbę ze specjalną wodą i zaczęłam ją nakładać od skóry głowy. Następnie rozprowadziłam farbę po całych włosach.
Trwało to trochę , bo moje włosy nie należą do najkrótszych.
Odczekałam 30 minut i zmyłam farbę . Wysuszyłam włosy je i wyprostowałam.
Spojrzałam w lustro. Wyglądałam lepiej niż w rudych. Schowałam suszarkę i prostownicę do szafki, opakowanie, po farbie wyrzuciłam do kosza oraz zmieniłam starą bluzkę na bluzę, którą miałam wcześniej. Wyszłam z toalety i zeszłam po schodach na dół. Stanęłam w wejściu do kuchni.
-I jak ci się podobam?-zapytałam, a mama podskoczyła przestraszona.
-Jejku Cher-odwróciła się -znowu?
-Tak!-zachichotałam.
-Dlaczego? Masz takie piękne, naturalne, blond włosy-podeszła, dotykając je.
-Mamo, proszę cię! Nie lubię ich-dodałam.
-No jak wolisz.-zaśmiała się
-Podoba ci się?-zapytałam z uśmiechem.
-Wiesz..-zażartowała.
-Mamo!-zaśmiałam się
-Wyglądasz pięknie-odparła przyglądając mi się.
-Dziękuję.-odpowiedziałam- liczyłam na taką odpowiedź.
-Zmieniając temat-dodała, wracając do tego, co robiła-Odrobiłaś lekcję?
-Yyy.. no ten, tego.. jasne!-skłamałam.
-Idź-dodała –bo nie zjesz kolacji.
-Musisz mnie bardziej przekonać-zaśmiałam się.
-Cher-spoważniała-idź.
-No dobra- wzięłam torbę z korytarza i poszłam do siebie.
Usiadłam na łóżku i wyciągnęłam książki. Zrobiłam zadania z chemii i historii. Podczas odrabiania zadań z biologii, mój telefon zawibrował. Sięgnęłam po niego i go odblokowałam. Wiadomość.
Od: Justin
Już po?
Do: Justin
Tak. Miałeś rację, powinnam z nimi porozmawiać od razu.
Już wszystko jest w porządku. Dziękuję Ci.
Od: Justin
To super. Fajnie, że pomogłem.
Do: Justin
Sorry Just, ale muszę się uczyć.
Od: Justin
Dobrze już nie przeszkadzam. Jakby coś się działo, pisz.
Odłożyłam telefon i dokończyłam biologię. Nie mam pojęcia, kiedy zasnęłam, ale obudziło mnie pukanie do drzwi.
-Wstawaj kochanie-weszła do pokoju mama- musisz się jeszcze wyszykować do szkoły.
-Co? Już rano?-wstałam przestraszona.
-Tak-zaśmiała się- jak się już ogarniesz, zejdź na dół.
-No dobrze-powiedziałam wstając z łóżka, a mama wyszła z pokoju.
Znowu mi się to zdarzyło. Powinnam się wcześniej kłaść i nie robić wszystkiego na ostatnią chwilę. Sięgnęłam do szafy po jeansy, białą bluzkę z Nirvaną i skórzaną kurtkę. Ubrałam się, po czym podeszłam do lustra, nałożyłam podkład, zrobiłam kreski i pomalowałam rzęsy tuszem. Przeczesałam szczotką, moje czerwone włosy. Chwyciłam do ręki torbę i zeszłam na dół. Weszłam do kuchni, a rodzice już siedzieli przy stole.
-Cześć-powiedziałam uśmiechnięta, siadając.
-Cześć kochanie-dodał tata.
-Proszę, zjedz śniadanie, bo kolacji nie zdążyłaś -zaśmiała się mama, podając mi kanapki i herbatę.
-Dziękuję-odpowiedziałam.
-Cher, razem z mamą, mamy coś dla ciebie -powiedział i wstał od stołu. Spojrzałam na mamę, a tata poszedł do salonu. Po chwili przyszedł z dość dużym pudełkiem - Proszę skarbie-podał mi je. Spojrzałam na rodziców ze zdziwieniem.
-A z jakiej to okazji?-zapytałam z radością.
-Po prostu otwórz-dodała mama.
_____________________
Miałam dodać rozdział wczoraj, ale nie zdążyłam go dokończyć.
I chciałabym wam podziękować, za 2 tysiące wejść <3
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)